wiara.pl

info

Orędzie Benedykta XVI na Wielki Post

dodane 2009-02-03 21:56

Radio Watykańskie/jk

Możemy sobie zadać pytanie, jaką wartość i jaki sens ma dla nas, chrześcijan, rezygnacja z czegoś, co samo w sobie jest dobre i pozwala nam żyć - zauważa papież. I wyjaśnia sens postu.

Wydaje się, że w obecnych czasach zmniejszyło się nieco znaczenie duchowe praktyki postu, a stała się ona raczej – w kulturze zdominowanej przez poszukiwanie dobrobytu materialnego – środkiem terapeutycznym wspomagającym pielęgnację własnego ciała. Poszczenie służy oczywiście dobrej kondycji fizycznej, ale dla ludzi wierzących stanowi w pierwszej kolejności “terapię” pomagającą leczyć to wszystko, co uniemożliwia wypełnianie woli Boga. W Konstytucji Apostolskiej Paenitemini z 1966 r., Sługa Boży Paweł VI stwierdził, że należy postrzegać post w kontekście powołania każdego chrześcijanina, który “nie dla siebie (...) żyć winien, ale dla Boga, który go umiłował i za niego wydał samego siebie, żyć też winien dla braci” (por. Rozdz. I). Wielki Post mógłby być dobrą okazją do przypomnienia sobie zasad zawartych w cytowanej Konstytucji Apostolskiej, podnosząc tym samym wartość autentycznego i niezmiennego znaczenia tej pradawnej praktyki pokutnej, która może nam pomóc zadać śmierć naszemu egoizmowi i otworzyć serce na miłość Boga i bliźniego, co stanowi pierwsze i najważniejsze przykazanie nowego Prawa, a zarazem kompendium całej Ewangelii (por. Mt 22, 34-40). Skrupulatne przestrzeganie postu przyczynia się ponadto do nadania osobie – jej ciału i duszy – spójności, co pomaga jej unikać grzechu i wzrastać w zażyłości z Bogiem. Św. Augustyn, który dobrze znał własne złe skłonności i nazywał je “węzłem zawikłanym i splątanym” (Wyznania, II, 10.18), w traktacie o “Użyteczności postu” pisał: “Zadaję sobie wielkie udręki, aby On mi przebaczył, sam siebie karzę, aby On mi pomógł, by znalazł we mnie upodobanie, by zaznać Jego słodyczy” (Sermo 400, 3, 3: PL 40, 708). Odmawianie sobie pokarmu materialnego, który żywi ciało, umacnia wewnętrzną gotowość do słuchania Chrystusa i żywienia się Jego zbawczym słowem. Przez post i modlitwę pozwalamy, by On przychodził i by zaspokajał największy głód, jakiego doświadczamy w naszym wnętrzu: głód i pragnienie Boga. Jednocześnie post pomaga nam uświadomić sobie, w jakiej sytuacji żyje wielu naszych braci. W Pierwszym Liście św. Jan napomina: “Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?” (3, 17). Dobrowolny post pomaga nam naśladować styl Miłosiernego Samarytanina, który pochyla się nad cierpiącym bratem i śpieszy mu z pomocą (por. Enc. Deus caritas est, 15). Nasz wolny wybór, jakim jest rezygnacja z czegoś, aby pomóc innym, w konkretny sposób pokazuje, że bliźni przeżywający trudności nie jest nam obcy. Właśnie po to, by pobudzić do zachowania takiej nacechowanej otwartością i wrażliwością postawy wobec braci, zachęcam parafie i wszystkie inne wspólnoty, żeby w okresie Wielkiego Postu wierni częściej praktykowali post, indywidualnie i wspólnotowo, oddając się ponadto słuchaniu Słowa Bożego, modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Taki właśnie był, od początku, styl życia chrześcijańskiej wspólnoty, w której organizowano specjalne zbiórki (por. 2 Kor 8-9; Rz 15, 25-27), a wierni byli zachęcani do oddawania biednym tego, co dzięki postowi udało się odłożyć (por. Didascalia Ap., V, 20,18). Także dziś należy na nowo odkrywać tę praktykę i do niej zachęcać, przede wszystkim podczas liturgicznego okresu Wielkiego Postu. Z tego, co powiedziałem, jasno wynika, że post jest wartościową praktyką ascetyczną, duchową bronią w walce z wszelkim możliwym, nieuporządkowanym przywiązaniem do nas samych. Dobrowolna rezygnacja z przyjemności, jaką jest jedzenie, i z innych dóbr materialnych pomaga uczniowi Chrystusa panować nad innymi rodzajami głodu osłabionej grzechem pierworodnym natury, którego negatywne skutki odbijają się na całej osobowości człowieka. Do tego też zachęca starożytny liturgiczny hymn wielkopostny: “Utamur ergo parcius, / verbis, cibis et potibus, / somno, iocis et arctius / perstemus in custodia – Ten czas przeżyjmy w skupieniu, krótsze niech będą rozmowy, skromniejsze nasze posiłki, więcej czuwania”. Drodzy bracia i siostry, jak widzimy, post ostatecznie pomaga każdemu z nas – jak pisał Sługa Boży Papież Jan Paweł II – w czynieniu z siebie całkowitego daru dla Boga (por. Enc. Veritatis splendor, 21). Niech zatem Wielki Post posłuży każdej rodzinie i każdej chrześcijańskiej wspólnocie do oddalenia wszystkiego, co rozprasza ducha, i pogłębienia tego, co karmi duszę, otwierając ją na miłość Boga i bliźniego. Myślę szczególnie o intensywniejszej modlitwie, lectio divina, częstszym przystępowaniu do Sakramentu Pojednania oraz aktywnym uczestniczeniu w Eucharystii, a przede wszystkim w niedzielnej Mszy św. Z takim wewnętrznym nastawieniem wejdźmy w pokutny klimat Wielkiego Postu. Niech nam towarzyszy Błogosławiona Dziewica Maryja, Causa nostrae laetitiae, i niech nas wspiera w trudzie wyzwalania serc naszych z niewoli grzechu, by coraz bardziej stawały się “żywym tabernakulum Boga”. Z tymi życzeniami zapewniam o modlitwie, aby każdy wierzący i każda kościelna wspólnota z pożytkiem szli wielkopostną drogą, i z serca udzielam wszystkim Apostolskiego Błogosławieństwa. Watykan, 11 grudnia 2008 Benedykt XVI
«« | « | 1 | 2 | » | »»

Wykop

Przeczytaj komentarze | 1 | Dodaj swój komentarz »

Śledzenie dyskusji...

Najwyżej oceniane:

Ocena: 0 Głosów: 0 Sylwia 2009-02-23 23:06
Niezalogowany użytkownik Dziękuję Papierzowi Benedyktowi XVI za to piękne orędzie. Dodam od siebie, że do niedawna byłam praktycznie już nie wierząca- jak większość obecnie. Wierzę, że to m. in. modlitwy i wyrzeczenia wiernie trwających przy Bogu uratowały mnie. Dlatego nie tylko proszę ale błagam każdego, kto to przeczyta, o modlitwę za bładzących, oddalonych od Jezusa, za zbuntowanych, wierzących tylko w potęgę swojego umysłu, rozumu, mylnie sądzących, że nie potrzeba im Boga lub szukających sensu w nowym ruchu tzw. new age (który jest zgubą dla naszej duszy). Bóg jest MIŁOśCIĄ, Miłosierdziem, Pan jest dobry dla szukających Go. Ja sama jestem słaba i potrzebuję również waszej modlitwy, choćby najkrótszego akty strzelistego. Potrzebuje tego szczególnie moja rodzina, modlitwy o łaskę nawrócenia. BÓG ZAPLAĆ za każdą modlitwę.
Pamietajmy, że gdy traktujemy Boga jako żywego, gdy modląc zwracamy się do niego jak do naprawdę kogoś kto jest, żyje, działa, przemienia i naprawdę nas słucha, a także do nas przemawia na rożne sposoby (przez innych ludzi, na spowiedzi św, do mnie nawet przez Internet- zadaję pytania, proszę o odpowiedzi i znajduję je "przypadkowo" po paru dniach. Nie zawsze są takie jak bym chciała, nie zawsze je rozumiem, ale zawsze są miłosierdziem dla mnie. Bo jak zaufamy Bogu, to on wie lepiej od nas co jest dla nas najlepsze. Więc nawet jak tego nie rozumiemy, to powtarzajmy "Jezu ufam Tobie". Inne akty strzeliste powtarzane wiele razy dziennie- nawet setki, "O Najświętsze Serce Jezusa, w Tobie pokladam mą ufność" Według Paul'a O'Sullivana Op (Jak być szczęśliwym, jak być świętym" (str. 223) te kilka słów często powtarzanych w ciągu dnia, natychmiast oddaje nas pod osobistą ochronę Jezusa. Jesteśmy w Jego objęciach: żadne zło nie może nas skrzywdzić. Sam Chrystus wyjawił św. Gertrudzie, że ci, którzy odmawiaja tę ktotką modlitwę, napełniają Jego Najświętsze Serce radością. Po drugie Jezus obdarza ich specjalną i wspanialą łaską za każdym razem, gdy ją odmawiają. Dodam od siebie, że nie bez przyczyny o tym piszę. Sama doświadczam tych łask i przecudownej obecności Bożej, ktora wypełnia mnie. To jest nie do opisania.
Inne krótkie akty strzeliste polecane przez tegoż duchownego: "Jezu, Jezu, Jezu'- krótko streszczę słowa ojca Sullivana. Wystarczy imię Jezus (znaczenie: Bóg-uczyniony-człowiekiem)- za każdym razem gdy wypowiadamy to 1 słowo, dajemy dowód doskonałej miłości oraz odmawiamy modlitwę tak potężną, iż Bóg nie może się jej oprzeć.
Ofiarujmy te akty także za innych oraz za dusze w czyścu cierpiące, które tak bardzo potrzebują naszej pomocy, a same sobie już nie mogą pomóc. Jak pisze o. Sullivan, dusze te potem są naszymi największymi orędownikami u Boga i nieustannie modlą się za nas. Pomagajmy sobie wzajemnie. Wybaczmy w ten post nieprzyjaciołom, sami wyciągnijmy rękę. Jak to zrobić szczerze? Zobaczmy w nich Chrystusa.

Aha, co bardzo ważne. O. Sullivan pisze o trudnościach w zawołaniach, które sama przeżyłam po pewnym czasie (nie chce się, nie ma tego zapalu, zapomina się, bez takiej wiary, itp). Jak pisze ojciec: Wynika to z tego, że diabeł zdaje sobie sprawę z chwały, jakiej przysparzamy Bogu, oraz łask jakie z ich pomocą otrzymujemy, i zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby zapobiec ich odmawianiu. Będzie się starał skłonić nas, byśmy poniechali wysiłków. Dlatego nie powinniśmy szczędzić starań by wykształcić w sobie nawyk czynienia ich każdego dnia, i to wiele razy (w czasie jazdy, pracy, sprzątania, jedzenia, szczególnie niepokojów, lęku...).
I najważniejsze, żeby być nieustannie w stanie łaski. Ja nie przystępowałam do spowiedzi świetej przez większą część swojego życia. Dlatego tak bardzo odeszłam od Boga, i w efekcie wystawiłam się na działanie zła. Oczywiście nie wiedziałam o tym nawet, uważałam że spowiedź to przeżytek, dałam się "omamić' tym celowym, a jakże zgubnym słowom, że nie ma potrzeby, w innych krajach nie ma spowiedzi, tylko ogólna (potem calkiem odeszłam od kościoła. ba Niemal go zwalczałm). NIC nie zastąpi spowiedzi. Jeśli uwierzymy, że to Bóg przemawia przez kapłana, a my przez tegoż kapłana jednamy się z Bogiem, to Bóg wynagradza taką osobę i naprawdę oświeca kapłana Duchem Świętym i sam do nas mówi. Tu potrzeba pokory, a wtedy Bóg sam do nas się zniża i przychodzi. Nie ma nic wspanialszego i wtedy nie pragniemy już niczego więcej tylko Boga i tego stanu miłości, pokoju, i radości, z którym przychodzi, a może którym jest:)

Jeszcze raz Bóg zapłać za każdą modlitwę. Szczęść Boże.
Sylwia

wszystkie komentarze >

Pobieranie...