To tylko gra

A jeśli to gra, to warto wykorzystać znajomość strategii przeciwnika.

Reklama

Tak się jakoś złożyło, że dwa rodzaje wiadomości zdominowały wczoraj nasze serwisy: jedne dotyczyły gospodarki (Polska, USA), drugie szeroko rozumianej seksualności (Kostaryka, Filipiny). I mam dziwne wrażenie, że to nie kwestia zainteresowań  redaktorów prowadzących, ale wyraz pewnej bardziej ogólnej tendencji.

Co dzieje się w Polsce w związku z aferą związaną z Amber Gold i podobnymi? Koalicja rządząca chce wprowadzić pod obrady sejmu projekt dotyczący związków partnerskich. Jaki pomysł ma obecna administracja USA na pogłębiającą się w tym kraju biedę? Reforma ubezpieczeń ułatwiająca aborcję. Podobnie jest na Filipinach. Tam edukacja seksualna ma być receptą na zbyt duży przyrost naturalny. Bo niby wiadomo, im więcej ludzi do wykarmienia, tym  większa nędza. Niby. Bo dziś już dzięki doświadczeniu Europy wiemy, że sytuacja, gdy nie ma komu pracować na utrzymanie emerytów, też nie jest wesoła.  

Może to zbyt pochopny sąd, ale trudno mi oprzeć się wrażeniu, że we wszystkich tych wypadkach dyskusje światopoglądowe dotyczące ludzkiej seksualności są wykorzystywane do tego, by trochę ciszej było o problemach gospodarczych. Albo by pokazać, że w kwestii gospodarki coś jednak się  robi. Smutne to, bo pokazuje z jakim cynizmem rządzący podchodzą do obywateli. Widać zajęci są nie autentyczną troską o dobro społeczeństwa, ale kombinowaniem, jak utrzymać władzę. Wielcy tego świata, choć obrzydliwie bogaci, mogą w tym całym zamieszaniu bogacić się jeszcze bardziej (patrz prezesi banków otrzymujący wysokie premie, choć z budżetów państw trzeba było do ich banków dopłacać). A maluczkim mydlą oczy demokracją.

Nie sądzę, by apelami dało się zmienić ludzkie serca. Mój komentarz, choćby go przeczytali wszyscy posłowie i członkowie rządu, nie zmieni ani trochę sytuacji w Polsce. Nie mówiąc już o świecie. Dla kogo pieniądze czy władza są najważniejsze, nie zostanie nagle Matką Teresą. Może jednak dzięki niemu część  zaangażowanych w światopoglądowe dyskusje katolików zauważy, że w rozgrywce o takie czy inne prawo części graczy wynik gry jest zupełnie obojętny. Im chodzi o coś zupełnie innego. Warto tę wiedzę wykorzystać dla zmodyfikowania własnej strategii.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ja
    04.09.2012 12:40
    ...zazwyczaj tak się kończy, kiedy państwo stara się regulować wszelkie ludzkie aktywności... niestety my katolicy również się do tego przyczyniamy... żądamy przywilejów, regulacji, dodatkowych uprawnień... a później dziwimy się, że nasi oponenci robią to samo...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    2°C Czwartek
    rano
    6°C Czwartek
    dzień
    6°C Czwartek
    wieczór
    3°C Piątek
    noc
    wiecej »

    Reklama