Szkoła życia i miłości

– Piasek w zębach, wiatr w uszach, radość w oczach. Tak zaczyna się nasza pierwsza wyprawa do buszu. Siedzimy na pace samochodu księdza Andrzeja i czujemy się niczym na Safari. Krajobraz jak z pocztówki. Jeszcze jakiś czas temu nigdy bym nie pomyślała, że będę kiedyś w Afryce. Niesamowite! – mówi o swojej wyprawie Anna Gordzijewska.

Reklama

Minęły już cztery miesiące odkąd nasza diecezjanka w ramach projektu Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie wyjechała do Kabwe. 18 września z Warszawy przez Amsterdam dotarła do Lusaki. Opowiada o swoich wrażeniach. – Niesamowite uczucie znaleźć się w Zambii. Szczęście i radość, że oto zaczyna się moja misja. Afryka wita mnie ciepło i swojsko – wspomina Ania.

Nauczycielska codzienność

W salezjańskiej placówce misyjnej w Kabwe, ok. 100 km od stolicy Zambii, Lusaki Anna Grodzijewska uczy dzieci j. angielskiego, prowadzi katechezy dla dzieci i młodzieży oraz posługiuje w miejscowym oratorium. Już tydzień po przyjeździe po raz pierwszy miała okazję stanąć przy tablicy w szkole w Makululu, najbiedniejszej dzielnicy miasta. Uczy tam dzieci w wieku od 3 do 9 lat. – Idah nie chciała się ze mną zgodzić, że 3 + 2 = 5. O ile jeszcze 4 + 1 = 5, to jej zdaniem 3 + 2 = 6. Liczyliśmy na palcach i nijak nie chciało wyjść 6. Idah jednak upierała się przy swoim. Po kilku próbach wpisała 5, ale bez przekonania. Dla Caroliny wpisanie cyferek prosto w linijki to wyższa szkoła jazdy, więc już zupełnie nie było mowy o obliczeniu wyniku – dzieliła się swoimi pedagogicznymi wrażeniami.

Nauczycielka jako pomoc naukową rozdawała dzieciom kapsle. Na przerwach i po lekcjach jest okazja, by pośpiewać lub pograć w piłkę. – Dobrze znam jedną piosenkę w miejscowym języku chibemba „Takwaba Uwabanga Yesu”, więc śpiewaliśmy wszyscy. Z angielską „Every person is a gift of God” było trudniej. To też nasza forma nauki – mówi misjonarka. W oratorium wolontariusze grają z dziećmi w piłkę nożną czy netballa, który podobny jest do koszykówki. Są też dwa ognie, skakanki i guma. Duże powodzenie ma rysowanie. – Blok i kredki to tutaj luksus dla nielicznych. Gdy zobaczyłam, że Lucy rysuje patykiem po ziemi, pobiegłam po przybory do rysowania. Dzieci były zachwycone. Beatrice, Agnes i Lucy stworzyły arcydzieła. Oczy im się świeciły, a ja cieszyłam się z ich radości – wyznaje.

Modli się cały człowiek

Spośród doświadczanych nowości nasza misjonarka zachwyca się modlitwą Afrykanów. – Czy wyobrażacie sobie afrykańskie śpiewy? Mimo braku instrumentów, świetnie im to wychodzi. Kantor zaczyna, ludzie się włączają, a pod koniec każdej piosenki naturalnie wyciszają się, jak na płycie. Ci, którzy chcą, klaszczą w rytm muzyki – mówi Anna Gordzijewska. W czasie niektórych Mszy znajdują się i muzycy. – Takich gitar jeszcze nie widziałam. Największe wrażenie robi na mnie „gitarobęben”, który wygląda jak tamburyn zawieszony na kiju – wspomina gorzowianka. Oczywiście obowiązkowo podczas modlitwy trzeba się ruszać. – Ludzie w kościele nie siedzą sztywno w ławkach, ale poruszają się w rytm muzyki. Widać tańczące kobiety i mężczyzn grających na bębnach – wspomina Ania uroczystość sakramentu bierzmowania z 21 października. – Nawet czarnoskóry bp Clement Mulenga włączył się wtedy w to taneczne uwielbienie. Tu nie ma miejsca na sztywniactwo. W taniec włączam się więc i ja – dodaje z uśmiechem.

Zdziwienie budzi również procesja z darami. – Czuję się trochę jak na targu, trochę jak na farmie. Ludzie niosą mąkę, olej, skrzynki coca-coli, ale również cztery kozy, kilka kur i koguta. Kozy beczą przerażone, kury gdaczą, a ludzie śpiewają przy wtórze etnicznych okrzyków – tak było podczas wspomnianego bierzmowania. Uroczysta Msza trwa nawet 4,5 godziny i nikt nie narzeka, że za długo, a ministranci zawsze są przykładem skupienia i rozmodlenia. – Chłopcy wchodzą równiutko, przyklękają. Wszystko jak od linijki. Ręce złożone przez całą Eucharystię. Do Komunii przystępuje 100 proc. obecnych. Po czym wszyscy się modlą przed tabernakulum klęcząc w jednym rzędzie. Każdy chłopiec wie, że bycie ministrantem to nie lada zaszczyt – zauważa Ania. Same kościoły są różnej kondycji. Te w buszu mają ściany z drewnianych bali, dach ze słomy, a ławki z gałęzi. Są też i solidne z cegieł i z ławkami; jak u nas. Jednak nikogo nie dziwią kwiaty na ołtarzu w słoikach po drzemie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ, MISJE

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    8°C Poniedziałek
    dzień
    10°C Poniedziałek
    wieczór
    11°C Wtorek
    noc
    11°C Wtorek
    rano
    wiecej »

    Reklama