| $ | USD | 3,3928 | |
| € | EUR | 4,3322 | |
| Fr | CHF | 3,6070 | |
| £ | GBP | 5,3656 |
Jacek Dziedzina
Z góry przepraszam wszystkich księży, którzy mimo 40 mieszkań do obskoczenia w ciągu paru godzin, wykazują zainteresowanie odwiedzanymi rodzinami.
Takich, jak podejrzewam i słyszę, jest ciągle niemało. Ponieważ jednak sam szczęścia do „odwiedzin duszpasterskich” nie mam od jakiegoś czasu, a i znajomi opowiadają „niestworzone historie” o swojej kolędzie, proszę o ujawnienie się wszystkich, którzy całodzienne oczekiwanie na to jedyne w roku wydarzenie kończą z poczuciem, mówiąc naprawdę delikatnie, niesmaku. Nie po to o tym piszę, by prowokować antyklerykalny festiwal oskarżeń, ale zorientować się, czy po prostu ja i paru moich znajomych mamy wyjątkowego pecha, czy też problem jest trochę szerszy. Po drugie, po to, by w obronie kolędy wystąpili ci, którzy przytoczą całą masę dobrych i pozytywnych przykładów. Może one podziałają zawstydzająco na resztę (mniejszość? większość?). Ja, jako zgorzkniały i zniesmaczony po raz kolejny, przywołam raczej niezbyt budujące scenki z życia wzięte. Z różnych parafii, u różnych osób.
Scenka I
Pierwsze pytanie księdza: -- W tym roku zbieramy na nowe organy, czy dołożycie się państwo? (niewiele więcej tematów zostaje poruszonych, kolęda trwa moment).
Scenka II
Ksiądz siada na chwilę i wyznaje: -- Wcześniej byłem proboszczem przez naście lat, toż to można oci...ieć siedząc w jednym miejscu tyle czasu (niewiele więcej tematów zostaje poruszonych, a i towarzystwo niezbyt rozbawione „dowcipnym” tonem, więc kolęda szybko się kończy).
Scenka III
Ministranci „po cywilu”, ksiądz z poszarpanej kartki „duka” (cytuję za naprawdę życzliwymi Kościołowi ludźmi) modlitwę. Siada, prawie nie zadaje pytań. „Tak sobie właściwie milczeliśmy i patrzyliśmy na siebie”, wspomina kolega.
Scenka IV
-- Stajenkę już widzieliście? Podoba wam się? – pada na początek po krótkiej modlitwie. – Te brązowe ubrania tak już panu zostały? – jest jakieś zainteresowanie wywołane informacją, że domownik mieszkał kiedyś w pobliżu franciszkańskiej parafii. W sumie życzliwie, ale to lokatorzy głównie zadają pytania, żeby w ogóle jakaś rozmowa była.
Scenka V
„Ksiądz wszedł i wyszedł”, wspomina kolejna osoba. Parę krótkich, nic nie znaczących pytań.
Scenka VI
„A więc państwo X, tak?”, pyta ksiądz patrząc w kartotekę. „Nie, państwo Y, już od paru lat”, prostują „nowi” właściciele mieszkania. W kartotece ciągle widnieją poprzedni lokatorzy, choć następcy kolędę przyjmują co roku.
itd., itp.
W sumie banalne to wszystko, prawda? Tak z zewnątrz, może i banalne. Ale dla ludzi biorących udział w tych scenkach, zwanych kolędami, zwyczajnie przykre. Nie wiem, czy to teraz norma, czy wyjątki. Może kruszę kopię o nic.
Ci, którzy opowiedzieli mi o swoich przypadkach, i tak do kościoła przyjdą. Ale co, jeśli podobne scenki rozgrywają się w rodzinach, które na co dzień z Kościołem niewiele mają do czynienia? Jeśli już w ogóle drzwi księdzu otworzyli, to jest to może jedyna okazja, by zadziałał jakiś impuls. Moim zarzutem nie jest krótki czas trwania wizyt duszpasterskich. Ja to rozumiem: kilkadziesiąt mieszkań, po katechezie w szkole i przed kolejnym dniem użerania się z gimnazjalistami. Ale nawet w ciągu 5 minut, jednym pytaniem, po którym rozmówca czuje, że w tym momencie liczy się tylko on, można wywołać w kimś potrzebę spotkania przy innej okazji, na dłużej. Albo – jak w przywołanych przykładach – utwierdzić w niechęci do wszelkich kontaktów z księdzem. Tischnerowi chyba za nic nie dostało się tak mocno, jak za słynną opinię, że nie spotkał jeszcze nikogo, kto straciłby wiarę po lekturze Marksa i Engelsa, za to zna wielu takich, którzy stracili wiarę po spotkaniu ze swoim proboszczem. Ale chyba mocno nie przesadził, prawda?
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 81 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
pierwsze mieszkanie
o jak dobrze, że ksiądz dziś do nas przyszedł. jeszcze ksiądz u nas nie był. opowiadają o dzieciach, wnukach, jutro będzie świętowanie dnia babci i dziadka, pokazują zdjęcia wnuków, opowiadają o ich sukcesach, proszą o modlitwę w ich intencji
drugie mieszkanie.
samotny pan po 60. ma łzy w oczach. mija miesiąc od nagłej śmierci żony. słucham tego płaczu, trzymając go za rękę. co mam jemu powiedzieć? odmawiamy w jej intencji dziesiątek różańca.
trzecie mieszkanie
dlaczego ksiądz postawił jedynkę na semestr mojemu synowi? próbuję spokojnie tłumaczyć. mówię, że prosiłem wychowawcę o kontakt z rodzicami. mama jest bezkrytyczna wobec swojego rozwydrzonego syna. podnosi głos. czekam dobry kwadrans aż skończy. pretensje do całego świata, już nawet nie wiem o co. pogubiłem się w tych wątkach wypowiedzi.
czwarte mieszkanie
zrobię księdzu herbatę z melisą. ta nasza sąsiadka to nawet księdza nie oszczędziła.
piąte mieszkanie.
tylko niech ksiądz nie mówi, że mamy brać ślub kościelny. nie mówię. pytam tylko kiedy ostatni raz przyjęli Komunię św. w intencji swoich najbliższych, swoich chorych rodziców czy dzieci. zapada milczenie. przecież nie możemy.... nie chcecie... nooo. wiedziałem, że jak ksiądz przyjdzie to nie będziemy już mieli żadnych argumentów.
szóste mieszkanie
my czarnej zarazy nie przyjmujemy. s... dziadu.
siódme mieszkanie
a to dzisiaj jest kolęda? sąsiedzi nic nie mówili. bałagan totalny. bieganina. ok, stójcie pomódlmy się, dobrze? stęskniłem się za wami. dlaczego już nie przychodzicie do kościoła? żona mnie zostawiła, znalazła sobie kogoś w anglii. pogubiłem się.
mogę tak o każdym opowiedzieć, tylko qui bono? dla jakiego dobra?
mamy się przerzucać obrazkami? bez sensu
a kolęda jest po prostu taka jacy my jesteśmy. my parafianie, my księża.
w każdym razie dobrze, że jest.
Pukam do drzwi mieszkania. Otwiera znana mi kobieta - matka mojej uczennicy - kompletnie pijana. Oczywiście zaprasza na kolędę. Wchodzę do mieszkania. Na fotelu siedzi, a właściwie leży jej konkubent w pijackim śnie. Starsza córka na progu dorosłości również podchmielona wyjaśnia, że tata zmęczony po pracy...I ta mała dziewczynka czerwieniąca się ze wstydu....Oczywiście nie było nawet gdzie usiąść...Po wyjściu chciało mi się normalnie płakać.
Scenka druga. W mojej parafii jest wiele osób starszych, które mają uszkodzone dzwonki do drzwi i nie słyszą pukania. Ostatnio ministranci dosłownie dobijali się do drzwi, aż mi było głupio. Nikt nie otworzył. Następnego dnia przybiegła sąsiadka starszego pana z wielkimi pretensjami, że mam gdzieś starszych i chorych, i w ogóle. Dostało się siostrze zakrystiance..Takie są realia. A wystarczyło uprzedzić księdza o metodzie "dotarcia" do starszego schorowanego parafianina...
Scenka trzecia...Wchodzimy z ministrantami do mieszkania małżeństwa w średnim wieku. "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", modlitwa, poświęcenie mieszkania i zasiadamy do rozmowy. Pytam, czy uczęszczają na Mszę św, czy mają pracę, czy spędzili po Bożemu święta. Odpowiedzi typu "tak", "nie", czasami". Ręce opadają....W oczach widzę prośbę, żebym sobie już poszedł. Kilka scenek z życia.
Inna scenka.. Wchodzę do mieszkania, gdzie roi się od gości - jakiś znajomych. Jak tu rozmawiać z mieszkańcami lokalu o sprawach ich religijności?? Przecież to sprawa tą konkretną rodziną a duszpasterzem, który chce doradzić, czasami upomnieć, lub zachęcić...To tyle refleksji. Proszę Was - drodzy forumowicze - módlcie się za księży, zwłaszcza za tych, którzy Wam tak bardzo podpadli....Szczęść Boże!
Opłata za kolędę nie istnieje. Żadne pieniądze nie są konieczne. Istotą jest błogosławieństwo rodziny i jej domu.
wszystkie komentarze >