Jestem gotowy na odejście

Niedziela 5/2013

Tutaj, na ziemi, nie znajdziemy racjonalnej odpowiedzi na wszystkie nasze pytania. Widzimy tylko wycinek świata, patrzymy też w kategoriach przyczyny i skutku. A logika Boga jest inna. On postrzega świat całościowo, chce prowadzić jego dzieje tak, by więcej ludzi doprowadzić do wiecznego szczęścia

 

Milena Kindziuk: – Minęło wiele miesięcy od operacji Księdza Prymasa. Tuż po niej wydał Eminencja komunikat o swoim stanie zdrowia. Jak sytuacja wygląda teraz?

Kard. Józef Glemp: – Teraz trwa dalsze leczenie. Zobaczymy, co będzie dalej. Na tyle, na ile mogę, staram się być aktywny, jestem zapraszany na różnego rodzaju celebry, spotkania. Ostatnio odwiedziłem rodzinne Rycerzewo koło Inowrocławia, gdzie poświęciłem krzyż i tablicę upamiętniającą ofiary epidemii cholery, która nawiedziła Kujawy w XIX wieku.

Jednocześnie regularnie muszę pojawiać się w szpitalu. Spotykam wielu życzliwych ludzi, którzy się uśmiechają, niektórzy pozdrawiają: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Jestem w sutannie, stąd pewnie mnie rozpoznają.

– To świadectwo dla ludzi. Prymas, kardynał wśród zwykłych chorych.

– Ale i wielka lekcja dla mnie. Tłumy ciężko chorych ludzi, w różnych stadiach raka, cierpiących. Bywałem w szpitalu nieraz, także z posługą duszpasterską, ale teraz częsty kontakt pozwala mi inaczej spojrzeć na problem ludzi chorych.

– Nie robi Eminencja tajemnicy ze swojej choroby...

– Nie ma tu nic do utajniania. Kiedy 21 lat temu chorowałem i znalazłem się w szpitalu na warszawskiej Pradze, też wydałem komunikat. Ludzie dobrze to przyjęli. Podobnie ostatnio, gdy zaczęło napływać wiele życzeń oraz zapewnień o modlitwie – za którą jeszcze raz dziękuję – postanowiłem poinformować, jak wygląda sytuacja. Poza tym dzisiaj choroba nowotworowa dotyka wielu ludzi, stąd chciałem, aby ten komunikat był też wyrazem mego współcierpienia z nimi. To, co obecnie przeżywam, zbliża mnie do chorych, ale też chorych do mnie.

– Jaka była pierwsza reakcja Księdza Prymasa na wiadomość o nowotworze?

– Mogłem się spodziewać jakiejś choroby. W moim wieku nie jest to zaskoczenie. Doczekałem takich lat, kiedy zbliża się czas przejścia do wieczności. Mogę przynajmniej poznać przyczynę przejścia do innego życia.

– Nie pojawia się bunt? Żal?

– Rozumiem, że przychodzi po prostu czas odejścia. Pozostaje kwestia, w jaki sposób Pan Bóg przewiduje koniec. Jest to dla mnie zupełnie normalne, że doczesna egzystencja się kończy. Uważam, że swoje zadanie na ziemi już wykonałem. Zrobiłem, co mogłem...

– Wielu ludzi nie radzi sobie jednak z akceptacją choroby, cierpienia, buntuje się, złorzeczy, załamuje...

– Zapewne, jeśli ktoś myśli, że ma jeszcze na ziemi zadania do wykonania i jest mocno związany ze światem, być może trudno mu przyjąć perspektywę rozstania.

– Ksiądz Prymas nie czuje się związany ze światem?

– Mam świadomość, że nie spoczywają już na mnie zadania do wypełnienia. Nie mam też żadnych długów wobec nikogo. Testament napisałem, nawet ostatnio go uaktualniłem, oddając Kościołowi to wszystko, co otrzymałem od Kościoła. Jestem gotowy na odejście. Mogę jeszcze zrobić dużo dobrego przez modlitwę czy przykład życia, ale właściwie swoje życie już wypełniłem. Stąd sytuacja choroby jest dla mnie spokojniejsza emocjonalnie. Cieszę się też, że zapewniono mi bardzo dobre warunki spędzenia mojej starości. Jestem spokojny. Ufam, że jest Boże światło i że ono jest większe od ciemności. To mi pomaga czuć się bezpiecznie.

– Czy cierpienie może mieć wartość pozytywną? Tak ujmuje je Jan Paweł II w liście apostolskim „Salvifici doloris”.

– To piękny tekst o chrześcijańskim sensie cierpienia. Jest ono o wiele łatwiejsze do przeżycia w połączeniu z Jezusem Chrystusem, który także cierpiał, ale pokazał również, że cierpienie może być drogą do zwycięstwa i chwały. Krzyż został dopełniony zmartwychwstaniem, i to daje nowe światło i moc w cierpieniu czy trudach.

– Cierpienie zatem może być dla człowieka łaską?

– Jest ono łaską w tym sensie, że jest potrzebne do oczyszczenia człowieka. Ważna jest tylko umiejętność podejścia do tego daru i nabranie dyspozycji psychicznych do akceptacji swojej ludzkiej sytuacji.

– A jak przyjąć cierpienie np. dzieci czy ludzi dorosłych latami przykutych do łóżka?

– Na to nie ma prostego wyjaśnienia. Tutaj, na ziemi, nie znajdziemy racjonalnej odpowiedzi na wszystkie nasze pytania. Widzimy tylko wycinek świata, patrzymy też w kategoriach przyczyny i skutku. A logika Boga jest inna. On postrzega świat całościowo, chce prowadzić jego dzieje tak, by więcej ludzi doprowadzić do wiecznego szczęścia. Pozostaje nam rozważać całą historię zbawienia i wierzyć miłości Boga, ufając, że On nas kocha i że nasze choroby są po coś. To trudna prawda, ale także cierpienia z pewnością mają swoje miejsce i swój sens w całości ekonomii zbawienia. Nawet jeśli tej odpowiedzi nie znamy dziś, poznamy ją po drugiej stronie życia. Częścią tego doczesnego świata, który ze swej natury jest kruchy, zmienny i przemijający, są także katastrofy, wypadki, choroby, ale one również mogą być dróżką do nieba…

– Ludziom trudno jest przyjąć nie tylko cierpienie, ale też starość. Jan Paweł II w Liście do ludzi w podeszłym wieku pisał, że dźwigają oni „brzemię lat”. Czy tak jest?

– Wydaje się nam, że normalny jest taki stan, gdy jesteśmy silni, młodzi, sprawni fizycznie, zdrowi. Gdy tracimy tę kondycję, postrzegamy nasz los jako brzemię. Takie podejście nie pomaga w przygotowaniu się na przyjęcie naszej starości. Trzeba to zmienić, tym bardziej że postęp medyczny powoduje, iż wiek ludzi się wydłuża, że mamy perspektywę ciągle dłuższego życia. Dlaczego więc negatywnie podchodzić do starości? Warto wrócić do dawnych kultur, gdy starość otaczano szacunkiem, a starca darzono ogromnym respektem. Dziś jesteśmy nastawieni zbyt ekonomicznie, stąd ludzie starsi wydają się mniej potrzebni. Nie przynoszą zysku ekonomicznego, więc nie mają racji bytu. Dlatego coraz śmielej wkracza eutanazja. To przejaw dehumanizacji świata, który w imię fałszywie pojętego postępu i nastawienia na zysk uparcie dąży także do akceptacji przerywania ciąży czy legalizacji związków jednopłciowych. Widać pomieszanie wartości, zupełnie irracjonalne i pozbawione logiki. Takie tendencje mogą napawać lękiem na przyszłość. Ale wierzę, że człowiek się opamięta oraz że zachowa pamięć o swej wartości i godności stworzenia Bożego.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    2°C Czwartek
    rano
    6°C Czwartek
    dzień
    6°C Czwartek
    wieczór
    3°C Piątek
    noc
    wiecej »

    Reklama