Nic o nas bez nas (debata)
Joanna Kociszewska
dodane 2008-02-12 11:48
Gdyby debata składała się tylko z pierwszej części, wniosek byłby
jednoznaczny: dialog się toczy, a ci co chcą więcej, nie rozumieją Kościoła.
Ale była też druga część, która zupełnie ten obraz zmieniła.
Kilkugodzinnej debaty o dialogu w Kościele, jaka odbyła się w sobotę 9 lutego w klasztorze o. Dominikanów na warszawskiej Starówce nie da się streścić w kilku zdaniach. Poruszono wiele problemów, ale chyba bardziej pouczające było dla mnie to, jak to spotkanie wyglądało.
W pierwszej części – prowadzonej przez Annę Gruszecką, dziennikarkę PR, uczestniczyli: s. dr hab. Barbara Chyrowicz, SSpS, filozof, etyk, profesor KUL; ks. Józef Kloch, rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski, współtwórca portalu Opoka; Alina Petrowa-Wasilewicz, przewodnicząca Krajowej Rady Katolików Świeckich, dziennikarka KAI i telewizji Puls oraz ks. Piotr Sadkiewicz, uhonorowany w 2005 r. tytułem Proboszcza Roku.
W drugiej – prowadzonej przez o. Macieja Kośca, OP, uczestniczyli ponownie Alina Petrowa-Wasilewicz i ks. Józef Kloch oraz Paweł Milcarek (filozof, historyk, redaktor naczelny dwumiesięcznika Christianitas) i Adam Szostkiewicz – dziennikarz obecnie pracujący w Polityce, tłumacz literatury anglojęzycznej.
Prowadząca pierwszą część najwyraźniej przyjęła na siebie stanowisko „adwokata diabła”, każde pytanie było prowokacją, ale trzeba przyznać, że oddawało w jakiś sposób poglądy tych, którzy sami tego typu pytania rzadko mają okazję zadawać. Gdzie w Ciele Chrystusa jest miejsce na dialog i jak ma wyglądać dialog między ręką a nogą? Czy dialog ma polegać na nauczaniu? Kościół jest instytucją hierarchiczną, czy to oznacza, że są w nim mądrzejsi i głupsi, prowadzący i prowadzeni? Dlaczego to biskupi decydują o grzechu?
Zabawnie było obserwować, że najbardziej jednoznaczne odpowiedzi padały ze strony osoby świeckiej. To z jej ust padło najwyraźniej, że w przypadku prawd wiary dialog się kończy, bo człowiek staje przed tajemnicą, że w Kościele przechowujemy depozyt wiary, że nie jesteśmy właścicielami Prawdy, że to nie biskupi decydują o grzechu, ale odpowiadając na pytania interpretują Objawienie. Sporo mówiono o konsultacjach, które są prowadzone za każdym razem, gdy w jakiejś sprawie ma się pojawić stanowisko biskupów i o udziale w tych konsultacjach jak najbardziej świeckich specjalistów.
Gdyby debata składała się tylko z pierwszej części, wniosek byłby jednoznaczny: dialog się toczy, a ci co chcą więcej, nie rozumieją Kościoła. Ale była też druga część, która zupełnie ten obraz zmieniła. Pierwsze pytanie – skierowane znów do pani Aliny Petrowej-Wasilewicz – było pytaniem o pozytywy. Zamiast pozytywów pojawiły się jednak negatywy. Dialog jest, ale jest słaby – mówiła dziennikarka. – Krajowa Rada Katolików Świeckich składa się z 25 członków i jest ciałem doradczym biskupów. Bardzo dużo pracy jednak nie mamy. Można by to gremium wykorzystać lepiej.
Bardzo często mówi się, że rola katolików świeckich jest i powinna być istotna - mówiła dalej – Nie można jednak nie powiedzieć o postawie księży i biskupów, którą można ująć w słowach „Sami wszystko zrobimy”. Bardziej lubimy mówić o roli świeckich w Kościele, niż wskazuje na to praktyka.
«« | « |
1
|
2
|
3
|
»
|
»»
Wykop
Sfora
Przeczytaj komentarze | 4 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Chociaż problem jest chyba ogólny, nie tylko w Kościele.
Rządzący uważają, ze mają monopol na wiedzę, reszta ma słuchać.
Pytanie tylko, jak długo tak można?
W sytuacji monopolu można wiecznie, a jak monopolu braknie?
Przy braku możliwości rzeczywistego wpływu i dyskusji zaczyna się "dyskusja nogami".
W kraju są to np. masowe wyjazdy, a w Kościele: mniejsza ilość wiernych na mszach, mniejsza liczba powołań. Itp.
Problem polega na tym, iż te debaty poza komentarzami, zapisami i dyskusjami w wąskim gronie niczego więcej nie rozwiązują.
Są ludzie świeccy, którzy czekają na wołanie: "Chodźcie i współpracujcie, róbcie dobrą robotę", po czym, wszystko wraca do notmy, tj. do zamknięcia się we własnym gronie i dalsze dyskutowanie: "Co by tu zrobić, żeby coś ruszyć".
Niejednokrotnie padały słowa, decyzje o aktywizacji świeckich, o dzialaniach wzmagających poczyniania świeckich i parafii, i co? Ano pozostaje bez zmian.
Problemem w decyzyjności i aktywizacji różnych grup polega na tym, iż jeszcze nie nastąpiła odwilż i wiosenny wiatr dla chętnych. Poza dobrymi hasłami i zadaniami, teoretycznie skierowanymi do wszystkich, nie dzieje się nic.
A chciało bysię realizować piękne programy zapowiadane z różnych okazji, a to na nowy rok Kościelny, a to na Wielki Post...
Tylko z kim, pod jakim przewodnictwem??
A poważnie - może nie jest najgorzej, ale jeśli nie znajdą, jak długo będą szukać? I gdzie mają szukać?
Czy nie dochodzi czasem do takich sytuacji, że księża wybiegli w świat, by szukać ludzi, a ludzie przybiegli na parafię, by szukać księdza, i go nie znaleźli?
Dopóki jeszcze jedni i drudzy mają chęć sie szuka nie jest tak całkiem źle:)
wszystkie komentarze >