Premier Watykanu

Nowym sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej został abp Pietro Parolin. Zastąpi kard. Tarcisio Bertonego. Ta nominacja świadczy o tym, że papież przestawia kompas Kościoła z europocentryzmu na peryferie świata…

Reklama

To skromny, cierpliwy człowiek dialogu, który potrafi słuchać i nie przestał być duszpasterzem – mówią w Watykanie o nowym sekretarzu stanu. On sam nominację nazwał Bożą niespodzianką i podziękował papieżowi za „niezasłużone zaufanie, jakim go obdarza”. Krótko przed nominacją abp Parolin udzielił wywiadu wenezuelskiemu dziennikowi „Últimas Noticias”. Powiedział w nim m.in.: „Najbardziej uderza mnie to, że Franciszek zupełnie zmienił sposób, w jaki patrzy się na Kościół. Od Kościoła oblężonego, mającego tysiące problemów, a nawet trochę chorego, przeszliśmy do Kościoła otwartego, żyjącego z nową energią. Patrzymy z wielką nadzieją w przyszłość. Myślę, że to najpiękniejsza rzecz, jaka wydarzyła się w ostatnim czasie”.

Uczeń kard. Casarolego

Po wyborze na papieża Franciszek żartował, że kardynałowie znaleźli go na krańcu świata. Teraz on sam człowieka największego zaufania ściąga do Watykanu też z krańca świata, z Wenezueli, gdzie od 2009 r. abp Parolin był nuncjuszem apostolskim. Wcześniej przez 17 lat pracował w watykańskim sekretariacie stanu. Zna doskonale mechanizmy rządzące Kurią Rzymską, co przy zapowiadanej przez papieża reformie będzie miało fundamentalne znaczenie. Swą pełną prostoty służbą zdobywał sobie coraz większe zaufanie i w imieniu papieży pełnił wiele delikatnych misji. Pracując w Watykanie, nie zrezygnował z zaangażowania duszpasterskiego. Odpowiadał m.in. za rzymskie Centrum Villa Nazareth, pomagające młodzieży z ubogich rodzin w zdobyciu wykształcenia. Bez wątpienia jest to postać nietuzinkowa. 58-letni Parolin jest najmłodszym watykańskim sekretarzem stanu od 1930 r., gdy stanowisko to objął kard. Eugenio Pacelli, późniejszy papież Pius XII. Urodził się w Schiavon w północnych Włoszech. Był najstarszym z trojga rodzeństwa. Rodzina żyła skromne. Ojciec zajmował się handlem. Prowadził sklep żelazny i sprzedawał maszyny rolnicze. Matka była nauczycielką. Kiedy Pietro miał 11 lat, rodzina przeżyła dramat. W wypadku samochodowym zginął ojciec, a cała troska o utrzymanie i wychowanie dzieci spadła na matkę, dziś 85-letnią Adę Miotti. Abp Parolin jest bardzo z nią związany. Każde wakacje spędza u niej. Po ogłoszeniu nominacji, w rodzinnym miasteczku nowego sekretarza stanu zabrzmiały wszystkie dzwony. Miejscowy proboszcz podkreśla, że abp Parolin, mimo ogromnej kariery, jaką zrobił w Kościele, pozostał bardzo skromnym człowiekiem. Pietro, mając 14 lat, wstąpił do niższego seminarium.

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1980 r., po ukończeniu filozofii i teologii. Przez dwa lata był wikarym, a następnie studiował prawo kanoniczne w Rzymie i zdobywał szlify w prestiżowej Papieskiej Akademii Kościelnej, przygotowującej do służby dyplomatycznej. Jego mistrzem i nauczycielem był tam kard. Agostino Casaroli, sekretarz stanu za Jana Pawła II, twórca słynnej Ostpolitik (polityki wschodniej Watykanu). Funkcjonowania Kościoła w relacji ze światem uczył się także od innych wybitnych postaci, m.in. kardynałów Achille Silvestriniego, Jeana-Louisa Taurana i Angelo Sodano. Po studiach pracował w przedstawicielstwach papieskich w Nigerii i Meksyku.

Człowiek do zadań specjalnych

W 1992 r. trafił do Watykanu. Ściągnął go tam ówczesny sekretarz ds. relacji z państwami, czyli minister spraw zagranicznych Watykanu. – Zrobiłem to, ponieważ wyróżniał się ogromną lojalnością i wielką troską o swe kapłaństwo, co w pracy dyplomatycznej bywa zaniedbywane. Był uprzejmy, dyskretny i niezwykle pracowity. Nigdy nie zatrzymywał się na tym, co powierzchowne, ale studiował dogłębnie powierzone mu kwestie. Szanował ludzi i był powszechnie lubiany – mówi kard. Tauran, dodając, że Parolin przy boku Franciszka to doskonały wybór. Po 10 latach pracy w watykańskim sekretariacie Jan Paweł II mianował ks. Parolina wiceministrem spraw zagranicznych Watykanu. Zajmował się trudnymi stosunkami z Wietnamem i Chinami. Wielokrotnie podróżował do tych krajów i prowadził rozmowy z komunistycznymi władzami, które prześladują chrześcijan, łamiąc wolność sumienia i wyznania. Niełatwym polem była też dla niego praca nuncjusza apostolskiego w Wenezueli. Gdy zaczynał, prezydentem był wrogo nastawiony do Kościoła i Watykanu Hugo Chavez. Potem nadszedł czas niepokojów społecznych i towarzyszącej im fali przemocy po przejęciu władzy przez bliskiego współpracownika zmarłego prezydenta Nicolasa Maduro. Abp Parolin towarzyszył mu w czasie jego czerwcowej wizyty w Watykanie. To właśnie wówczas Franciszek miał zaprosić nuncjusza na rozmowę w cztery oczy i wyjawić mu swe plany wobec niego. Znali się od lat i cenili. Decyzja w papieżu dojrzewała jednak powoli, ponieważ – jak sam kiedyś wyznał – jego szybkie decyzje najczęściej okazywały się niewłaściwe, dlatego nauczony doświadczeniem, teraz daje sobie czas do namysłu. Kluczowe decyzje Franciszek podejmuje osobiście, biorąc pod uwagę głos zaufanych mu ludzi. Charakterystyczne jest to, że „przecieki” pojawiają się dopiero wówczas, gdy sam na to przyzwoli.

Koniec ery Bertonego

Na stanowisku sekretarza stanu abp Pietro Parolin zastąpi kard. Tarcisio Bertonego, który przestanie być „premierem Watykanu” 15 października. Bez wątpienia czas, gdy był on watykańskim sekretarzem stanu nie należał do najłatwiejszych. Od początku zarzucano mu brak doświadczenia dyplomatycznego. Był arcybiskupem Genui, gdy Benedykt XVI uczynił go „watykańskim numerem dwa”. Przez długie lata pracowali razem, darząc się sympatią i zaufaniem, w Kongregacji Nauki Wiary. Kard. Ratzinger był jej prefektem, a kard. Bertone sekretarzem. Od początku nie wystartował dobrze. Zaczęło się w 2006 r. od słynnej wpadki papieża podczas wykładu ratyzbońskiego, która wywołała falę oburzenia w świecie muzułmańskim. Potem było zdjęcie ekskomuniki z negującego Holocaust lefebrysty bp. Richarda Williamsona i afera Vatileaks związana z wyciekiem dokumentów z papieskiego biurka. Za jego czasów zaczęto oskarżać Watykan o zamiatanie pod dywan skandali związanych z pedofilią w Kościele.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Ajja
    14.10.2013 14:14

    Od Kościoła oblężonego, mającego tysiące problemów, a nawet trochę chorego, przeszliśmy do Kościoła otwartego, żyjącego z nową energią.
    "Co tam gangrena - przyperfumujemy i będzie dobrze!"


    "Za jego czasów zaczęto oskarżać Watykan o zamiatanie pod dywan skandali związanych z pedofilią w Kościele".
    Nie nie nie. Za Benedykta zaczęto właśnie realne działania przeciw zboczeńcom. O zamiataniu pod dywan mówiono jeszcze za czasów Wielkiego Pontyfikatu. Zaniedbania poprzednich dziesięcioleci zwaliły się na głowę Benedyktowi, który był pewnym środowiskom niewygodny, więc rzucano mu kłody pod nogi przy każdej okazji.

    Zaczęło się w 2006 r. od słynnej wpadki papieża podczas wykładu ratyzbońskiego, która wywołała falę oburzenia w świecie muzułmańskim.

    To nie była żadna wpadka. Benedykt przytaczał pewne poglądy i z nimi polemizował. Że pieniacze nie zadali sobie trudu, by go zrozumieć, to z wykładu zrobili aferę.


    Przy sprawie bp. Williamsona medialna nagonka też była kompletnie oderwana od realnej sytuacji. To logiczne, że jeśli dekret o ekskomunice w tym samym stopniu dotyczył 4 biskupów, to i jego zniesienie powinno w tym samym stopniu dotyczyć tych samych osób. Nie pojmuję, jak Kościół mógł dopuścić, by w sprawie dotyczącej katolików(ekskomunika za przyjęcie sakry biskupiej bez mandatu biskupiego) cokolwiek mieli do powiedzenia rabini.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    1°C Wtorek
    wieczór
    0°C Środa
    noc
    1°C Środa
    rano
    4°C Środa
    dzień
    wiecej »

    Reklama