Sukces feminizmu: masowa prostytucja

W Niemczech rodzi się silna opozycja przeciw działającej od ponad 11 lat ustawie legalizującej prostytucję.

Reklama

Szampana! – po przegłosowaniu pamiętnej ustawy trzy roześmiane kobiety w otoczeniu kamer świętowały z kieliszkami w ręku swój sukces. Wszystkie trzy były zdeklarowanymi feministkami. Christine Bergmann z SPD (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec), ówczesna minister ds. rodziny, Kerstin Müller – parlamentarna liderka partii Zielonych i Felicitas Weigmann (dzisiaj Schirow) – szefowa jednego z największych berlińskich burdeli. Celebrowały fakt, że w Niemczech mężczyźni mogli odtąd korzystać z biznesu seksu bez żadnych skrupułów. Powodem wprowadzenia ustawy o legalizacji prostytucji był postulat „poprawy warunków pracy prostytutek”, zapewnienie im ochrony socjalnej i prawnej oraz wyeliminowanie mafii z zarządzania tym interesem. Feministki podnosiły swój główny argument, mówiący, że kobieta ma prawo do decydowania o swoim ciele. Ten sam, który forsowały w czasie kampanii na rzecz prawa do aborcji. Zieloni traktowali nową ustawę jako polityczne zwycięstwo swej ideologii „wolności i równości bez granic”, a ich koalicyjni partnerzy z SPD podkreślali, że wprowadzi ona prawdziwie niemiecki, przejrzysty „ordnung” w nadużycia seksbiznesu. Po latach funkcjonowania ustawy żaden z deklarowanych „pragmatycznych” celów nie został osiągnięty. Wprost przeciwnie: wszystkie negatywne zjawiska związane z nierządem poszerzają swój zasięg.

Ciemna statystyka

Ustawodawcy przekonywali, że zadeklarowanie prostytucji jako normalnego zawodu pozwoli kobietom „godnie” wykonywać swoją „pracę”, a jawność zniweluje „hipokryzję”. No to weźmy statystyki z roku 2012. Otóż według oficjalnych danych, w Niemczech były 44 osoby parające się sprzedażą własnego ciała: 40 kobiet i 4 mężczyzn deklarowało swoje zajęcie w urzędach. Wziąwszy pod uwagę, że w samej stolicy Niemiec funkcjonuje ponad 500 całkowicie legalnych burdeli, władze podają na ogół szacunkową liczbę około 200 tysięcy prostytutek. Jednak policyjne dane cząstkowe z poszczególnych miast każą instytucjom naukowym podawać liczby dużo wyższe – 400–700 tysięcy i więcej. Tak czy inaczej, większość badaczy zgadza się, że od wprowadzenia ustawy zjawisko wzrosło o co najmniej 300 proc. Sam seksbiznes chwali się, że niemieckie burdele odwiedza już ponad milion mężczyzn dziennie. Jego przychody osiągnęły w ubiegłym roku 14,5 mld euro. To – dla porównania – o połowę więcej niż dochody polskiego budżetu z podatku PIT. Z tej finansowej potęgi po części korzystają też państwo niemieckie, które przyjęło na siebie rolę sutenera, ale przede wszystkim międzynarodowe mafie, trudniące się bieżącym zarządzaniem swoimi sieciami i przemytem kobiet. Ustawa radykalnie zmieniła skład narodowościowy niemieckiego „cechu prostytutek”. Przed legalizacją w seksbiznesie olbrzymią większość stanowiły Niemki. Dziś ocenia się, że pozostało ich 20–35 procent. To rezultat zorganizowanego przemytu młodych dziewcząt z zagranicy, głównie z Rumunii i Bułgarii, ale również z Czech i Polski. W Niemczech sutenerzy rejestrują je czasem jako masażystki lub recepcjonistki, ale najczęściej każe się im pracować na czarno, w niewolniczych warunkach. Ustawa faworyzuje nie kobiety, lecz alfonsów. Stali się „normalnymi przedsiębiorcami”, co znacznie ograniczyło ryzyko policyjnych nalotów. W imię wolności gospodarczej zostali obdarzeni przywilejami. W Niemczech, by otworzyć budkę z kanapkami, trzeba zapewnić podstawowe normy sanitarne. Jedyny wymóg dla właściciela burdelu to zgłoszenie daty rozpoczęcia działalności. Sutener może być ukarany tylko w wypadku nadużyć finansowych, jeśli np. pobiera ponad połowę dochodów prostytutki, ale tego praktycznie nigdy nie da się udowodnić. Seksbiznes jest jedyną branżą w Niemczech, w której przez wszystkie lata obowiązywania ustawy nie doszło do ani jednej sprawy sądowej, w której podwładna odważyłaby się ścigać swego „pracodawcę” za nieuczciwą wypłatę. Pozycja sutenerów wzrosła jak nigdy przedtem, mówienie o „prawach pracowniczych” straciło sens

Kobiety na śmietniku

Prostytucja stała się czymś tak banalnym, że telewizja RTL nadaje program, w którym różni specjaliści radzą, jak naprawdę dobrze urządzić burdel i przyciągnąć klientów, zupełnie tak samo, jak w przypadku poprawiania wizerunku podupadłej restauracji. Przedstawia się tam głównie Niemki, kobiety „spełnione”, „uwielbiające swój zawód”, wykonujące go w „miłych warunkach”, które można „jeszcze ulepszyć”. Nie ma większej hipokryzji. Zorganizowany, stały napływ dziewcząt z uboższych krajów spowodował spadek cen. Burdele przyciągają „ryczałtem”. Klient płaci w kasie 70 euro, za które może odbywać wszelkiego rodzaju stosunki z dowolną liczbą kobiet. W efekcie są prostytutki, które przyjmują nawet kilkudziesięciu klientów na dobę. Tak się dzieje w maleńkim, przygranicznym kraju związkowym Saary, gdzie działa dziś 270 burdeli. To często wielopiętrowe bloki. Przyjeżdża tu klientela z całej Europy, ściągnięta na ogół przez biura podróży wyspecjalizowane w „sekswycieczkach” po Niemczech. Ceny bywają już tak niskie, że kilkadziesiąt tysięcy kobiet po prostu mieszka na miejscu, pracując na okrągło, aż do „zużycia”. To „zużycie” nadchodzi coraz szybciej. Rok temu pewne poruszenie wywołał film, na którym widać, jak sutenerzy wyrzucają do wielkiego, ulicznego kubła na śmieci dwie wycieńczone, nagie imigrantki, zmuszone do całonocnej orgii w burdelu. Pijąca niegdyś szampana Kerstin Müller z Zielonych pytana dziś o stosunek do ustawy odpowiedziała, że zajmuje się teraz innymi sprawami.

Mafijne groźby

W maju tego roku „Der Spiegel” w obszernym dossier poświęconym prostytucji zwrócił uwagę na badania prof. Alexa Dehnera z najstarszego w Niemczech uniwersytetu w Heidelbergu. Skompilował on dane ze 150 krajów, w tym z tych nielicznych, w których prostytucja jest legalna. Miał do dyspozycji nie zawsze precyzyjne liczby, jak zawsze wtedy, gdy statystyka dotyczy prostytucji i handlu ludźmi, ale był w stanie obliczyć wyraźną tendencję: w krajach, gdzie prostytucja jest legalna, handel ludźmi jest zdecydowanie częstszy niż gdzie indziej. Już pierwszy raport niemieckiego ministerstwa ds. rodziny na temat działania ustawy, opublikowany dopiero w 2006 roku, przyniósł żałosne konstatacje: legalizacja „nie przyniosła żadnej wymiernej poprawy bezpieczeństwa socjalnego prostytutek” i „nie ma żadnego dowodu”, że ograniczyła przestępczość. Feministki zmieniły front, dziś są przeciw ustawie, podobnie jak wiele środowisk z lewicy i prawicy, domagających się zmiany. Niemcy być może wzmocnią kontrole, ale sama zasada „normalizacji” prostytucji będzie bardzo trudna do obalenia. Z jednej strony siła finansowa seksbiznesu przyczyniła się do powstania potężnego lobby, z drugiej wieloletnia propaganda seksu zrobiła swoje. Rozrost prostytucji, pseudosakralizacja związków homoseksualnych są wynikiem współczesnego konsumeryzmu seksualnego. Masowy nierząd w Niemczech spowodował rozpad tysięcy rodzin. Wiele krajów chciało iść drogą Berlina, ale dziś dąży raczej do ograniczenia tego zjawiska. Niemcy stały się antyprzykładem, największym europejskim burdelem. Papież Franciszek mówił w maju: „Myślę o kobietach, mężczyznach i dzieciach zniewalanych i wyzyskiwanych przez mafie organizujące prostytucję. Nie mogą tego robić, nie mogą redukować ludzi do stanu niewolnictwa. Powinniśmy prosić Pana naszego Jezusa Chrystusa, by mafiozi nawrócili się na wiarę w Boga”. Na początku listopada znany włoski sędzia tropiący mafię Nicola Gratteriego ostrzegł Franciszka, że Ndrangheta, jeden z najbrutalniejszych włoskich „syndykatów zbrodni”, grozi zamachem na jego życie. Mafiozi mają pretensje do papieża, że chce ostatecznie oczyścić bank watykański z podejrzanych kont, założonych przez podstawionych ludzi, służących prawdopodobnie tej organizacji przestępczej. Tak się składa, że Ndrangheta jest podejrzewana o prowadzenie interesów w Niemczech, związanych bezpośrednio z prostytucją.

Nasza sonda: Czy jesteś za legalizacją prostytucji?

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • HM
    24.11.2013 11:11
    Każde zło dokonuje się pod pozorem dobra i właściwie nie ma tu wyjątków. Weźmy choćby przykład komunizmu. Wprowadzano go jako antidotum na wyzysk 19. wiecznego kapitalizmu. Niestety środek okazał się gorszy od choroby.

    Wiele zła dokonuje się poprzez prawo stanowione. Np. aborcję w USA wprowadzano jako rzekomo rozwiązanie wyjątkowe w przypadku zaistnienia gwałtu. Precedensowa sprawa Roe versus Wade miała dotyczyć rzekomego gwałtu i prawa do aborcji w takiej sytuacji. Roe (w rzeczywistości Norma McCorvey) nigdy jednak nie został zgwałcona, a pomimo prawnego dopuszczenia aborcji dziecko urodziła. Za to wyabortowano miliony innych dzieci.

    Tak też jest z ustawami dopuszczającymi pornografię. Najpierw wchodzi w wersji "soft", potem "hard", później staje się wszechobecna, jak choćby w "polskiej" telewizji. Do tego dochodzą zboczenia wszelkiego rodzaju z pedofilią i innymi takimi.

    U nas też pojawiają się głosy domagające się legalizacji narkotyków, ostatnio też prostytucji. Jeśli chodzi o narkotyki, to sprawa wygląda tak, jak z pornografią i legalizacją prostytucji. Np w liberalnej Szwajcarii próbowano dopuścić strefy, gdzie handel i zażywanie narkotyków byłyby legalne. Po paru latach strefy te zamieniły się w bandyckie getta i policja miała wielki problem z ich likwidacją.

    Podobnie było z edukacją seksualną młodzieży w WB. Miała rzekomo przeciwdziałać niechcianym ciążom, szczególnie wśród nastolatek, chorobom wenerycznym itp. Jednak z czasem okazało się, że liczba aborcji zaczęła rosnąć, zaczęła rosnąć liczba ciąż wśród nastolatek, choroby weneryczne zaczęły się masowo rozprzestrzeniać. Odpowiedzią na to była jeszcze wcześniejsza edukacja seksualna i rozdawanie środków antykoncepcyjnych w szkołach. Powstała spirala, której wynikiem jest najwyższy w UE procent aborcji, ciąż wśród nastolatek i zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową, należny do najwyższych na świecie.

    Gdyby od początku powiedziano, o co chodzi, to nikt by na coś takiego się nie zgodził.
  • gut
    25.11.2013 20:48
    Straszne, naprawdę straszne.
  • upside down
    21.12.2013 22:39
    Świat staje na głowie i co więcej udowadnia, że jest to najlepsza, najwygodniejsza i najbardziej ludzka pozycja ....

    Dlaczego normalni ludzie dają się tak ogłupiać?

    Wielu polityków powinno się zamknąć już nawet nie w więzieniu, ale w domach wariatów ze wzmocnionymi nadzorem. Przecież to psychopaci !!!!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    10°C Poniedziałek
    wieczór
    11°C Wtorek
    noc
    11°C Wtorek
    rano
    10°C Wtorek
    dzień
    wiecej »

    Reklama