Artystyczny „Foch”

Trema i adrenalina są mi bardzo potrzebne, bo one mnie mobilizują - mówi Hubert Mazan.

Reklama

Kiedy wychodzą na scenę, nikt nie dostrzeże zdenerwowania, speszenia, za to zobaczy grupę doskonale bawiących się ludzi, którym występy w teatrze sprawiają ogromną radość. – Stojąc na scenie, czuję radość – cieszy się Sebastian Żyła. – Bo możemy zaprezentować się z jak najlepszej strony – uzupełnia Hubert. Od paru lat Grupa Teatralna „Foch” z Warsztatu Terapii Zajęciowej, działającego przy parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnobrzegu, nie schodzi z podium. – Zajęcia teatralne, jako forma terapii, były w naszych warsztatach prowadzone właściwie od samego początku – zauważa Cezary Jakubik, dyrektor WTZ.

– Od kilku lat zaś przybrały formę bardziej zorganizowaną. Początkowo grupa nosiła nazwę WTZ, co znaczyło: Warto To Zobaczyć. Ale z czasem panie terapeutki uznały ją już za osłuchaną i stwierdziły, że trzeba znaleźć nowe miano. I wówczas zrodził się „Foch”. – Ta nazwa okazała się strzałem w dziesiątkę, bo przynosi nam od początku szczęście – śmieje się Barbara Godzina, terapeutka prowadząca grupę teatralną.

Od razu pierwsze miejsce

Nazwa może wydawać się zaskakująca, niemniej ma swoje uzasadnienie. – Wszystko przez fochy, dąsy, jakie robiły nasze aktorskie gwiazdy – mówi z uśmiechem Barbara Godzina. Początkowo był to tradycyjny teatr, a dopiero parę lat temu zrodził się pomysł wprowadzenia kukiełek. – Gra lalkami wymaga trochę siły, skoordynowania ruchów – zauważa pani Barbara. – Kukiełki pozwalają też na schowanie się za nimi. Pierwszy występ na Festiwalu Twórczości Artystycznej Uczestników Terapii Zajęciowej „I ja potrafię być aktorem” Rzeszów 2011 ze sztuką „Koza, kózka, wilk” przyniósł zwycięstwo. W ubiegłym roku zaś „Dobry dowcip” uplasował się na trzecim stopniu podium. – Teraz musimy utrzymać tę poprzeczkę, jaką sobie ustawiliśmy, żeby nie spaść z pudła – żartuje B. Godzina.

Aktorstwo to ich pasja

– Filmem i aktorami zainteresowałem się już dawno. Żadna rola nie jest dla mnie trudna, bo wiem, jak grać. Poza tym szybko uczę się tekstu – zwierza się Marcin Szczurowski. Okazuje się, że dla niego możliwość występowania na scenie jest poniekąd formą realizacji jego największej pasji – aktorstwa. – Bardzo lubię teatr, ale wolę film. I chciałbym kiedyś w jakimś zagrać – marzy Marcin. – Ostatnio grałem mrówkę Klementynę, która ratowała biedronki przed konikiem polnym – mówi Sebastian Żyła. – Bo konik niestety mocno dokuczał bożym krówkom – wyjaśnia Hubert, czyli nieznośny konik polny. – Ale Klementyna poradziła sobie ze mną – dodaje z uśmiechem. Swoją rolę bożej krówki bardzo lubi również Wioletka Boruch, która – jak podkreśla opiekunka zespołu – ma nieprzeciętny talent aktorski. Z wielkim zaangażowaniem owieczkę zagrała Paulinka Pikus, choć jej zdaniem, rola ta była trudniejsza od poprzedniej, czyli kózki. Ale by członkowie „Focha” mogli jak najlepiej wypaść na scenie, potrzebny jest dobry scenariusz. – Cała sztuka polega na tym, by znaleźć tekst zrozumiały dla wszystkich – podkreśla Barbara Godzina. – To ułatwia im identyfikowanie się z graną postacią. Jeśli któryś z tych elementów nie zaskoczy, to ze spektaklu nic nie wyjdzie. O podziale ról decyduje pani Barbara, która najlepiej zna predyspozycje każdego aktora i dostosowuje je do indywidualnych możliwości danej osoby. Niestety, znalezienie odpowiedniego scenariusza nie jest sprawą łatwą. Wymaga to trochę szperania. – Zwłaszcza że jestem zwolenniczką sztuk zabawnych, dynamicznych, ale jednocześnie krótkich – dodaje pani Barbara. Przygotowanie nowego przedstawienia zajmuje minimum trzy miesiące intensywnej pracy. W realizację kolejnych spektakli angażują się również rodzice aktorów. Ćwiczą z nimi w domach teksty, przygotowują odpowiedni czarny strój zakładany pod kostium kukiełek. Po występie to oni najgłośniej biją brawo.

Odejście od sztampy

Kukiełki, z którymi występują aktorzy, projektuje Piotr Bednarski. – Są to moje autorskie projekty – opowiada. – Ale w ich powstawanie zaangażowana jest cała moja pracownia. Ostateczny rezultat jest naszym wspólnym dziełem. Kiedy w 2011 r. „Foch” wyjeżdżał z pierwszym przedstawieniem do Rzeszowa, postanowił zrobić coś nowego. – Dopiero zaczynałem pracę w WTZ i bardzo mi zależało, by nasi aktorzy prezentowali się atrakcyjnie i nowatorsko – wyjaśnia powstanie pomysłu z kukiełkami pan Piotr. – Myśl zrodziła się na bazie tzw. butelkowców, czyli różnorodnych rzeźb, których trzon stanowiły butelki oklejane papierem. Chciałem zrezygnować z tradycyjnych kostiumów, by odejść od sztampy. Postanowił, że będą to kukiełki, a właściwie kukły, zważywszy na ich rozmiar. – Kiedy przyjechali z Rzeszowa z pierwszym miejscem, poczułem taką cudowną radość, że chociaż w skromny sposób przyczyniłem się do tego sukcesu – wspomina pan Piotr. Formowanie kształtów kukiełki to domena terapeuty, wykończenie zaś pozostawia uczestnikom warsztatów. Pan Piotr dzięki tej pracy może także realizować swoje ukryte zamiłowanie do... scenografii. – Mogę się tu wyżywać do woli – śmieje się. W najbliższym czasie podopiecznych pani Barbary będzie można zobaczyć 31 stycznia na deskach Tarnobrzeskiego Domu Kultury.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    10°C Wtorek
    wieczór
    6°C Środa
    noc
    4°C Środa
    rano
    3°C Środa
    dzień
    wiecej »

    Reklama