Daj sobie czas

Matka. Dziewięć miesięcy oczekiwania na narodziny dziecka.

Reklama

Jesteśmy coraz mniej cierpliwi. Do Warszawy w godzinę. Obiad w kilka minut. Do kasy bez kolejki. Antybiotyk błyskawicznie stawiający na nogi. Autostrady w miesiąc. Doskonałość na jedno pobożne pragnienie serca. Stąd tak wielką popularnością cieszą się różne poradniki. Komputer w pigułce. Sto sposobów na sukces. Tyleż samo rad dla dobrej żony i męża. Jak być zdrowym? Krótki przewodnik po życiu duchowym. Rzucamy się niczym lew na te pozycje wierząc głęboko, że wreszcie znaleźliśmy receptę na wszystkie nasze bolączki, wskazówki na szczęśliwe życie, sposób na złapanie Pana Boga za nogi.

Owocem braku cierpliwości jest szybkie zniechęcenie. Nie osiągnąwszy w krótki czasie zamierzonego celu nabieramy przekonania o jego nierealności. Próbowałem. Nic nie wyszło. To najczęściej słyszana odpowiedź na pytanie o trwanie na drodze wiary, bardzo często uzasadniana przysłowiem. „Jakim mnie, Panie Boże, stworzyłeś, taki mnie masz.” W tej perspektywie ginie jedna z podstawowych prawd ewangelii. „Stworzyłem cię z miłości i dla miłości”, a ta nie jest czymś statycznym, stanem jednorazowym. To rzeczywistość będąca w ciągłym rozwoju, dynamiczna, nastawiona na nieustanny wzrost. Ale i respektująca prawa wzrostu.

Zwiastunem tej logiki wzrostu, a zarazem stanowczym sprzeciwem wobec logiki niecierpliwości jest przypowieść o drzewie figowym. „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia. Lecz on (ogrodnik) Mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć” (Łk 13,7-9).

Kościół od samego początku rozumiał potrzebę dania swoim dzieciom czasu na wzrost i rozwój. Rozumiał też, że jego zadaniem jest okopać, obłożyć nawozem i czekać na owoc. Dlatego tych, którzy uwierzyli w Bożą miłość i uznali w Jezusie Pana i Zbawiciela, nie prowadził natychmiast do zdroju chrzcielnego. Stopniowo odkrywał przed nimi prawdy wiary, towarzyszył w zmaganiu się ze słabościami, osłaniał ich swoją modlitwą. Innymi słowy wymyślił katechumenat. Nie wiemy która z młodych wspólnot jako pierwsza zaproponowała drogę, będącą niewątpliwie owocem jej doświadczenia wiary. Wiemy kto pierwszy tę drogę opisał.

W Apologii świętego Justyna (100-165) czytamy: „ci, którzy uwierzyli w prawdziwość naszej nauki i naszych wypowiedzi, ślubują, że zgodnie z nimi wieść będą życie. Wówczas uczymy ich, jak mają się modlić, jak pościć, jak prosić Boga o odpuszczenie dawniej popełnionych grzechów – przy czym sami także modlimy się i pościmy wraz z nimi. Następnie prowadzimy ich do miejsca, gdzie znajduje się woda i tam dostępują oni odrodzenia w taki sam sposób, w jaki myśmy go dostąpili, mianowicie zostają skąpani w wodzie w imię Boga Ojca i Pana wszechrzeczy, w imię Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, oraz w imię Ducha Świętego” (1 Apologia, 65). Od kolejnych autorów, szczególnie żyjących w IV wieku dowiemy się więcej szczegółów. Tacy wielcy święci jak Cyryl Jerozolimski, Jan Chryzostom, Ambroży z Mediolanu czy Augustyn zostawili nam całe cykle katechez, przeznaczonych dla oczekujących na przyjęcie chrztu. Katechez głoszonych w miarę postępu na drodze wiary. By nie nakładać ciężarów, jakich kandydat nie był w stanie udźwignąć.

Noworoczna katecheza ukazała nam Kościół – Matkę. Ecclesia Mater – Mater Ecclesiae, mawiali Ojcowie Kościoła. Matka rodząca Chrystusa i dla Chrystusa. W tym obrazie kryje się również stan błogosławiony Matki. Dziewięć miesięcy oczekiwania na narodziny dziecka. „Trzy lata, odkąd tu przychodzę…” Przygotowanie bliższe i dalsze. Oczekiwanie na dzień wyznania bez lęku Pana i Zbawiciela. Znak, że nadszedł stosowny czas, by kroczącego drogą zanurzyć w zdroju Wody życia, otworzyć przed nim drzwi, prowadzące do pełnego udziału w życiu wspólnoty – Ciała Chrystusa.

To rozważanie, wbrew pozorom, nie jest przeznaczone dla kandydatów do chrztu. Przeznaczone jest dla każdego, kto razem z pasterzami nawiedził grotę i w Dzieciątku uznał Pana, Zbawiciela, Mesjasza. Kto wrócił z entuzjazmem i teraz czuje, jak ów żar przygasa pod ciężarem trosk doczesnych i zwyczajnej ludzkiej słabości. Kto raz potknąwszy się na drodze, wiodącej z groty na betlejemskie pola, stracił wiarę i w siebie, i w możliwość przyjaźni z Bogiem. Bądź cierpliwy. Daj sobie czas. Bóg daje tobie czas. I daje ci Kościół. Z jego cierpliwością i umiejętnością oczekiwania na poród. Z jego zmysłem matki, potrafiącej odróżnić czas podawania mleka od czasu, gdy trzeba podać pokarm stały. Daj sobie czas. Bo „owocem ducha jest (…) cierpliwość” (Ga 6,22).

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    21°C Środa
    dzień
    22°C Środa
    wieczór
    17°C Czwartek
    noc
    14°C Czwartek
    rano
    wiecej »

    Reklama