wiara.pl

info

 

Tomasz Węcławski pod lupą teologów

Dziennik/a.

dodane 2008-01-31 05:06

siążki prof. Tomasza Węcławskiego mają zostać poddane ocenie ekspertów od teologii. Będą oni sprawdzać, czy nie znajdują się w nich tezy sprzeczne z nauczaniem Kościoła katolickiego - napisał Dziennik.

Z takim wnioskiem wystąpił ks. prof. Paweł Bortkiewicz, dziekan wydziału .teologicznego poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza, gdzie Tomasz Węcławski wykładał. Jego teksty mieliby ocenić teologowie spoza UAM, m.in. z Warszawy i z Opola.

Decyzja dziekana jest podyktowana odejściem Węcławskiego z Kościoła. Niespełna rok wcześniej zrzekł się kapłaństwa. Jednak tym, co przesądziło o propozycji ekspertyzy jest kwestionowanie przez Węcławskiego jednego z dogmatów wiary - boskości Jezusa Chrystusa. Węcławski, z którym rozmawialiśmy wczoraj, nie chciał komentować wniosku o zweryfikowanie jego książek.

A pod lupę ekspertów ma być wzięta m.in. książka „Elementy chrystologii” wydana w 1988 r., z której korzystają też studenci. Przez dwadzieścia lat ta publikacja nie budziła żadnych kontrowersji.

Ksiądz profesor Bortkiewicz przyznaje w rozmowie z Dziennikiem, że wypowiedzi Tomasza Węcławskiego od pewnego czasu budziły jego wątpliwości.

- Mam tu na myśli na przykład zakończenie trzeciego tomu jego książki „Królowanie Boga”. Zaproponował tam moim zdaniem alternatywne do chrześcijaństwa wyznanie wiary. Wzywał do życia tak, jakby śmierci nie było, nie wspominając nic o zmartwychwstaniu - mówi dziekan. Podkreśla jednak, że nie ma mowy o jakichkolwiek zakazach korzystania z książek Tomasza Węcławskiego na uczelni, ani o wycofywaniu ich z wydziałowej biblioteki. - Nie będziemy ich palić, ani zamykać w szafach pancernych - zapewnia.

Czy znajdą się chętni do zrecenzowania twórczości teologa apostaty?

- To na pewno byłoby ciekawe przedsięwzięcie - przyznaje ks. dr hab. Zbigniew Kubacki, prodziekan Papieskiego Wydziału Teologicznego Bobolanum w Warszawie. On sam jednak by się czegoś takiego nie podjął.

- Gdybym miał to zrobić uczciwie i w sposób akademicki, musiałbym mieć na to bardzo dużo czasu i dobrze znać język niemiecki, bo profesor Węcławski korzysta z niemieckich źródeł - mówi ks. dr hab. Kubacki. I dodaje, że chętnie zostałby promotorem pracy, w której doktorant zbadałby motywy, jakimi się człowiek kieruje, odchodząc od Kościoła.
«« | « | 1 | » | »»

Wykop Sfora

Przeczytaj komentarze | 4 | Dodaj swój komentarz »

Najwyżej oceniane:

- + Ocena: 0 Głosów: 0 pallotyn 2008-02-06 17:20
Niezalogowany użytkownik Gdyby posłuchano i uważnie wzięto pod uwagę opinię "dorobku naukowego" byłego ks. Węcławskiego w 1998 roku, której na prośbę UKSW w WARSZAWIE, a wtedy ATK, dokonał ks. prof Lucjan Balter to dziś uczelnia w Poznaniu nie miała by jakichkolwiek problemów moralnych jak i same UKSW w Warszawie, tylko wtedy obie uczelnie wolały milczeć i opinia prawdziwego profesora trafiła do szuflady, a o recenzję poproszono innego profesora, który Węcławskiemu wystawił superopinię wielkiego teologa...
- + Ocena: 0 Głosów: 0 Stanisław M. 2008-02-01 22:04
Niezalogowany użytkownik Joanna: Oczywiście, "kazdy ma swoje sumienie i relacje z P. Bogiem" - dopóki siedzi sobie w domowym zaciszu lub na bezludnej wyspie. Gdy się natomiast wchodzi w społeczne życie to podejmowane działania, choćby to były tylko głoszenie poglądów, przestają być sprawą prywatną.

W akademickich dyskusjach można sfalsyfikować każdy dogmat, każdą wartość, by zobaczyć dokąd ta negacja zaprowadzi. W pracy naukowej, taki zabieg to standard. Odrzucać zastane pewniki. Ale potem jest kolejny etap, konfrontacja wyniku z realnością.
W myślowej grze można zaprzeczyć istnieniu grawitacji, ale potem jest chwila prawdy, trzeba stanąć na parapecie dziesięciopiętrowca - i sprawdzić. Najlepiej na sobie. Węcławski to uczynił. To jego wybór.

Węcławski, w swoich umysłowych saltach się zagubił, tak mu się myśli skłębiły, że wreszcie pomyliły mu się aksjomaty z wnioskami. Zdarza się.

Zgadza się, dopóki to czynił sam dla siebie, to była sprawa jego i jego Boga. Tak się jednak złożyło, nieszczęśliwie dla niego, ale nie tylko jak widać po skutkach, że był wykładowcą uczelni. A zdaniem wykładowcy nie jest epatowanie uczniaków głebią swoich przemyśleń (co wcale nie jest zabronione), lecz przekazanie pewnego pensum wiedzy - takiego, które konstytucja uczelni uważa za niezbędne dla rozwoju uczniów.
W tym momencie głoszone poglady przestają być prywatną sprawą sumienia wykładowcy i jego relacji z Bogiem, a stają się przedmiotem jego obowiązków w stosunku do zatrudniającej go szkoły i obowiązków w stosunku do uczniów, którzy mają prawo oczekiwać najlepszej i sprawdzonej wiedzy. W przypadku uczelni katolickiej - wiedzy zgodnej z nauczaniem Kościoła.

Jeśli wykładowca jest uczciwy, potrafi rozdzielić swoje prywatne poglądy od poglądów stanowiących pewien kanon bez uszczerbku dla jednych i dla drugich. Pierwsze będzie przede wszystkim prezentował w swojej publicystyce, na naukowych sympozjach tam je konfrontował z innymi, również z tym kanonem sugerując np. jego zmianę, a drugie - na wykładach, z nich rozliczał powierzonych mu uczniów. Tak jest w każdej dziedzinie nauki i nie ma żadnego powodu by teologia była jakimś wyjątkiem. Tak jest w astrofizyce lub biologii, gdzie jest multum teorii i hipotez, ale studentów uczy się tego co jest pewne, z tego rozlicza, ale zarazem nie ukrywa że mogą być inne interpretacje.

W sytuacji jaka jest, ks. prof. Paweł Bortkiewicz ma prawo postulować sprawdzenie, czy treść wykładów i podręczników spełniała zobowiązania Węcławskiego-wykładowcy w stosunku do UAM. Chociażby po to, by jeśli to zobowiąznie było naruszone, to by nie skutkowało to na niewłaściwe uczenie dziś i jutro.
To jest tylko postulat sprawdzenia, to nie jest żaden zarzut, jakaś nagonka na "zdrajcę", jak sugerują Dziennik i inne "wolne" opiniotwórcze media.
- + Ocena: 0 Głosów: 0 joanna 2008-02-01 12:52
Niezalogowany użytkownik Nie przesadzajmy, kazdy ma swoje sumienie i relacje z P. Bogiem.
- + Ocena: 0 Głosów: 0 Stanisław M. 2008-02-01 01:02
Niezalogowany użytkownik "musiałbym mieć na to bardzo dużo czasu i dobrze znać język niemiecki". Tak to jest z ekspertami, gdy ich drogi nie obserwuje się na bieżąco, gdy polega się tylko na cudzych opiniach - też "ekspertów".
Tak to jest z ekspertami - można im tylko ufać.
A gdy zawiodą zaufanie? Budzimy się w piekle.

wszystkie komentarze >

Pobieranie...
  $ USD 2,8449
  EUR 3,9010
  Fr CHF 2,6830
  £ GBP 4,2793