Złote myśli prof. Hartmana

Wolność słowa zakłada, że każdy może publicznie wypowiadać dowolne głupstwa. Publikacja prof. Jana Hartmana na temat konkordatu jest przykładem, jak z tego przywileju można korzystać bez żadnych ograniczeń.

Reklama

Tekst ukazał się w świątecznej „Gazecie Wyborczej” (20–21.07) i jest specyficzną formą refleksji nad dziedzictwem konkordatu, podpisanego 20 lat temu pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Stolicą Apostolską. W klimat tekstu dobrze wprowadza tytuł: „O Polskę wolną od konkordatu”, a także myśl przewodnia, która z niezrozumiałych względów, uwzględniając zawartość publikacji, przyjęła postać pytania: „Czy nie nadszedł czas, by Polacy stali się panami we własnym domu, a demokratyczne państwo mogło się szczycić tym, że wszystkich obywateli traktuje jednakowo?”.

Konkordat jako nieszczęście narodowe

Profesor nie ma wątpliwości, że konkordat jest prawdziwym nieszczęściem dla państwa polskiego, różnicuje obywateli według wyznania, a także utrwala panowanie Kościoła nad umęczonym dominacją kleru polskim ludem.

W sposób wręcz kuriozalny dowodzi, że „z mocy konkordatu status polskich duchownych katolickich i nieruchomości kościelnych jest zbliżony do statusu obcych dyplomatów i ambasad”. Swych pretensji nie ogranicza bynajmniej do czasów współczesnych. Rozdzierająco łka, wspominając losy pogańskich „świątyń pra-Polaków”, obróconych w perzynę na skutek wiarołomstwa Mieszka, który zdradził pogańską wiarę przodków i przyjął obcą z Rzymu. Równie osobliwa jest jego wizja PRL, gdyż, jak pisze, wprawdzie Kościół był w tym czasie prześladowany, zwłaszcza w latach stalinizmu, jednak głównie ci księża, którzy prowadzili działalność opozycyjną, ale jednocześnie mógł swobodnie głosić swoje poglądy oraz ugruntowywać swoją pozycję w społeczeństwie. Całość wieńczy płomienny apel, aby „Polacy stali się panami we własnym domu”, odnaleźli własną godność i odrzucili konkordat. Można sobie podarować dalsze referowanie równie mętnego, co emocjonalnego wywodu, w którym insynuacja, kłamstwo i niewiedza rywalizują z obsesyjną niechęcią do Kościoła i katolików.

Twarz nowej lewicy Tekstem warto się zająć,

pomimo że merytorycznie nie zasługuje na poważne potraktowanie. Został jednak opublikowany w największym polskim dzienniku, którego zwłaszcza niedzielne wydanie miało ambicje prezentowania opinii istotnych dla środowiska jego czytelników. W istocie nie jest żadną analizą problemów związanych z funkcjonowaniem konkordatu, nawet krytyczną i skłaniającą do głębszej refleksji, ale politycznym manifestem skrajnego antyklerykalizmu, znanego dotąd z łamów „Nie” bądź „Faktów i Mitów”. Jego autor jest nie tylko osobą prywatną, pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale także koordynatorem istotnego projektu politycznego Europa Plus, powołanego przez Janusza Palikota oraz byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w celu stworzenia nowej lewicy. Jest także jednym z medialnych celebrytów, wypowiadającym się z charakterystyczną dezynwolturą i niezmienną pewnością siebie na dowolny temat. Ma też ambicje polityczne. Startował już w wyborach z listy SLD, działa w otoczeniu politycznym Janusza Palikota. Wiele wskazuje na to, że będzie się ubiegał o mandat do Parlamentu Europejskiego. Nie ulega więc wątpliwości, że jego tekst oddaje nastroje panujące w środowisku nowej lewicy, która prymitywny antyklerykalizm czyni istotną częścią swego programu wyborczego.

Fakty i mity

Prof. Hartman powtarza tezę komunistycznej propagandy, że konkordatu nie zerwał po wojnie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, ale uczynił to Watykan, „ustanawiając niemieckich biskupów na terenach wcielonych do Rzeszy”. Ta sprawa była wielokrotnie wyjaśniana i dzisiaj nie powinno już być wątpliwości, że ustanowienie w diecezji chełmińskiej, pod nieobecność miejscowego bp. Stanisława Okoniewskiego, jako administratora apostolskiego biskupa gdańskiego Carla Marii Splettowa oraz Niemca ojca H. Breitingera jako administratora apostolskiego z jurysdykcją dla katolików niemieckich, zamieszkałych na terenie archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej, nie stanowiło naruszenia konkordatu. Nominacje miały na celu ratowanie podstawowych form pracy duszpasterskiej w nadzwyczajnych okolicznościach. Żaden z administratorów apostolskich nie miał uprawnień biskupa rezydencjonalnego, a o takim przypadku stanowiły przepisy konkordatu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
4°C Poniedziałek
noc
4°C Poniedziałek
rano
3°C Poniedziałek
dzień
4°C Poniedziałek
wieczór
wiecej »

Reklama