| $ | USD | 3,4353 | |
| € | EUR | 4,3682 | |
| Fr | CHF | 3,6371 | |
| £ | GBP | 5,4815 |
ks. Artur Stopka
Polscy katolicy po prostu w zdecydowanej większości nie chcą rozmowy o Kościele, o wierze, o życiu zgodnym z Ewangelią. Wolą przerzucać się wypowiedziami na tematy będące "obok", unikać tego, co istotne.
Od lat trapię się poważnie problemem, dlaczego w Kościele katolickim w Polsce z takim trudem udaje się (przynajmniej od czasu do czasu) doprowadzić do dialogu. Do wewnętrznej rozmowy. Poważnej rozmowy o przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. O kwestiach istotnych, by nie powiedzieć pryncypiach. O wierze, jej problemach, jej konsekwencjach w codziennym życiu.
I oto przez przypadek zupełny chyba zyskałem odpowiedź na dręczące mnie pytanie - dlaczego tak nam ciężko idzie ta rozmowa?
Tak się złożyło, że 6 grudnia napisałem kilka zdań o kwestii świętego Mikołaja. O tym, że oprócz komercjalizowania tej ważnej postaci i zamieniania jej w wyrośniętego krasnala, jest też problem z wewnątrzkościelnym spłycaniem przesłania, które ona niesie. Złożyło się również, że zamieściłem swój komentarz w kilku miejscach w Internecie, między innymi w dwóch portalach poświęconych tematyce religijnej, a w głównej mierze katolickiej.
W obydwu wspomnianych portalach mój post wywołał sporą dyskusję. Tyle że, poza małymi wyjątkami, dyskutanci tu i tam skupili się nie na meritum, lecz na kilku słowach, w których uznałem za niezbyt grzeczne spoufalanie się przebranego za św. Mikołaja ministranta z księdzem wikarym. Dygresja na ten temat nie była w moim tekście nawet całym zdaniem lecz dosłownie kilku wyrazami wtrąconymi mimochodem przez autora, który mając już ponad pół wieku życia za sobą zakodował sobie inne relacje na linii "ministrant-ksiądz" (bo też sam, zanim księdzem został, był ministrantem).
Gdy śledziłem obydwie, bliźniaczo podobne dysputy, nagle zaczęło mi coś świtać. Tak bardzo, że sformułowałem hipotezę, którą być może ktoś z poważnym dorobkiem naukowym, podda stosownym analizom. Hipoteza, moim zdaniem bardzo prawdopodobna, brzmi: Polscy katolicy po prostu w zdecydowanej większości nie chcą rozmowy o Kościele, o wierze, o życiu zgodnym z Ewangelią. Nawet ci, którzy wydawałoby się, są bardziej w te sprawy zaangażowani, wolą przerzucać się wypowiedziami na tematy będące "obok", unikać tego, co istotne, roztrząsać całymi dniami pół zdania z ozdobnika, a przy okazji zajmować się ocenianiem jego autora.
Ledwo postawiłem tę hipotezę, zaraz pojawiło mi się kolejne ważne zagadnienie. Brzmi ono: Jak długo można unikać rzeczywistej rozmowy i wciąż wynajdywać bzdurne tematy nawet tam, gdzie aż krzyczą wymagające pilnego omówienia sprawy ważne?
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 31 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
A przechodząc do meritum , wydaje mi się , że dyskutujemy , i to nawet bardzo . Znamy się na wszystkim ( sam to u siebie zauważam) i chęć do dyskusji w narodzie jest, tylko umiejętności czasem brak .
Ma Ksiądz jednak rację , że często każdy z nas chce dyskutować na inny temat.
Oglądałem wczoraj kawałek "Rejsu" , film pełen takich "dyskusji". Myślę , że tak do końca tamta rzeczywistośc jeszcze się nie skończyła.
Pozdrawiam
Teraz dowiaduję się jeszcze,że chłopak był akurat ubrany w strój Mikołaja(z poprzedniego wpisu nie wynikało to jednoznacznie),więc cóż dziwnego,że wszedł w swą rolę?
To,co dla Księdza było niestosownością,dla wielu z nas dowodem poczucia humoru,które pewnie większość z nas posiada.Księdza ocena sytuacji sprawiła,że w wielu głowach,w tym mojej,zapaliło się czerwone światełko:oto Kapłan,bez kadzidła nie podchodzić!
Sadzę,że wyciąga Ksiądz zbyt daleko posunięte wnioski.To nieprawda,że chrześcijanie nie chcą rozmawiać o ważnych sprawach Kościoła,tylko zadowalają się duperelami i tematami zastępczymi.A przynajmniej nie sadzę,że to uogólnienie można odnieść do wielu tu komentujących.Ma Ksiądz żal,że wpisy dotyczyły ministranta,a nie sprawy naprawdę istotnej.Tylko z czego się to wzięło?Z tego,że to jedno zdanie uderzało w RELACJĘ.W relację miedzy kapłanem a wiernymi.Żeby zobrazować o co mi chodzi,odwołam się do pewnej metafory z życia rodzinnego(czyż Kościół nie jest naszym domem,jak to ostatnio sobie przypominamy?)
Oto mąż mówi do żony(może być:żona do męża):"Porozmawiajmy o wychowaniu Joasi,jak tu jej pomóc zdać do następnej klasy.Co prawda,w twojej rodzinie same ciemniaki,a i ty orłem nie jesteś..."Łatwo się domyślić,że rozmowa nie będzie konstruktywna.Bo choć rzeczywiście problemem numer jeden w tej sytuacji jest szkoła Joasi i o tym trzeba pilnie mówić,to i tak na wierzch wyłazi świeżo zadana rana.
Księże Arturze,głowa do góry(Czy ten zwrot jest niestosowny?Już mi się włącza silna autocenzura)Na pewno znajdzie Ksiądz wielu adwersarzy do rozmowy o ważnych sprawach naszego wspólnego Kościoła(domu...)
wszystkie komentarze >