To za mało

Jaka dramatyczna sytuacja sprawia, że rodzice muszą skorzystać z okien życia dla ratowania życia swemu potomstwu.

Reklama

Koniec roku 2012 w sposób wyjątkowo drastyczny pokazał, że Okna Życia są potrzebne, a pomysły ich likwidacji oznaczają zagrożenie dla życia ludzkiego. W ciągu niespełna pięćdziesięciu godzin pod koniec minionego roku w Oknach Życia w Polsce schronienie i ratunek znalazło dwoje dzieci.

Okoliczności, w jakich doszło do pozostawienia dziewczynki i chłopczyka w Oknach Życia, pozwalają przypuszczać, że były to ze strony ich matek desperackie akty miłości. To nie były pozbawione troski o przyszły los dzieci porzucenia. Jedna z matek przygotowała pełną dokumentację pozwalającą ustalić tożsamość dziecka. Druga napisała „Serce mi pęka, ale muszę to zrobić. Proszę Was, znajdźcie mu dobrych rodziców”.

Dzieci zostały uratowane. Zapewne trafią do rodzin, gdzie zostaną otoczone miłością, otrzymają wychowanie i wykształcenie.

A jednak to za mało. Pozostaje poczucie niedosytu. Poczucie, że jako wspólnota Kościoła nie zrobiliśmy wszystkiego, co powinniśmy.

Okna życia są – jak widać – nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne. Ale nie są rozwiązaniem problemu. Są i zawsze pozostaną jedynie wyjściem awaryjnym. Koniecznym, ale przez każdy fakt zastosowania potwierdzającym, że coś zawiodło, nie zadziałało jak trzeba. Nawet nie da się ich porównać do leczenia objawowego, a co dopiero do terapii przyczyn choroby.

W ciągu niespełna siedmiu lat funkcjonowania w Polsce Okien Życia uratowano dzięki nim około pięćdziesięciu dzieci. Moim zdaniem to bardzo dużo. Z jednej strony dużo radości i satysfakcji, że tylu ludzi nie straciło życia, mimo groźnych okoliczności, w jakich się znaleźli. Z drugiej, dużo ludzkich dramatów i tragedii, które sprawiają, że maleństwa do Okien Życia trafiają.

Za każdym razem, gdy czytam wiadomość, że znaleziono w jednym z Okien Życia dziecko, nie potrafię uciec od pytania, jaka dramatyczna sytuacja sprawia, że rodzice (świadomie piszę „rodzice”, choć panuje powszechne i chyba mające mocne podstawy przekonanie, że to matki przynoszą dzieciaki do Okien) muszą skorzystać z takiej drogi ratowania życia swemu potomstwu. Przecież ci ludzie nie żyją na pustyni. Żyją wśród innych. Żyją wśród nas. Dlaczego nie otrzymali od nas takiej pomocy, która pozwoliłaby wzrastać dzieciom w cieple miłości tych, którzy je zrodzili?

Nie twierdzę, że zawsze taka pomoc jest możliwa i za każdym razem okaże się skuteczna. Dlatego Okna Życia jako rodzaj zaworu bezpieczeństwa są konieczne.

Ale w kontekście dwóch najnowszych zdarzeń nie potrafię się pozbyć myśli, że gdzieś popełniliśmy błąd, pozostawiając w osamotnieniu kochające swe dzieci matki. Oczywiście, moje myśli dotyczą między innymi rozwiązań instytucjonalnych, polityki państwa, struktur i mechanizmów społecznych. Jednak nie tylko. Moje myśli dotyczą też poziomu międzyludzkich relacji. Zainteresowania i poczucia odpowiedzialności za innych, żyjących w najbliższym otoczeniu. Zatroskania i solidarności w sferze elementarnych więzi.

Jeżeli przy pozostawionym w Oknie Życia zdrowym, zadbanym dziecku są dowodzące miłości dokumenty, to znaczy, że problem mamy wszyscy. Uratowaliśmy i ochroniliśmy dziecko. Ale to za mało. Nie ochroniliśmy miłości.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • marianna
    01.01.2013 18:33
    "Problem mamy wszyscy".Stanowczo się nie zgadzam z taką zbiorową odpowiedzialnością.Wszyscy, społeczeństwo, naród,Kościół.Możemy próbować pomóc ludziom, którzy są obok nas.Ale na pewno nie wyprostujemy wszystkich poplątanych ścieżek. Nie mówiąc już o tym, że takie stawianie sprawy rozmywa konkretną odpowiedzialność.Jeśli odpowiadamy wszyscy, to w zasadzie nikt.
  • M.R.
    01.01.2013 23:35
    Słusznie.
    To nie jest kwestia "za mało" to kwestia fundamentu. System bez wartości:
    1. Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną.
    2. Nie będziesz brał Imienia...
    3

    Budujmy bez fundamentu, a żaden dom się nie ostoi. Tu gdzie mieszkam, domy budowano bez fundamentu. Kilka dni temu u sąsiadów odpadła cała elewacja.
    To nie matki są "wyrodne", to społeczeństwo takie jest, takie się je buduje. Dlatego ten świat jest taki straszny, nieludzki, bo nie Boży. Królestwo szatana.

    Róbta co chceta.
  • Anna
    02.01.2013 09:08
    Piękny,mądry tekst. Dziękuję.
  • elenka
    02.01.2013 09:35
    Bolesna konsekwencja wspólżycia dla kobiety: napięcie między mężczyzną i kobietą kończy się dla niej w ten sposób w postawieniu w sytuacji dramatycznej. I tu zazwyczaj nikt nie widzi kobiety tylko dziecko. A nie bez znaczenia dla jej psychiki jest że tą ciąże nosiła, dziecko urodziła. Serce kraje dla niej ze musiała zostawić je w oknie życia, do końca życia będzie żyła w cierpieniu co z jej dzieckiem, jak żyje, jak się rozwija, jaki jego los. Czuła, że nie da rady sprostać temu by te dziecko przyjąć i wychować, dlaczego tego nikt nie zauważył, by jej pomóc, przełamać te trudności by mogla mieć dziecko przy sobie? To ogromna niesprawiedliwość na tym świecie, że tak jest.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Niedziela
    wieczór
    4°C Poniedziałek
    noc
    4°C Poniedziałek
    rano
    3°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »

    Reklama