Samba po polsku

Ciekawostka geograficzna. Tego dnia na mapie Polski wyrosło kilka nowych miast. Dziwnym trafem wszystkie otrzymały tę samą krótką nazwę.


Reklama

Jak jest po śląsku Brazylijczyk? – zagadnął kiedyś znajomy. – Nie wiesz??? Gorol! – wybuchnął śmiechem kumpel. Tym razem nie było mowy o gorolach. Nie było Żyda ani Greka. Wszyscy byli, jak nazwał ich papież Franciszek, „jedną drużyną Jezusa”. Naprawdę byli w Rio. Mimo że siedzieli w Częstochowie, Piekarach, Bieszczadach, Płocku, Krakowie czy Świebodzinie. 


Tako Roma momy doma


„Tako Roma momy doma” – krzyczeli kibice zabrzańskiego Górnika w 1970 roku. „Tako Copacabana momy już od rana” – mogli zawołać młodzi zebrani na śląskim Rio. W skąpanych w słońcu Piekarach Śląskich było zdecydowanie cieplej niż w deszczowej, zakatarzonej Brazylii. Tego dnia słowo „Rio” nie kojarzyło się mieszkańcom Piekar ze skrótem Regionalnej Izby Obrachunkowej. Ponieważ dla większości młodych wyjazd do Brazylii byłby kosmicznym wydatkiem, urządzili sobie Brazylię u stóp piekarskiego wzgórza.


Aby poczuć się jak rodowici mieszkańcy kraju samby, zafundowali sobie solidne lekcje: tańca brazylijskiego, kuchni brazylijskiej, śpiewu brazylijskiego i oczywiście futbolu.
Temperatura: 32 stopnie. W auli piekarskiego liceum co najmniej o 10 stopni więcej. Zazwyczaj nie potrafię usiedzieć na miejscu (to wrodzone!). Tym razem w ruch wprawia mnie pulsująca z głośników muzyka. Ponad 120 osób, nie zważając na litry potu spływającego po plecach, zapamiętale tańczy. „Raz, dwa, w lewo, raz, dwa, w prawo” – dyryguje ze sceny Regla Maria Hernández-Madej – rodowita Kubanka, zawodowa nauczycielka samby. Młodzi poruszają się tak, jakby urodzili się w kraju Canarinhos. Za oknami chłopcy, którzy od samby wolą taniec z piłką, wybierają właśnie piłkarskie składy.
Uf, jak gorąco! Podobno gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Nieprawda. Przy piekarnikach w szkole zawodowej uwija się prawie 120 osób! Wyjmują blachy pełne pachnącego ciasta marchewkowego. Gdy wystygnie, poczęstują nim całą piekarsko-brazylijską ekipę. – Zużyliśmy 10 kilo mąki, 10 kilo cukru, 8 kilogramów marchewki i 90 jajek – wyliczają młodzi kucharze.
Grupa poznająca tajniki kuchni brazylijskiej to najsmaczniejsza z sekcji. Czas na strawę duchową. Po rozprażonym upałem asfalcie biegniemy na szczyt kalwarii, gdzie przy kościele trwa wielkie malowanie. Na śnieżnobiałych płótnach pojawiają się pierwsze nieśmiałe rysy Chrystusa ze wzgórza Corcovado. 
– Wczoraj wieczorem, gdy transmitowaliśmy Drogę Krzyżową z Rio, młodzież znakomicie wyczuła klimat tej celebracji – opowiada organizator imprezy ks. Krzysztof Biela. – Panowała cisza jak makiem zasiał. Patrzyłem ze sceny na te młode twarze i byłem niezwykle szczęśliwy. Czułem, że warto było zorganizować to spotkanie. Po raz pierwszy dotarło to do mnie, gdy zeszliśmy się razem i zawierzyliśmy „Rio na Śląsku” Bożemu Miłosierdziu. Zauważyłem, że młodzi spontanicznie chwycili się za ręce i zaczęli głośno odmawiać modlitwę. To był autentyczny, szczery gest! Wieczorem po transmisji Drogi Krzyżowej przeszliśmy do bazyliki ulicami. Nie planowaliśmy żadnego cichego przemarszu, a młodzi ku zdumieniu policji i straży miejskiej szli w absolutnej ciszy. 


Dar języków


Pakujemy manatki. Ruszamy do innego miasta o wdzięcznej nazwie Rio. Wyrosło kilka dni wcześniej w ogrodach seminarium duchownego w Częstochowie.
Sobotnie popołudnie. Sparzone słońcem rozkopane miasto. Pamiętam, jak wraz z grupą Portugalczyków i Chorwatów siedziałem w 1991 roku pod murami Jasnej Góry. „Papież i młodzi. Razem” – powiewał nad głowami transparent jakiegoś dominikańskiego duszpasterstwa. Zmienił się papież. Zmieniło się pokolenie. Nie zmieniło się jedno: zaufanie, jakim młodzi darzą następcę św. Piotra. 
Imię „Franciszek” wraca w ich rozmowach jak bumerang. Dwa dni wcześniej, podczas nieplanowanego spotkania z młodymi Argentyńczykami w Rio papież Franciszek zawołał: „Kościół musi wyjść na ulice, inaczej stanie się organizacją pozarządową. Chcę, żebyście wyszli na ulice. Chcę, żeby Kościół szedł ulicami”. Młodzi w Częstochowie przejęli się tymi słowami. Wyszli na ulice. Gdy przyjechaliśmy na forum, kończyła się uliczna ewangelizacja.
„English 104 Fm”, „Deutsch 107 Fm” – czytają młodzi ze słuchawkami na uszach.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    8°C Sobota
    noc
    7°C Sobota
    rano
    10°C Sobota
    dzień
    11°C Sobota
    wieczór
    wiecej »

    Reklama