Wielka reakcja francuska

Nikt nie spodziewał się, że Francuzi mogą masowo wyjść na ulice w obronie czegokolwiek innego niż prawa pracownicze i swobody obywatelskie. Okazało się, że w obronie rodziny, dzieci i zdrowego rozsądku mobilizacja jest wzorowa.

Reklama

Ustawa zmieniająca definicję małżeństwa na „związek osób odmiennej lub tej samej płci” oraz dająca małżeństwom każdej z tych opcji prawa do adopcji dzieci została już uchwalona i podpisana przez prezydenta, a pierwszy gejowski ślub przy wielkiej medialnej pompie odbył się w Montpellier. Mimo to przeciwnicy tej rewolucji zapowiadają długą walkę w obronie rodziny i tradycyjnych wartości. „Będziemy kontynuować walkę w całej Francji. Nie odpuścimy nigdy, nigdy, nigdy!” – wołała na wiecu w Paryżu szefowa ruchu „La Manif pour tous” – „Manifestacja dla wszystkich” (nawiązanie do hasła „Małżeństwo dla wszystkich”) Ludovine de la Rochere. I nie był to głos wołającego na pustyni. Miliony Francuzów czują się oszukane przez socjalistów. Co bardziej śmiali obserwatorzy wieszczą wręcz narodziny ruchu będącego odwrotnością maja 1968 roku, który w obyczajowości i kulturze miał dalekosiężne skutki nie tylko dla społeczeństwa francuskiego. Pewnie nie bez powodu lewicowy dziennik „La Liberation” nazwał La Manif „paradą dumy sił reakcji”.

Policzmy się

Dla Francuzów ważne okazały się dwie rzeczy. Po pierwsze, gdy wyszli na ulice, zobaczyli, że nie są sami. Według różnych szacunków, nawet ponad milion osób wzięło udział w niedawnej paryskiej demonstracji. Po drugie i tak duża liczba „reakcjonistów” zaczęła rosnąć jeszcze bardziej, gdy okazało się, że rząd, sprzyjające mu media, a także pracownie sondażowe oszukiwały społeczeństwo, przedstawiając zmanipulowane wyniki badań opinii publicznej, mające udowodnić, że zdecydowana większość Francuzów nie tylko popiera „małżeństwa dla wszystkich”, ale też nie ma nic przeciwko prawu do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Manipulacja odbywała się zresztą już na etapie formułowania pytań: osobno pytano o poparcie dla idei „małżeństw dla wszystkich”, osobno o poparcie dla prawa do adopcji. Pierwszą opcję poparło 65 proc. ankietowanych, drugą ok. 53 proc. Czyli mimo wszystko większość. I takie też dane poszły w świat. Tyle tylko, że oszustwem było robienie osobnych badań dotyczących tych dwóch kwestii, podczas gdy rząd i prezydent nie ukrywali, że zamierzają przeprowadzić swoją rewolucję w pakiecie: zmienić definicję małżeństwa i jednocześnie dać wszystkim małżeństwom prawo do adopcji dzieci. A dla większości ankietowanych pytanie o same „małżeństwa dla wszystkich” dotyczyło raczej przedłużenia obowiązywania już od kilkunastu lat prawa zezwalającego na zawieranie związków partnerskich przez osoby tej samej płci.

I okazało się, że ten sam ośrodek, który wcześniej podawał przywołane wyżej wyniki, kiedy w innym badaniu zapytał o małżeństwo i adopcję razem w jednym pytaniu – poparcie dla takiego „pakietu” spadło do mniej niż 40 proc. Kolejne badania innych ośrodków przyniosły jeszcze bardziej miażdżące dla władzy wyniki. Poparcie dla prezydenta François Hollande’a spadło do 25 proc. Oczywiście na niezadowolenie z socjalistów nałożyły się również inne sprawy, przede wszystkim sytuacja gospodarcza kraju związana z kryzysem. Ale trudno nie zauważyć, że manipulacje wokół „homoustawy” przelały czarę goryczy.

Francuz nie mięczak

Nie ma wątpliwości, że francuscy socjaliści, podobnie jak zewnętrzni obserwatorzy, nie docenili siły, jaka ciągle tkwi w dużej części Francuzów, zdolnej bronić tradycyjnych wartości. Powszechnie dominuje raczej przekonanie, że za tradycję nikt we Francji nie będzie umierał (poza skrajnymi i niegodnymi naśladowania przypadkami, jak samobójstwo w katedrze Notre Dame prawicowego – ale niesłusznie kojarzonego z Kościołem – francuskiego historyka; w rzeczywistości Dominique Venner związany był z ruchami odwołującymi się do przedchrześcijańskich tradycji). Tymczasem okazało się, że w obronie zdrowego rozsądku – a obrona dzieci przed zachciankami nienaturalnych „małżeństw” nie jest kwestią wiary, tylko zdrowego rozsądku właśnie – na mobilizację Francuzów można liczyć. Oczywiście organizowano także kontrmanifestacje zwolenników ustawy o „homomałżeństwach”, które miały pokazać „tę właściwą” twarz Francji. Tymczasem okazało się, że nawet jeśli w sondażach nadal duża część (ale nie większość) Francuzów wykazuje dość swobodne podejście do tych tematów (jednak spory procent ciągle popiera oddawanie dzieci „homomałżeństwom”), to nie jest ona na tyle zdeterminowana, by wyjść na ulice. Na manifestacje popierające „małżeństwa dla wszystkich” w żadnym z miast francuskich – ze stolicą włącznie – nie przyszło więcej osób niż na manifestacje przeciwników ustawy. Dysproporcje zresztą na korzyść tych drugich widać było wszędzie, na przykład w Lille na północy Francji przeciw „homomałżeństwom” protestowało około 20 tys. osób, podczas gdy zwolennicy zmian zgromadzili dokładnie pięć razy mniej uczestników.

Maj ’68 – 45 lat później

Prawicowa prasa we Francji widzi w tym coś więcej niż tylko jednorazowy zryw. „Mobilizacja jest coraz bardziej radykalna w swej determinacji i ambicji, by stać się w przyszłości liczącą się siłą polityczną” – napisał dziennik „Le Figaro”. „Liderka ruchu »La Manif pour tous« Ludovine de la Rochere zapowiedziała największy ruch społeczny we Francji od maja 1968 roku” – nie krył satysfakcji autor konserwatywnego dziennika. Także inne media zauważają, że La Manif staje się w istocie ruchem radykalnym, z aspiracjami do obudzenia protestów społecznych na miarę maja 1968, choć na sposób niejako „odwrócony”. Słynne protesty z wiosny ’68 roku były potężnym ruchem kontestacyjnym i lewicowym, gdy tymczasem La Manif gromadzi głównie zwolenników prawicy i radykalnej prawicy, konserwatystów, środowiska religijne, a nawet monarchistów i integrystów. Nie jest natomiast do końca jasne, jakie stanowisko wobec tego zaskakującego dla wielu ruchu przyjmie centroprawicowa UMP, z której wywodzi się były prezydent Nicolas Sarkozy. Widać, że La Manif podzieliła partię: bardziej liberalni członkowie odcięli się od stanowiska szefa partii Jean-Francois Cope, który wezwał do uczestnictwa w proteście. Podziały są zresztą widoczne także wśród liderów La Manif. I tak Ludovine de la Rochere chce kontynuować protesty w całej Francji, podczas gdy inna liderka – Frigide Barjot już zaczęła ograniczać swój udział w protestach. Uznała, że czas La Manif się skończył, teraz pora na referendum ws. „małżeństw homoseksualnych”. To może być też symptomem słabości całego „reakcyjnego” ruchu. Konserwatywny tygodnik „Le Point” napisał wprawdzie, że „wieloraki, niezorganizowany, spontaniczny tłum” ma energię, która „zrywa z apatią trapiącą prawicę”, jednak w dalszej części przyznał, że ta nowa siła społeczna „wydaje się wciąż zbyt krucha, by w krótkim terminie przerodzić się w ruch polityczny”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Niedziela
    wieczór
    4°C Poniedziałek
    noc
    4°C Poniedziałek
    rano
    3°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »

    Reklama