| $ | USD | 3,1703 | |
| € | EUR | 4,2048 | |
| Fr | CHF | 3,4752 | |
| £ | GBP | 5,0216 |
dodane 2008-01-31 05:43
Nasz Dziennik/a.
Trwa rozpoczęta przez Stolicę Apostolską kampania, mająca przekonać przywódców poszczególnych państw do poparcia na forum ONZ moratorium na wykonywanie aborcji. Inicjatywa, która zrodziła się we Włoszech, zdobywa zwolenników wśród różnych ludzi, także niewierzących - napisał Nasz Dziennik.
Inicjatywę, aby moratorium w sprawie kary śmierci rozszerzyć na zabijanie dzieci poczętych, poparł Lenin Raghavarshi, indyjski ateista i laureat Nagrody Gwangju za walkę o prawa człowieka. W wywiadzie dla "Asia News" Raghavarshi powiedział, że to skandaliczne i absurdalne sugerować, iż aborcja rozwiąże problem głodu na świecie, ponieważ - jak twierdzą jej zwolennicy - pozwala ona kontrolować przyrost naturalny. Jego zdaniem, argumentacja ONZ, że przeludnienie stanowi największe zagrożenie dla zdrowia narodu, nie ma przełożenia na rzeczywistość. - Aby wyeliminować głód, ubóstwo i nieszczęścia świat, powinien przede wszystkim jak najszybciej przyjrzeć się społeczno-ekonomicznym i politycznym kwestiom - ocenił. Raghavarshi identyfikuje globalne naciski w kierunku zalegalizowania aborcji z agendą służącą interesom ponadnarodowych korporacji, kosztem ubogich i bezbronnych. - Malthus wypromował teorię, że główne problemy świata, takie jak ubóstwo oraz inne znajdujące się na marginesie sytuacje uwłaczające ludzkiej godności, zależą od liczebności ludzkiej populacji, lecz jest to z gruntu fałszywy wymysł, niepoparty żadnymi dowodami naukowymi - oświadczył. Zwrócił przy tym uwagę, że proaborcyjną propagandę wykorzystują liczne międzynarodowe koncerny w celu czerpania zysków z oferowanych przez siebie produktów.
Przeczytaj komentarze | 4 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Dzięki za komentarz. Zgadzam się z Tobą, dlatego dałam mój wstęp i jasne określenie poglądu na moratorium przed cytatem z blogu. Opowieści o babci nie biorę do siebie, bo nigdy nie protestowałam, mówiąc standardowym przykładem :), "przeciwko budowie kościoła, gdy tyle jest głodujących". Może nie do końca mnie zrozumiałeś. Ja tylko chciałam zwrócić uwagę, że niektórzy (nie uogólniam) gotowi są jechać na demonstrację z Warszawy do Paryża w obronie życia poczętego (i chwałą im za to), ale za zupełnie naturalne uznają, że dziecko musi do tego Paryża na operację lecieć za pieniądze zebrane od ludzi. Chciałam tylko zwrócić uwagę na problem, bo ja się na to nie godzę. Po prostu jestem konsekwentna. Jeśli uważam, że aborcja jest zabijaniem, a szczególnym odrażającym jej przejawem jest zabijanie ze względu na status materialny rodziców, to takim samym odrażającym dla mnie czynem jest odmowa operacji czy lekarstw ze względu na to, że rodzice są biedni. Tyle i tylko tyle było w moim poście.
Pozdrawiam serdecznie.
Bo gdyby tak zacząć porównywać, to czym się różni wspomniane dziecko wymagające leczenia za 110 tys. od tysiecy dzieci ginących z głodu, chorób lub wskutek zabójstwa gdzieś w Afryce - ostatnio głośnej Kenii, ale też w Czadzie w obozach uchodźców z sudańskiego Dar Furu, na Sahelu kamieniejącym z suszy? Ale przecież nie tylko w Afryce, w favelach miast Brazylii i bogatych przecież USA.
Czy nam, "chrześcijanom" winno to być obojętne?
Rzeczywiście wszyscy, może nie do końca proporcjonalnie do możliwości ale płacimy podatki i niby mamy prawo od państwa wymagać. Wymagać by te pieniądze nie były malwersowane, nie były marnowane na zbędne wydatki, by ratowały i chroniły i to życie narodzone i nienarodzone. Tak się jednak dziwnie składa, że ci których demokratycznie powołujemy do zarządzania tym naszym podatkowym dobrem, gdy już władzy sięgną, błyskawicznie się emancypują. Zaczynają wiedzieć lepiej co dla nas dobre. I nie ograniczają sie tylko do wiedzy, ale tę wiedzę wcielają w codziennej praktyce. I do kogo tu mieć pretensje? Do najdoskonalszego z ustrojów - Demokracji, czy raczej do samych siebie, że głupio wybieramy?
Do kogo należy mieć pretensje, że taka rzesza omamionych cudem liberalnej Irlandii, odrzuciła "socjalizm" poprzedników i "zrobiła sobie (czyli nam wszystkim) dobrze"?
Proszę wybaczyć, ale ta argumentacja przypomina mi argumentację słyszaną w czasach stanowojennych niedoborów rynkowych. Mijają się na ulicy babcia-emerytka i ktoś prowadzący wilczura. I babcia komentuje: Ależ to bydlę musi żreć, a dzieci głodują. Pozornie ma rację. Nie bierze tylko pod uwagę, że właściciel(ka) tego psa: sobie odejmuje od ust by go wyżywić, że karmi go odpadkami na których widok obruszona krytykantka z odrazą wzrok by odwracała. Nie bierze pod uwagę, że swoimi słowami krzywdzi tego właściciela, bo niby co ma zrobić z tym zwierzęciem, skoro już jest, zarąbać je i mięso podarować głodujacym?
Obruszać się łatwo. Ale nic z tego nie wynika. Taki jest los człowieka. Są sprawy na które wpływu się nie ma.
Proszę mnie źle nie rozumieć, nikogo z niczego nie usprawiedliwiam. Każdy ma swoje sumienie i swoje możliwości wpływu, i z tego będzie kiedyś rozliczony. Takie mam przekonanie.
Z równą energią musimy jednak troszczyć się o życie narodzone, by przekonać nieprzekonanych, ze cenimy, szanujemy i kochamy również życie człowieka narodzonego. Napisałam o tym w swoim blogu. Pozwolę sobie przytoczyć fragmenty, ponieważ jak dotąd nikt nie próbował nawet dyskutować z moimi poglądami i wyjaśnić moje wątpliwości, a one wciąż nie dają mi spokoju.
"13 września 2007r. napisałam:
Od dłuższego czasu męczy mnie pewien problem. Jak o nim zapominam, to wystarczy, że wezmę do ręki którąś z gazet, natychmiast wraca, kiedy czytam, że jakieś dziecko w Polsce nie może być rehabilitowane, bo rodzice nie mają pieniędzy. Pół biedy, jeśli to chodzi tylko o rehabilitację, bo ten problem można rozwiązać. Gorzej, gdy w grę wchodzi operacja, która ma uratować dziecku życie. Ostatnio Fakty TVN przedstawiły prośbę rodziców małej Oli, której życie można uratować jedynie jak najszybszą operacją. Rodzice muszą zebrać, bagatela – sto dziesięć tysięcy!
Ja tu czegoś nie rozumiem? Może jestem niedoinformowana. Może mi to ktoś wyjaśnić?!
Rozpętała się burza o zapis w Konstytucji chroniący życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Teraz awantura o religię i etykę.
Jest Konwencja Praw Dziecka, którą Polska ratyfikowała i ma obowiązek chronić życie dziecka. Jest Rzecznik Praw Dziecka. Jest też Rzecznik Praw Obywatelskich., który ostatnio jest mocno zapracowany; pisze listy do Przeora Jasnej Góry, pisze do Episkopatu w trosce o właściwy poziom lekcji religii. O problemie dyskutują w każdej gazecie. Ale czy ktoś czytał artykuł przypominający, że mała Ola ma PRAWO do życia, a więc do operacji bez względu na koszty?!
Myślę tak o tym szorując w zmywaku przepalony garnek i zastanawiam się; kupić nowy czy doszorować, a pieniądze przesłać na konto któregoś dziecka…tylko którego?
Mamy usta pełne frazesów na temat dobrego wychowania, rodziny, a nie umiemy upomnieć się o dzieci, które mają prawo do życia!
Ja również czuję się winna, bo czuję się bezradna. Może ktoś ma jakiś dobry pomysł, całym sercem się zaangażuję.
I nie chodzi mi tu bynajmniej o założenie kolejnej fundacji. Uważam, że płacimy podatki również po to, by rodzice chorych dzieci nie musieli błagać o pomoc, by ją otrzymali zgodnie z deklaracjami już nie tylko naszej Konstytucji, ale również prawa międzynarodowego. Czy dużo żądam?"
No właśnie, czy dużo jako obywatel Polski i Unii Europejskiej, bardzo dużo żądam? Wciąż nie umiem sobie na to pytanie odpowiedzieć.
wszystkie komentarze >