Uczucia ateistów

Przeczytałem wypowiedź uczestnika internetowej dyskusji, który żądał, aby jego uczucia - jako ateisty - szanowane były na równi z uczuciami wierzących. Uświadomiłem sobie, że to absurdalne stwierdzenie, które nosi pozór oczywistości, traktowane jest współcześnie jako norma społeczna - pisze w Rzeczpospolitej Bronisław Wildstein.

Reklama

Dalej w komentarzu publicysty Rzeczpospolitej czytamy: Wierzenia obywateli, jeśli tylko mieszczą się w porządku prawnym, nie powinny się stawać przyczyną prześladowania. Jakie są jednak religijne przekonania ateisty, który deklaruje brak takich przekonań? Wydawałoby się, że państwo wywiązuje się ze swoich obowiązków, jeśli broni go przed poniżaniem, dyskryminacją i nawracaniem na siłę. Tymczasem ateiści domagają się od państwa zdecydowanie więcej. Obrażać ma ich obecność religii w przestrzeni publicznej. Dlaczego osoby, które nie wierzą, czują się obrażone publiczną manifestacją wiary? Obserwując "religijne przesądy", powinny czuć co najwyżej intelektualną wyższość. Wycofanie religii z przestrzeni publicznej ma jakoby chronić osoby niewierzące przed dyskryminacją, jaka jest ich udziałem jako tych, którzy w religii nie uczestniczą. Jeśli jednak przyjmiemy tę logikę, to zakazać powinniśmy manifestacji patriotycznych jako krzywdzących osoby, które patriotami się nie czują. Każda kultura, którą znamy, posiada korzenie religijne. Czy dyskomfort ateistów ukoiłoby dopiero radykalne ocenzurowanie kultury? W rzeczywistości ateizm przekształcił się od jakiegoś czasu – zresztą ten potencjał miał w sobie od początku – w agresywną antyreligię. Jako taki dąży do eliminacji religii. Nie propaguje neutralnej przestrzeni publicznej, ale świat bez religii. Jest chyba najbardziej nietolerancyjnym wierzeniem współczesnego Zachodu. W preambule do projektu konstytucji europejskiej wyeliminowane zostało odniesienie do chrześcijaństwa jako jednego ze źródeł europejskiej tożsamości. Przyjęcie, że prawda obraża, musi budzić niepokój. Kiedy więc słyszę, że szanować mam uczucia osób niewierzących, zastanawiam się, czy nie chodzi o to, abym szanował ich brak szacunku dla uczuć religijnych.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • Rola
    06.05.2008 10:44
    Panie Wildstein - jak zwykle Pańska filozofia jest ogromnie naciągana, aż nie przystoi. O co chodzi ateistom? O to, żeby np prymas, który nie wie co to jest być rodzicem, rodzicom prawdziwym nie narzucał swojego stanowiska. To tylko przykład. Jestem ateistą od szkolnych lat, a początek mojemu ateizmowi dał mój idol - ksiądz wikary, uchodzący w mieście za uosobienie świętości, kiedy próbował mnie, 12-letniego wtedy ministranta, łapać na osobności nie tam gdzie trzeba. Gdy opowiedziałem o tym rodzicom, dostałem od ojca potężne lanie za obrażanie... pana Boga.
    Proszę nie twierdzić, że to jednostkowe przypadki, że na ich podstawie nie można uogólniać. W Ameryce też tak mówiono.
    A co do ateistów. Kiedyś ostro (nie mnie - drugiej stronie wysiadały nerwy) rozmawiałem z uchodzącym za afisz katolicyzmu (taki mniejszego wymiaru poseł Cymański) znajomym o mojej "haniebnej" moralności, a konkretnie o moim od ponad dwudziestu lat wyłącznie cywilnym małżeństwie. Zapytałem wtedy owego pana: - Odpowiedz, ale szczerze - ile razy dałeś po gębie swojej żonie? _No, góra dwa, najwyżej trzy razy... - zakomunikował zadowolony.- A ty? - zapytał. - A ja ani razu...
    I na tym panie Wildstein sprawa polega. Panu Bogu nie zależy żeby ludzie klepali paciorki na pokaz, ale żeby byli dobrzy dla innych. I taka jest moja "ateistyczna" religia. Jako wyznawca tej "religii" nigdy nie miałbym sumienia wyrządzić ogromnej krzywdy ludziom bez sprawdzenia czy faktycznie na to zasługują. Lista Wildsteina, z której był Pan tak dumny, świadczy - niestety - przeciw nie religii, ale takim jak Pan jej apostołom.
  • Viator
    06.05.2008 11:17
    Pan Wildstein nie jest moim idolem i często z jego poglądami się nie zgadzam. Tym razem - chyba podobnie jak Marek - podpisuję się pod nimi obiema rękami. Chrześcijanie żydzi czy muzułmanie nie domagają się, by inni ukrywali swoje praktyki religijne i swoje przekonania. Jako tako zawsze się dogadują. Ateistom przeszkadza sama obecność wierzących. Tak rzeczywiście jest.
  • Paweł
    06.05.2008 13:41
    Panie Wildstein, kapitalnie, rewelacja. Potrzeba mówić jak świat wygląda. Dziekuje!
  • Kwiryniusz
    07.05.2008 00:57
    Tak, zgadzam się w 100% z pane Wildsteinem (bez względu na to, jak starozakonnie brzmi jego nazwisko).

    Zastanawia mnie tylko jedena maleńka sprawa, otóż: jak 'manifestacja homoseksualizmu' moze obrażać 'uczucia religijne' albo 'heteroseksualizm'?

    aż pozwolę sobie na parafrazę: "dlaczego osoby które 'wierzą', czują się obrażone publiczną manifestacją (nie)wiary"?
    dlaczego osoby (podobno) heteroseksualne czuja sie obrażone publiczną manifestacja osób homoseksualnych? Powinny najwyżej czuc 'moralną wyższość'. etc, etc.

    Czy w rozumowanie pana Bronka nie wkradł sie jakiś koszmarny 'kalizm'?

    Podsumowując: Pan Bronek, jako przykładny Katolik wyznaje sienkiwiczowska zasadę 'źle jest wtedy, kiedy Kalemu ukraść krowę, a dobrze wtedy, jak Kali ukraść krowe'.

    Cóz, jaka religia, taka moralność. W końcu 'po owocach ich poznacie'.
    I mysle, że to w doskonały sposób odpowiada na zadane przez pana Bronka pytanie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    13°C Czwartek
    rano
    17°C Czwartek
    dzień
    18°C Czwartek
    wieczór
    14°C Piątek
    noc
    wiecej »

    Reklama