Pisarz na Krakowskim Przedmieściu

O najnowszej powieści i wpływie katastrofy smoleńskiej na polskie społeczeństwo z Bronisławem Wildsteinem rozmawia Piotr Legutko.

Reklama

Piotr Legutko: Tytuł „Ukryty” kojarzy się z demonem. Czy to jest powieść o naszym współczesnym demonie?

Bronisław Wildstein: – Słusznie się kojarzy, bo to jedno z imion demona. Ale tytuł ma wiele znaczeń. Może też oznaczać Boga, który w naszych czasach, w pewnych sytuacjach bywa dla ludzi ukryty.

Rzeczywistość, którą Pan opisuje, zdaje się być we władaniu demona.

– Gdy Bóg staje się ukryty, zaczyna rządzić kto inny. Jedno z imion demona brzmi „pan naszego świata”, a nasza rzeczywistość faktycznie sprawia wrażenie, jakby była jakąś erupcją demoniczności.

Akcja powieści toczy się w pierwszym tygodniu sierpnia 2010 r., w cieniu gorszących wydarzeń wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Każdy z bohaterów musi się wobec krzyża jakoś określić.

– Większość z nich otwarcie tego nie robi. Oni się określają, nie wiedząc o tym. Wszyscy czują, że dzieje się coś ważnego, ale nie wywołuje to u nich jakichś głębszych refleksji. Są ci, którzy, wykorzystują instrumentalnie sytuację, grają krzyżem. Są i ci, którzy uczestnicząc w wydarzeniach, nie zdają sobie sprawy z konsekwencji tego, co robią.

Lato 2010 r. to czas głębokich przewartościowań. Coś się wtedy z nami stało.

– Pamiętam, miałem wówczas wrażenie, że pękła jakaś zasłona rzeczywistości. Zobaczyłem głębokie uwikłanie naszego tu i teraz w coś, co uniwersalne. I to w wymiarze dalece przekraczającym nasze narodowe dramaty, które i tak są niesłychanie poważne. Kiedy słyszałem grupy młodych ludzi skandujących: „Chcemy Barabasza”, nie bardzo zresztą wiedząc, o kogo chodzi, bo ktoś im to podsunął, czułem, jakby czas cofnął się o dwa tysiące lat. I zrozumiałem, że to trzeba opisać. I to nie językiem publicystyki. Bo tylko literatura daje możliwość pokazania, jak zakorzeniona jest nasza doraźność. Jak głęboko sięga w sprawy fundamentalne, dotyczące religii i kultury, tych absolutnie elementarnych wymiarów życia człowieka.

Większość bohaterów powieści wspomina, że stali w kolejce, by złożyć hołd parze prezydenckiej. A potem ich drogi rozeszły się w różne strony. I to w sposób gwałtowny. Co się wtedy z nami stało?

– Próbuję na to pytanie właśnie odpowiedzieć. Reakcje Polaków na tragedię smoleńską były bardzo budujące. Odnaleźliśmy na nowo swoją integralność, wspólnotę. Opisywali to z nieskrywanym podziwem zagraniczni korespondenci. A potem nastąpiło gwałtowne odwrócenie nastrojów. Wiadomo, że był to wynik gry prowadzonej przez ludzi władzy, którzy poczuli się zagrożeni. Ale najciekawsze jest pytanie, dlaczego im się to udało? Odpowiedź nie mieści się w porządku czysto politycznym.

Tamten spektakl na Krakowskim Przedmieściu miał jednak swoich scenarzystów, reżyserów, statystów. W powieści widzimy kulisy jego powstania. Czytamy i… nagle uświadamiamy sobie…

– …że to się działo naprawdę. Ja staram się pokazać, że nawet ci, którym się wydawało, że pociągają za sznurki, tak naprawdę też byli wprawiani w ruch przez kogoś innego. Nie istniał jakiś jeden sztab, skąd wychodziły rozkazy. A nawet jeśli istniał, to był napędzany procesami, których natury nie do końca sobie uświadamiał.

Jeden z głównych bohaterów, spec od wizerunku, potrafi sprzedać wszystko: meble, polityków, idee. Ale kreacja mu nie wystarcza, bierze się za dekonstrukcję świata wartości.

– Myśmy bardzo niebezpiecznie pogrążyli się w świecie, w którym dominuje wizerunek jako kreacja oderwana od realności. Wszystko staje się kwestią dobrego marketingu i sprawnej manipulacji ludzką świadomością. A dlaczego? Bo jednocześnie rozsadza się elementarne normy, na których nasz świat jest oparty. Konstrukcja ma zatem wpisaną w siebie dekonstrukcję. Te dwa procesy są nierozerwalnie połączone. Niszczymy prawdziwy świat, naturalny porządek, by zastąpić go światem ułudy i fikcji.

Kreatorzy sami są zaskoczeni, jak łatwo im idzie, jak wielu z nas kupuje tę fikcję.

– Ale z drugiej strony wcale nie czują się zwycięzcami. Grzęzną w świecie pustki, która ich pożera. I to też staram się pokazać.

Można powiedzieć: kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Jeden z nich, Ksawery Starowin, artysta, jest postacią tragiczną.

– Już gdy go poznajemy, widzimy, że ma dystans do tego, co robi, jego instalacje są także kpiną ze świata, który go otacza. Jest prawdziwym artystą i z czasem odkrywa, że ta sztuka, która ma wyzwolić wszystkich, tylko nie wiadomo od czego, prowadzi donikąd. On sam osiąga sukces, ale to go nie zadowala, bo czuje pustkę. Sztuka odgrywa w tej powieści ważną rolę, bo jest probierzem tego, co się zdarzy w innych dziedzinach. Dekonstrukcja świata norm i wartości, dokonująca się pod hasłem transgresji, czyli przekraczania kolejnych granic, zaczęła się właśnie w sztuce. Została ona wydrążona z treści, za to swoje formy narzuciła całej rzeczywistości. Artysta uświadamia sobie, że to, co robi, prowadzi go do samozniszczenia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    4°C Środa
    rano
    3°C Środa
    dzień
    4°C Środa
    wieczór
    1°C Czwartek
    noc
    wiecej »

    Reklama