Zróbmy coś

Bo koniec rozwoju będzie oznaczał śmierć wspólnoty

Reklama

Kilkakrotnie wyjeżdżali na rekolekcje wakacyjne. W ciągu roku spotykali się na wspólnej modlitwie. Z czasem zaczęli dojrzewać do podjęcia różnych posług w parafii i do zawarcia małżeństwa. W pewnym momencie pojawił się jednak niedosyt. Zróbmy coś, prosili, bo chyba zatrzymaliśmy się w miejscu. A koniec rozwoju będzie oznaczał śmierć wspólnoty.

Zróbmy coś… Niedosyt często dopada chrześcijan. W trzecim wieku młody chrześcijanin wszedł do świątyni i usłyszał słowa Jezusa. „Jeśli chcesz być doskonały…” Wiedział, że to do niego. Sprzedał wszystko i poszedł na pustynię, by rozpocząć długą i trudną drogę ku doskonałości. Sprzedać było łatwo. Trudniej walczyć na pustyni o świętość. O rozwój przyjaźni. Całe pięćdziesiąt lat mu to zajęło. Na koniec, gdy wydawało mu się, że Umiłowany milczy i nie odwzajemnia przyjaźni, zdobył się na akt heroiczny. „Milczysz. Nie pozwalasz mi odczuć swej obecności. Ale nawet gdybyś strącił mnie do piekła i tak nie przestanę Cię kochać. Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną.” Umiłowany nie mógł milczeć, nie zareagować, słysząc takie wyznanie. To święty Antoni Pustelnik.

Wieść o niezwykłym pustelniku rozchodziła się z szybkością błyskawicy, przyciągając na pustynię kolejnych nienasyconych. Na pustyni zaczęły wyrastać całe osiedla mnichów. Ludzi, którzy przyszli tu nie po to, by uciec od świata, ale by wzorem Antoniego wejść w sam środek walki i zmagań o to, by Bóg był w życiu najważniejszy. Zachwycali nie tylko uporem i prostotą życia. Przede wszystkim nabytą na pustyni wiarą i mądrością życia. Ta wiara i mądrość były jak magnes. Wkrótce na pustyni pojawili się kolejni. Przychodzili słuchać rad, karmić się mądrością, budować pobożnością. „Abba, powiedz słowo”. Tę prośbę często można było usłyszeć od pukających do drzwi pustelni. Usłyszane słowo było zapamiętywane i przekazywane. Także dziś sięgamy po tę wiarę i mądrość ludzi, wydających się być daleko od codziennego życia. Ale właśnie ta odległość, dystans, a przede wszystkim nieustanne przebywanie w Bożej obecności sprawiły, że to oni życie rozumieli lepiej i głębiej, karmiąc tym bożym widzeniem pielgrzymów.

Zróbmy coś… Czas Antoniego możemy nazwać czasem duchów niespokojnych i pasjonatów Bożej miłości. Nie wszystkich drogi prowadziły na pustynię. Gdy jedni zamykali się w pustelni, drudzy zamykali się w zaciszu biblioteki. Czas Antoniego to również czas Orygenesa. Ten tytan ducha, łączący olbrzymią wiedzę z ascetycznym trybem życia, podobnie jak Antoni, szybko zaczął gromadzić wokół siebie uczniów. Różniła ich metoda. Antoni zalecał trwanie w celi, post, modlitwę Jezusową, psalmy. Orygenes także kładł nacisk na wolę, zwracając jednocześnie uwagę na inne cechy osobowości. Wrażliwość na piękno, kulturę osobistą, szacunek dla ludzi i umiłowanie ksiąg. To był początek i warunek, by na następnym etapie otworzyć przed uczniem Księgę i prowadzić jej śladami. Szukać w niej drogi, wiodącej do komnaty Króla.

Ostatnie stwierdzenie odsyła nas do jednego z najpiękniejszych komentarzy, jakie wyszły spod pióra Orygenesa. Komentarz do Pieśni nad Pieśniami. Pełnymi garściami czerpie w nim zarówno z tradycji rabinistycznej jak i z tego właściwego pierwszym pokoleniom chrześcijan zwyczaju odnajdywania w nawet na pozór nic nie znaczącym fragmencie sensu duchowego. Niesamowita znajomość Biblii i olbrzymia wiedza dopełniają całości.

Zróbmy coś… Zabraliśmy Pismo święte i wspomniany komentarz, i zaszyliśmy się na dwa tygodnie w górach, by razem w Orygenesem, wsłuchując się w mądrość Ojców, podążać do komnaty króla. Więc na początek droga siedmiu pieśni, potem psalmy stopni (wspomniane przez Benedykta XVI w katedrze Notre Dame w Paryżu), wreszcie pałac. Droga Narodu Wybranego, droga Kościoła i nasza droga miłości. Trudna sztuka kojarzenia tekstu z tekstem i wyjaśniania go innym. Żadnych rewelacji. Raczej pierwsze kroki. Efekty zobaczyliśmy dopiero podczas drogi krzyżowej. A potem w trzech celebracjach zaślubin. Wiedzieliśmy, że Bóg lubi zaskakiwać człowieka. Nie wiedzieliśmy, że aż tak bardzo.

Zróbmy coś… Dzięki Antoniemu i Orygenesowi wyrwaliśmy się z marazmu i zdecydowaliśmy się wyruszyć w dalszą drogę. Dziś Orygenes dalej uczy nas wchodzenia na kolejny stopień schodów, prowadzących do komnaty Króla. Antoni trwania, gdy człowiekowi wydaje się, że Bóg milczy.  Nasza wiara wzbogaciła się wiarą Ojców. Czas i przestrzeń nie stanowiły przeszkody.  

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • kratka
    05.01.2012 00:25
    Zachwycona św. Antonim Pustelnikiem, Orygenesem i ..artykułem Księdza powiedziałam do siebie: "żeby nie stać w miejscu, zrób coś". Jeszcze nie wiem dokładnie Co?.. ale zrobię! Będę tą pukającą do pustelni. Będę słuchać i czytać Tych, którzy nieustannie przebywają w BOŻEJ obecności... Chcę, by BÓG był w moim życiu n a j w a ż n i e j s z y!
    Zaczęłam od razu dziś od "Pieśni nad Pieśniami"..
  • M.
    14.01.2012 23:28
    Niechcący nacisnęłam "bardzo słabe", a chciałam nacisnąć "bardzo dobre" - przepraszam!

    Cudowny tekst... Tyle razy chcę coś zrobić, nosi mnie, nowe pomysły kołaczą się po głowie.
    Nie wiem jak i gdzie to zrealizować. Tyle razy, chcę pokazać Bogu, że jest najważniejszy...

    Kto, jak św. Antonii, wychodzi na pustynie, by ugasić pragnienie... Wiedząc, że nic już go nie może zgasić, tylko Bóg.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    18°C Piątek
    dzień
    19°C Piątek
    wieczór
    15°C Sobota
    noc
    12°C Sobota
    rano
    wiecej »

    Reklama