Titanic 
na torach

Co najmniej 79 osób zginęło w wypadku pociągu w Hiszpanii. To największa w Europie w bieżącym stuleciu katastrofa kolejowa.


Reklama

Jest wieczór, 24 lipca 2013 roku. W Santiago de Compostela, mieście św. Jakuba Apostoła, trwają ostatnie przygotowania do mających się odbyć następnego dnia obchodów święta tego patrona Hiszpanii. Z całego kraju wciąż przyjeżdżają turyści i pielgrzymi. Jak co roku, na noc z 24 na 25 lipca zaplanowano pokazy pirotechniczne na placu przed katedrą. Na godzinę przed początkiem zabawy, o 20.41, słychać odległy grzmot. Zebranym na placu kojarzy się on z przedwczesnym rozpoczęciem fiesty gdzieś na przedmieściach. Nikt więc się nie niepokoi. Za chwilę jednak strażacy, którzy mieli kontrolować pokaz pirotechniczny, szybko wyjeżdżają z placu przed katedrą. Ludzie zaczynają przeczuwać, że stało się coś złego. Wkrótce słychać komunikat, że pokazów nie będzie. Stopniowo kolejne komunikaty odsłaniają rozmiar tragedii. Wszystkie imprezy w całym kraju zostają odwołane. Nie tylko Santiago, ale cała Hiszpania pogrąża się w żałobie.


Zakręt śmierci


Potężny huk towarzyszył wykolejeniu się pociągu relacji Madryt–El Ferrol w miejscowości Angrois, na zakręcie zwanym A Grandeira około trzech kilometrów przed stacją Santiago de Compostela. Wszystkie wagony przewróciły się na potężny betonowy mur oddzielający tory od domów na przedmieściu. Wagony były ciągnięte przez dwie lokomotywy, które mają napęd hybrydowy, czyli są zasilane zarówno z trakcji elektrycznej, jak i silnikiem spalinowym typu diesel. Doszło więc do wybuchu paliwa, co powiększyło rozmiar tragedii. Spośród 218 pasażerów 78 zginęło na miejscu, a do chwili zamknięcia tego numeru GN jeszcze jedna osoba zmarła w szpitalu. Ofiar śmiertelnych może być jednak więcej, bo ponad 30 rannych jest w stanie ciężkim. O tym, jak dramatyczna była akcja ratunkowa, najlepiej świadczy fakt, że dość długo mówiono o 80 ofiarach. Dopiero dokładna analiza szczątków sprawiła, że zmieniono tę liczbę.
Na trasie Madryt–El Ferrol kursują pociągi typu Alvia, rozwijające prędkość do 250 km/h. Śledztwo w sprawie przyczyn tragedii trwa, ale dość szybko ustalono, że pociąg wjechał w zakręt A Grandeira z prędkością 190 km/h,
podczas gdy obowiązuje na nim ograniczenie do 80 km/h. W internecie można zobaczyć pokazujący katastrofę filmik nagrany przez kamerę ustawioną na zakręcie. Widać błyskawicznie zbliżającą się lokomotywę i wypadające z torów jadące za nią wagony, które z ogromną siłą uderzały w betonową ścianę. Wstępnie ustalono, że nic nie świadczy o tym, by pociąg czy tory były w złym stanie. Nic też nie wskazuje na zamach. Oczy wszystkich zwróciły się więc w stronę maszynisty.


Jesteśmy tylko ludźmi


„Wypadłem z szyn, co ja teraz zrobię!? Co ja teraz zrobię? Oby tylko nikt nie zginął, bo obciąży to moje sumienie. Jesteśmy tylko ludźmi, jesteśmy tylko ludźmi” – to były pierwsze słowa wypowiedziane przez maszynistę do kontrolera ruchu tuż po katastrofie. Francisco José Garzón Amo był uwięziony w rozbitej lokomotywie i nie zdawał sobie sprawy z rozmiaru tragedii. Kiedy wyciągnięto go z lokomotywy, powtarzał ciągle: „Chcę umrzeć”. Teraz postawiono mu zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci 79 osób. 
Media natychmiast zebrały o nim jak najwięcej wiadomości, spodziewając się, że znajdą coś świadczącego o jego braku umiejętności albo skłonności do nieodpowiedzialnego zachowania. Rezultaty tych poszukiwań były dość zaskakujące. Garzón ma już 52 lata, nie jest więc lekkomyślnym młodzieńcem. Na kolei pracuje od 30 lat, a maszynistą jest od lat 13. Ma więc duże doświadczenie zawodowe. Na linii Madryt–El Ferrol pracuje od dawna, feralny zakręt przejechał jako maszynista już co najmniej 60 razy. Dobrze więc wiedział, że po 80 kilometrach prostej drogi pociąg wjeżdża w tunel, za którym musi pokonać ostry zakręt. Dobrze też wiedział, że jest to już strefa podmiejska, na której obowiązuje ograniczenie prędkości. Znajomi i sąsiedzi uważają go za spokojnego, sympatycznego, odpowiedzialnego i zrównoważonego człowieka. W jego życiu nie znaleziono nic, co mogłoby wskazywać, by miał powody do depresji czy myśli samobójczych. Nic także nie wiadomo, by miał skłonności do alkoholu lub narkotyków. Podczas wypadku był trzeźwy.
Nikt więc nie potrafi na razie odpowiedzieć, dlaczego maszynista wjechał w zakręt z nadmierną prędkością. Sam w niedzielę złożył zeznanie, w którym przyznał się do nieostrożności. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    8°C Środa
    wieczór
    6°C Czwartek
    noc
    5°C Czwartek
    rano
    10°C Czwartek
    dzień
    wiecej »

    Reklama