Wygraliśmy spór o pamięć

P. Legutko rozmawia z J. Ołdakowskim, dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego.

Reklama

O co dziś młodzi ludzie pytają powstańców?

Pytają zawsze o to samo. Przede wszystkim o emocje. Co czuli, gdy podejmowali decyzję o pójściu do powstania? Co myśleli? Czy się bali? Czy było im czegoś żal? Zwyczajne pytania, które zadaje się bohaterom.

Skoro te pytania są zawsze te same, po co robi Pan specjalną akcję?

Żeby pokazać aktualność historii. Chcemy ją najprostszymi środkami uwspółcześnić. Przekonać, że wciąż jest ważna i ciekawa. Opowiedzieć te same wydarzenia, ale na różne sposoby. Dlatego akcję „Zadaj pytanie powstańcowi” robimy na portalu społecznościowym. Chcemy młodzież spotkać z prawdziwymi bohaterami tu, gdzie rozmawia się nieomal na żywo. Na  Facebooku prowadzimy też równolegle drugą akcję – rozpoznawania miejsc i ludzi na starych powstańczych fotografiach. Tych, z którymi nie poradzili sobie zawodowi historycy i specjaliści.

Internetowi detektywi okazali się skuteczniejsi?

Są świetni. W sieci działają specjalne grupy pasjonatów, którzy zajmują się identyfikacją różnych miejsc w Warszawie.

Teraz trwa między nimi wyścig, kto pierwszy rozpozna ulicę, gdzie są już tylko ruiny, i osobę uwiecznioną na zdjęciu. A biorą w tym udział setki ludzi, bo nasz profil na Facebooku bije kolejne rekordy i jest najchętniej odwiedzany ze wszystkich polskich instytucji kultury. Zagląda tu nawet więcej internautów niż na szalenie popularną stronę Centrum Nauki Kopernik. Musimy szukać wciąż nowych pomysłów, bo osiemnastolatkowie, którzy przyszli na otwarcie muzeum, dziś mają już lat dwadzieścia siedem. Są dorosłymi ludźmi.

A w tym czasie dorosło kolejne pokolenie. I to szczególne, bo wychowane właśnie w sieci. W trochę innej rzeczywistości, odporne na klasyczną pedagogikę. Jacy – z Pana perspektywy – oni są?

Być może są mniej aktywni niż ci sprzed dekady, bo dorośli już w wolnej Polsce, w świecie, gdzie rodzice zapewnili im wszystko, co jest do życia niezbędne. Brak im więc motywacji, żeby o coś powalczyć. To chyba najbardziej charakterystyczna cecha dzisiejszych nastolatków.

Trochę mnie Pan zaskoczył, bo gdy obserwuję ich fascynację historią żołnierzy wyklętych, to wydaje mi się ona silniejsza niż u poprzedników.

My w muzeum nagrywaliśmy o żołnierzach wyklętych płytę już kilka lat temu, ale to była muzyka rockowa, adresowana raczej do dzisiejszych czterdziestolatków, nastawiona na ich wrażliwość. Teraz, rzeczywiście, żołnierzy wyklętych odgrywają nastolatkowie. W Krakowie rapuje o nich Tadek Polkowski, bo okazuje się, że ta opowieść jakoś idealnie współgra z hip-hopem, pasuje do muzyki buntu. Mówiłem przed chwilą o tej młodzieży, że jest letnia, że chce jej się, ale… tylko trochę. Może jednak nie wszystkich to dotyczy. W wielu młodych Polakach jest coraz mocniejsza niezgoda na tę letniość, nie chcą już „świata na tróję”, w którym nie szanuje się bohaterów. I ta część znalazła swój język protestu w muzyce, w rapie, ale także w symbolice patriotycznej. Oni na przykład używają symbolu Polski Walczącej, który znaczy dla nich coś aktualnego. Jest znakiem oporu w słusznej sprawie. Dlatego tak go młodzi lubią.

Czy nie jest paradoksem, że młodzi odkrywają i przeżywają, a dorośli wciąż dekonstruują mit powstańczy? Trudno inaczej interpretować pseudonaukowe sensacje dotyczące intymnego życia bohaterów Szarych Szeregów.

Udało nam się przywrócić pamięć o powstaniu całemu pokoleniu. Nie wszystkim się to podoba i ja te dziwne publikacje odbieram właśnie w tym kontekście, jako formę prowokacji, próbę wywołania szoku. Dokładnie tak jak kiedyś pewna piosenkarka publicznie podarła zdjęcie papieża, robiąc oczywiście większą krzywdę sobie niż papieżowi. Próba niszczenia dobrej pamięci o powstańcach pokazuje, że społeczna świadomość wobec nich jest aprobatywna, więc trzeba szukać czegoś szokującego, by to zmienić. A najlepszą odpowiedzią na takie zabiegi jest ich niedostrzeganie.

Krzysztof Pomian, filozof i dyrektor Muzeum Europy, ubolewał na ostatnim Kongresie Kultury Polskiej, że Muzeum Powstania Warszawskiego zniszczyło wieloletnie zabiegi, by wychować pokolenia Polaków w innym, nowym duchu. To już nie prowokacja, ale poważny spór o polską duszę.

W tych zabiegach chodziło o oderwanie się od historii. Ich symbolicznym patronem stał się w latach 90. Aleksander Kwaśniewski z hasłem: „Wybierzmy przyszłość”. W domyśle: odrzućmy przeszłość. Pamiętam tamte dyskusje, czy historia – która przecież „się skończyła” – ma w ogóle sens. Pamiętam też, jak Władysław Bartoszewski jesienią 2003 roku zadawał na jakimś publicznym spotkaniu pytanie: „Czy można wejść do Unii Europejskiej z dziedzictwem powstania warszawskiego?”. Wtedy to była intelektualna prowokacja, dziś pewna oczywistość. Myśmy ten spór o polską pamięć wygrali. Z opowieści o Armii Krajowej i powstaniu wyrosła samoświadomość kolejnego pokolenia, które teraz nie może się od historii oderwać.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    2°C Wtorek
    rano
    4°C Wtorek
    dzień
    4°C Wtorek
    wieczór
    5°C Środa
    noc
    wiecej »

    Reklama