Nowy cud rozmnożenia

Jezus mówi do apostołów: wy dajcie im jeść. To wezwanie jest skierowane także do nas – przekonuje ks. Daniel Saldarriaga Molina, dyrektor Banku Żywności Archidiecezji Bogota.

Reklama

W ogromnej hali ruch jak w ulu. Wolontariusze w ochronnych czapeczkach i maseczkach zasłaniających usta uwijają się, sortując produkty żywnościowe. Inni pakują je w paczki. Kosze pełne kolorowych owoców: bananów, arbuzów, pomarańczy, mango i innych – czekają na przebranie. Pod bramę podjeżdża busikiem siostra Catalina, franciszkanka. Zabiera mleko, ser, owoce, płatki. – To dla dzieci z przedszkola, które prowadzimy na obrzeżach Bogoty – mówi. Bogota, jak wiele dużych miast Ameryki Łacińskiej, jest miastem kontrastów. Centrum chełpi się nowoczesnymi biurowcami, wzgórza zaś na peryferiach porośnięte są prowizorycznymi domami, zbudowanymi na dziko z pustaków, blachy falistej i drewnianych belek. Ludzie z bogatej północy miasta często nie mają żadnego kontaktu z biednym południem. Współpracownicy banków żywności są jednymi z nielicznych, którzy kursują między tymi dwoma światami.

Ponad miliard głodujących

Banki żywności nie są, rzecz jasna, wyłącznie kolumbijską specyfiką. W ich światowej sieci uczestniczy ponad trzydzieści krajów, w tym również Polska. Jednak w Ameryce Łacińskiej, której problem biedy dotyczy w znacznie większym stopniu niż państw europejskich, ich rola jest nie do przecenienia. Szacuje się, że w Kolumbii ok. 32 proc. społeczeństwa cierpi w wyniku głodu lub niedożywienia. Nic więc dziwnego, że Bank Żywności Archidiecezji Bogota jest ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Na czterech tysiącach metrów kwadratowych, jakie zajmuje jego siedziba, zatrudnionych jest 80 pracowników. Podziwiamy też mrówczą pracę wolontariuszy, wśród których przeważają studenci. Prawie 1350 osób z 20 uniwersytetów. Codziennie sześć ciężarówek rozjeżdża się po terenie archidiecezji, aby zebrać żywność. Darowizny pochodzą zarówno z hipermarketów, jak i bezpośrednio od producentów. – Pokazujemy przedsiębiorcom, że można dobrze wykorzystać produkty, których oni nie są w stanie wysłać na rynek, bo np. ich data ważności zbliża się do końca, opakowanie uległo uszkodzeniu albo po prostu źle się sprzedają – przekonuje ks. Daniel Saldarriaga Molina, dyrektor banku żywności w stolicy Kolumbii. – Tak właśnie dzisiaj aktualizuje się cud rozmnożenia chleba. Jezus mówi do apostołów: „Wy dajcie im jeść”. To wezwanie jest skierowane także do nas. W świecie jest wystarczająco dużo jedzenia, żeby nakarmić całą ludzkość, a jednak ponad miliard ludzi głoduje. Blisko 30 proc. żywności nadającej się do spożycia zmienia się w śmieci. Dlatego musimy pozwolić Jezusowi kontynuować Jego dzieło. Nie może być głodu tam, gdzie jest żywność!

Sieć drugiego żniwa

Idea banków żywności narodziła się pod koniec lat 60. w Stanach Zjednoczonych. Stał za nią amerykański biznesmen John van Hengel, który po zakończeniu kariery zawodowej pracował w lokalnej organizacji pomagającej najuboższym w Phoenix. Zauważył wówczas, że wielu właścicieli sklepów marnuje żywność, wyrzucając produkty, których termin ważności zbliża się do końca. Postanowił więc zbierać te produkty ze sklepów i targowisk, i przekazywać je do miejskich jadłodajni. Jego działania wkrótce osiągnęły taką skalę, że trzeba było znaleźć miejsce, gdzie można by składować jedzenie, nim zostanie rozprowadzone. Tak powstała pierwsza na świecie tego typu instytucja – Bank Żywności św. Maryi. W ślad za nim zrodziły się kolejne – obecnie jest ich w USA aż 215. Pomysł rozprzestrzenił się także na inne kontynenty, dotarł m.in. do Europy. W Polsce pierwszy bank żywności powstał w 1993 r. z inicjatywy Jacka Kuronia. Aby jeszcze lepiej dzielić produkty i docierać do najbardziej potrzebujących, banki zaczęły łączyć się w sieci. I tak np. Americ’s Second Harvest (Drugie Żniwo Ameryki) jest największą organizacją dobroczynną zajmującą się problemem niedożywienia w USA. Co roku rozdziela ponad 800 tysięcy ton jedzenia. – Twórcy tej sieci inspirowali się myślą ze Starego Testamentu, by, zbierając żniwo, pozostawić coś dla tych, którzy nie mają nic – podkreśla ks. Daniel Saldarriaga Molina. Z reguły banki żywności bazują na produktach wytwarzanych lub zebranych w danym rejonie. Współpracują jednak ze sobą i w razie potrzeby przysyłają sobie brakujące produkty. – Okolice Medellín obfitują w banany, więc dostajemy je stamtąd, a my za to ofiarujemy im np. ziemniaki, których u nas nie brakuje – wyjaśnia ksiądz Daniel.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    4°C Poniedziałek
    noc
    3°C Poniedziałek
    rano
    3°C Poniedziałek
    dzień
    4°C Poniedziałek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama