Zestresowane tatrzańskie kozice

Tatrzańskie kozice najbardziej zestresowane są w lecie, choć klimat jest wtedy łagodniejszy, a dostęp do pokarmu łatwiejszy niż zimą. Powodem stresu jest zbyt duża liczba turystów na tatrzańskich szlakach - wynika z badań naukowców.

Reklama

Polscy i hiszpańscy naukowcy zmierzyli poziom hormonu stresu - kortyzolu - w odchodach kozic żyjących w Tatrzańskim Parku Narodowym. W rejonach, gdzie turystów było więcej, poziom stresu u zwierząt był znacznie wyższy. Co więcej, wzrastał niemal dokładnie ze wzrostem liczby turystów, która osiąga maksimum w okresie od czerwca do sierpnia.

"Mówi się, że kozice przyzwyczajają się do ludzi, których widzą na szlakach, ale badania pokazały, że nie do końca tak jest. Taka sama tendencja może dotyczyć innych gatunków" - powiedział PAP dr Tomasz Zwijacz-Kozica z Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN).

Uczony zwraca uwagę, że wysoki poziom stresu przy dłuższym oddziaływaniu może negatywnie wpłynąć na zdrowie i przeżywalność kozic. "Jednorazowy stres pomaga przezwyciężyć nam różne pojawiające trudności, ale jeśli występuje zbyt często i zbyt długo, obniża odporność i kondycję" - powiedział dr Tomasz Zwijacz-Kozica.

Tatrzański Park Narodowy odwiedzany corocznie przez niemal 3 mln turystów jest najbardziej zatłoczonym obszarem chronionym w Polsce. Kozice muszą więc tolerować obecność ludzi, zwłaszcza w lecie.

Jak tłumaczy dr Zwijacz-Kozica najbardziej dla zwierząt stresujące jest nieprzewidywalne zachowanie człowieka. "Ludzie różnie reagują na kozice. Większość zachowuje się poprawnie, ale w tłumie zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał do nich podejść blisko, kto będzie za nią chodził. Czasem turyści próbują rzucać w zwierzęta kamieniami, by sprawdzić czy one są żywe" - opisał rozmówca PAP.

Dlatego - jak wyjaśnił - gdy widzimy kozicę na szlaku, by jej nie stresować, powinniśmy zachować się jak najspokojniej. Nie powinniśmy do niej podchodzić i nie schodzić ze szlaku. "Kozice przyzwyczajają się do zachowań powtarzalnych. Jeśli widzą ludzi, którzy od lat poruszają się po tym samym obszarze są spokojne, natomiast jeśli z takiego szlaku zejdziemy, to już dla nich jest duży stres" - podkreśla uczony.

W TPN typowe siedlisko kozic jest ograniczone do około 4 tys. ha górskich hal i turni. Połowa tych siedlisk jest w odległości mniejszej niż 250 m od szlaków turystycznych. Jego zdaniem utworzenie obszarów wolnych od zakłóceń spowodowanych obecnością człowieka powinno być integralną częścią planów zarządzania obszarami chronionymi.

"Nie chodzi o to, by teraz w Tatrach zamykać szlaki. Tego sobie nie wyobrażam. Można jednak zidentyfikować obszary wolne od wpływu człowieka i je ewentualnie powiększyć" - podkreśla dr Zwijacz-Kozica.

Tatrzańskie kozice żyją tylko w polskich i słowackich Tatrach. Po stronie polskiej żyje niespełna 300 osobników. W czasach historycznych ich populacja kurczyła się do niepokojących rozmiarów, na przykład w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy tylko 70 osobników naliczono w polskich Tatrach.

Badania poziomu stresu u Kozic przeprowadzili naukowcy z Tatrzańskiego Parku Narodowego, Instytutu Ochrony Przyrody PAN, Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz uniwersytetów w Madrycie.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • Viator
    02.05.2013 11:47
    Turyści chodzą po ściśle wyznaczonych szlakach. Więc kozice chcąc uniknąć stresu mogą po prostu przesunąć się sto metrów dalej. Tak daleko kamieniem nikt nie dorzuci. Zresztą na Słowacji gdzie ludzi jest mniej, kozice sobie niewiele z ludzi robią. Czasem trudno je spędzić ze ścieżki....

    Rozumiem, że badania stresu dały obiektywny ogląd sprawy. Zastanawiam się tylko, jaki wpływa na stres kozic miały same badania. Taki turysta sobie idzie, pokrzyczy spojrzy. A taki badacz to się zbliża, czegoś chce itd. Nigdy nie wiadomo, czy nie wypali z dwururki, bo akurat szef parku wydał pozwolenie na odstrzał iluś tam sztuk...

    Przesada? No pewnie. Czasy niechlubnej pamięci Byrcyna już się skończyły. I dawno w polskich Tatrach nie byłem. Ale pamiętam jak za zejście ze szlaku był mandat, a leśnicy w parku na potęgę cieli drzewo. Ot, park narodowy był prywatnym folwarkiem.... I pamiętam, jak jakiś leśnik czy ochroniarz - w każdym razie parkowiec tłumaczył, że drzewa wokół trasy do MOka usychają, bo turyści sikają po krzakach. Nie wiedziałem, ze mocz ma zdolność wędrowania w kierunku przeciwnym do działających na każdą ciecz sił grawitacji, bo drzewa usychały i znacznie ponad turystyczną ścieżką, dokąd na pewno nie dochodzili przynagleni potrzebą chwili turyści. Ale co tam, ciemny lud takie rzeczy kupuje...

    Teraz może być podobnie. Ciekawe jaki teraz szlak planują parkowcy zamknąć...
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
10°C Poniedziałek
wieczór
11°C Wtorek
noc
11°C Wtorek
rano
10°C Wtorek
dzień
wiecej »

Reklama