Klucz do soboru

O kryzysie Kościoła posoborowego, wirusie roku ’68 i sprzątaniu po Janie Pawle II z ks. Robertem Skrzypczakiem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz

Reklama

Ks. Tomasz Jaklewicz: Podtytuł książki autorstwa Księdza brzmi „kryzys Kościoła posoborowego”. Czy to znaczy, że Sobór Watykański II wprowadził Kościół w stan kryzysu?

Ks. Robert Skrzypczak: – W roku 2012 mija 50 lat od rozpoczęcia soboru. Ta okrągła data oraz dialog z lefebrystami powodują nasilenie się dyskusji na temat bilansu soboru, a w jej ramach powiększanie się klubu niezadowolonych. Dominują w tym względzie dwie skrajne opinie. Jedni uważają, że sobór był zbyt mocnym przełomem, że jakoby odciął się od dotychczasowej tradycji Kościoła i to spowodowało wiele negatywnych zjawisk. Ta grupa utrzymuje, że dla uzdrowienia sytuacji trzeba zrobić potężny krok do tyłu, do epoki przedsoborowej, jakby posprzątać po soborze.

Druga grupa to pewnie ci, którzy chcą iść za bardzo do przodu?

– To także niezadowoleni, ale z innego powodu. Oni utrzymują, że sobór zatrzymał się w połowie drogi. Twierdzą, że czymś innym był tzw. duch soboru, a czymś innym teksty soborowe, które są efektem pewnego kompromisu. Od razu dodam, że w podejmowaniu uchwał soborowych nie zadowalano się zwykłą większością głosów. Poszukiwano efektu poparcia przeważającego. To była decyzja Pawła VI, któremu zależało na maksymalnej jednomyślności. Dziś w grupie zwanej progresistami pojawia się coraz częściej postulat zwołania soboru watykańskiego III, który miałby się zająć problemami rzekomo nierozwiązanymi, np. celibatu, etyki małżeńskiej, kapłaństwa kobiet, demokratyzacji Kościoła itd.

Wynikałoby z tego, że dziedzictwo soboru jest niejednozna­czne.

– Myślę, że istotne jest to, co nam zostawił Jan Paweł II w testamencie. Napisał w nim, że „długo jeszcze dane będzie nowym pokoleniom czerpać z tych bogactw, jakimi ten Sobór XX wieku nas obdarował”, co oznacza, że nie został jeszcze całkowicie wprowadzony w życie. Potrzebujemy jednak znalezienia klucza dostępu, jakiegoś rodzaju „passwordu”, do odczytania tego soboru. Rabini opowiadają, że Bóg zostawił cały worek kluczy i człowiek musi znaleźć ten właściwy, aby mógł otworzyć Torę. My dziś jesteśmy w analogicznej sytuacji, mamy worek kluczy pochodzących z różnych środowisk kościelnych, teologicznych. Musimy znaleźć ten, który pozwoli nam odczytać sobór, z założenia mający wywołać nową wiosnę Kościoła.

Kościół posoborowy na Zachodzie przeżył raczej zimę niż wiosnę. Masowe odejścia z kapłaństwa, pozamykane seminaria, kościoły… Dlaczego tak się stało?

– Bardzo chciałem znaleźć odpowiedź na to pytanie. Spędziłem kilka lat w północnych Włoszech i w Skandynawii. Byłem wstrząśnięty tempem sekularyzowania się chrześcijaństwa, odpływem wiernych z Kościoła, a także brakiem odwagi duchownych, by proponować ludziom Ewangelię w czystej postaci. Tam zrozumiałem, jak wielką rolę w przemianie mentalności duchownych i świeckich odegrały wydarzenia z roku 1968. My w Polsce byliśmy zajęci innymi problemami: walką o przetrwanie, wolność. Na Zachodzie studenci wyszli na barykady w imię wyzwolenia człowieka ze wszystkich dotychczasowych struktur, traktowanych jako ograniczający ludzką swobodę ciężar. Marksizm był przyjmowany z entuzjazmem. Wystąpiono przeciwko państwu, religii, Kościołowi. Zwalczano wszelkie autorytety. Razem ze studentami maszerowali też duszpasterze akademiccy. Spotkałem kapłanów, którzy do dzisiaj noszą w sobie wirusa roku 1968.

Żeby zrozumieć sytuację zachodniego Kościoła, musimy odrobić lekcję historii i zrozumieć to, co działo się na Zachodzie w 1968 roku.

– Nie musimy się zmuszać do tego, bo dzisiaj uderza w nas w Polsce wtórna fala tego, co się zdarzyło na Zachodzie. Taka jest natura wirusa, że się odradza, mutuje i rozsiewa epidemię.

Jak działa ten wirus?

– Kilka obrazków. W pewnej włoskiej parafii usiadłem w niedzielę w konfesjonale. Ludzie mnie pozdrawiali, ale nikt się nie spowiadał. Wyszedłem ubrudzony. Nie wziąłem pod uwagę, że wewnątrz może zalegać wielomiesięczna warstwa kurzu. Potem spostrzegłem, że w wielu kościołach konfesjonały służą za miejsce na szczotki i mopy. Ksiądz powinien iść z młodzieżą do pizzerii, ale niekoniecznie rozmawiać o Bogu, żeby nikogo „teologicznie” nie przestraszyć. Wielu duszpasterzy ma kłopot z mówieniem otwarcie o problemach moralnych, żeby ludzi do siebie nie zniechęcić. Bywałem czasem upominany, że za dużo mówię o Jezusie, o grzechu i nawróceniu, zasmucam ludzi poważnymi kwestiami, podczas gdy zapracowany, ponowoczesny katolik w niedzielę potrzebuje zrelaksować się. Inna scena: Msza św. w Kopenhadze. Proboszcz po „Oto Baranek Boży” odkłada Hostię i wycofuje się. Podchodzi pan z pierwszej ławki i pierwszy bierze Komunię. Okazało się, że to przewodniczący rady parafialnej. Proboszcz jest w niej zaledwie członkiem. Reguły demokracji, standardy ze świata polityki mają regulować życie instytucji, która ma cele nadprzyrodzone. Zawaliło się ludziom niebo, nie ma życia wiecznego. Nie ma grzechu, nie ma świętości. Są tylko problemy doczesne, polepszanie warunków bytowych, nic poza tym. Oto nowoczesna antropologia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Tekst dobry jak rzadko:)
    04.02.2012 19:36
    No, ale warto by również spojrzeć w wady polskiego kleru. Nie tylko tych, którzy głoszą "wartości chrześcijańskie" zamiast Jezusa, ale też tych, którzy w kapłanach (czyli sobie samym) widzą wyższy i z zasady "wszystkowiedzący" gatunek ludzki. To naprawdę duze niebezpieczeństwo dla Kośćiola.
  • oikomenik
    05.02.2012 00:28
    Bardzo dobry tekst. Rzeczywiście: ogromnym problemem jest to, że wielu księży chce być fajnymi i iść z młodzieżą na pizzę, ale tam rozmawia o meczu i samochodach, a nie o Jezusie. A młodzi chcą o Jezusie rozmawiać! chcą mówić, o swoich problemach i nie oczekują wcale, że się im przytaknie, ale raczej, że się im pokaże swoje życie: zaświadczy, że Jezus jest Zbawicielem. Ale do tego trzeba nie byc urzędnikiem i zatrudnionym na parafii, ale prawdziwie chrześcijaninem. A Sobór do tego właśnie wzywał: odkryć wartość bycia chrześcijaninem.
  • filomena
    05.02.2012 12:21
    Oj ludzie nie można tego czytać. I kto o tym pisze? Ksiądz? Bardzo proszę, (przepraszam za trywializm) nie robić tutaj jaj, bo czasem tu zaglądam.
    Nie traktuję idelanie i wyłacznie serio, ale są granice... przyzwoitości.
    Kościół ma dbać o doczesność przede wszystkim tu i teraz o doczesnośc, jeśli będzie dbał o doczesnosć, o dalszą perspektywę może być spokojny. Księże kto księdzu powiedział, że kościół dba o wiczność? w pierwszej i tylko takiej kolejności??? w którym seminarium tak uczą.
  • miszel
    03.03.2012 23:49
    Dorze jest znać go i ludzi jak on osobiście. x. Robert ma to czego księdzu potrzeba - wiedzę, jasny rozum i mocnego ducha
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    13°C Czwartek
    rano
    17°C Czwartek
    dzień
    18°C Czwartek
    wieczór
    14°C Piątek
    noc
    wiecej »

    Reklama