Jemy źle!

Każdy sprzedawany w Polsce produkt musi być opatrzony etykietą z odpowiednimi informacjami. Na produktach żywnościowych powinny znaleźć się informacje o składzie i o ilości poszczególnych substancji. Proste? No właśnie nie bardzo.

Reklama

Powyższa umowa pomiędzy producentami a klientami („my piszemy, co jest w środku – wy czytacie”) oparta jest na dwóch założeniach. Pierwsze to takie, że producenci nie kłamią, drugie, że klienci rozumieją, co czytają. Trudno powiedzieć, które z tych dwóch założeń jest bardziej naiwne.

To kwestia biedy?

Problem z czytaniem etykiet na produktach żywnościowych polega nie na tym, by zrozumieć, co jest na nich napisane wprost, tylko na tym, by zrozumieć, co jest napisane pomiędzy linijkami, a czasami co jest w tajemniczych skrótach zakodowane. Przykładem może być często używany na etykietach tańszych przetworów mięsnych skrót MOP.

Chodzi o tzw. mięso oddzielane mechanicznie, co brzmi znacznie gorzej niż MOP, ale ktoś niezorientowany może wciąż mieć nadzieję, że ma to cokolwiek wspólnego z mięsem. Tak właściwie to resztki, jakie zostaną po oddzieleniu od szkieletu prawdziwego mięsa. MOP to ścięgna, skóry, błony, zmielone kości i chrząstki. A podobno nawet pióra. Jeżeli zmieli się to odpowiednio mocno i doda przeciwutleniacze, tłuszcz, emulgatory, polifosforany, ulepszacze smaku i barwniki wychodzi coś, co bardzo chętnie kupujemy. I jemy. Tak samo jak szynkę, która wagowo szynką jest najwyżej w kilkudziesięciu procentach (resztę stanowi tzw. żel solankowy), produkty mleczne, w których prawie w ogóle nie ma mleka, czy 100-procentowe soki owocowe, które nie są wyciskane z owoców. Na etykietach niektórych produktów żywnościowych można znaleźć „miazgę celulozową”. Przeczytać potrafi prawie każdy, ale kto wie, że to coś w rodzaju zmielonego papieru? Polacy lubią kupować tanio.

Dzisiaj żywność kupowana w dyskontach, ta najtańsza z najtańszych, to około 35 proc. rynku żywności. Jest o co się bić. Producenci produkują więc na rynek zachodni droższą i dobrej jakości żywność (i często na międzynarodowych imprezach są za polską żywność nagradzani) oraz tanią i niskiej jakości na rynek polski. Z szacunków wynika, że dla około 80 proc. konsumentów to cena jest podstawowym kryterium wyboru żywności. Biedniejemy i dlatego kupujemy coraz gorszej jakości jedzenie? Sprawa wcale nie jest taka oczywista. Polacy wydają średnio około 25 proc. swoich dochodów na jedzenie. To dużo (statystyczny Europejczyk wydaje kilkanaście), ale mniej niż jeszcze kilka lat temu. Innymi słowy, ze statystycznej pensji stać nas na coraz więcej jedzenia. To oczywiste, że są osoby, które wydają na pożywienie znacznie większą część swoich dochodów, ale i wśród najbiedniejszych da się zauważyć zmiany. Jemy coraz więcej mięsa (średnio 5,5 kg w miesiącu, razem z wędlinami) i jemy coraz mniej ziemniaków. To przeczy powszechnemu przekonaniu, że, biedniejąc, kupujemy coraz mniej produktów treściwych, a coraz więcej „wypełniaczy”. Choć na coraz większe zainteresowanie tanią żywnością musi mieć wpływ kondycja finansowa Polaków, duże znaczenie mają także zwyczaje żywieniowe. Najlepiej ten problem widać, analizując spożycie surówek i owoców. Jemy ich bardzo mało. Tylko kilkanaście procent Polaków do obiadu zjada surówkę. Dlaczego nie więcej? Przecież w sezonie owoce i warzywa wcale nie są drogie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    7°C Sobota
    rano
    10°C Sobota
    dzień
    11°C Sobota
    wieczór
    9°C Niedziela
    noc
    wiecej »

    Reklama