Kierowca, ale katolik
ks. Artur Stopka
dodane 2007-06-20 11:33
Patrząc na to, co wyprawiają za kierownicą Polacy, wciąż zastanawiam się, czy
to ci sami katolicy, których widzę w niedzielę w kościele.
Można by pomyśleć, że w Watykanie ktoś się serdecznie nudzi, skoro Papieska Rada Duszpasterstwa Migrantów i Podróżnych wydaje całkiem spory dokument poświęcony m. in. kierowcom, ruchowi drogowemu i takim zjawiskom, jak prostytucja przy drodze.
Wystarczy jednak wyjechać na polskie drogi, żeby zrozumieć, że sprawy nie są błahe. Muszę przyznać, że od kilku miesięcy z lękiem wjeżdżam na skrzyżowanie. Nie ma tygodnia, żeby nie próbował mnie na nim zabić jakiś „zwykły” kierowca, wjeżdżający na czerwonym świetle. Są w Polsce miasta, gdzie przejeżdżanie skrzyżowań na czerwonym stało się regułą. O powszechnym lekceważeniu innych przepisów nawet nie wspominam, żeby się nie stresować.
Przeraża mnie również powszechne chamstwo i agresja na drodze. Wulgarne gesty i słowa jako reakcja na zwrócenie uwagi, groźne dla bezpieczeństwa wymuszanie ustąpienia z drogi, pogarda dla właścicieli tańszych samochodów – to już „norma”. O parkowaniu utrudniającym życie wszystkim dokoła można napisać grubą księgę. A całą bibliotekę o pijanych kierowcach szalejących na polskich drogach w nocy i nad ranem. Osobnym tematem są ci, którzy korzystają z „usług” tzw. tirówek (wcale nie są to tylko kierowcy tirów).
Patrząc na to, co wyprawiają za kierownicą Polacy, wciąż zastanawiam się, czy to ci sami katolicy, których widzę w niedzielę w kościele. Co im się dzieje, gdy zatrzaskują drzwiczki pojazdu? Dlaczego zamieniają się w pozbawionych zasad bojowników? I chyba podobny problem z kierowcami na całym świecie mają autorzy watykańskiego dokumentu, skoro przypominają o nakazie przeżegnania się przed podróżą i zalecają odmawianie np. różańca wraz z pasażerami. To znaczy chcą, aby w samochodzie ludzie nie zapominali, że są wierzącymi w Chrystusa, są katolikami.
W którejś z telewizji przy okazji mowy o zawierającej „Dekalog kierowcy” instrukcji Papieskiej Rady Duszpasterstwa Migrantów i Podróżnych przypomniano, że ks. Marian Midura z MIVA-Polska od dawna propaguje niemal identyczne zasady, lecz, jak zauważył reporter, bez większych sukcesów. To smutne. Smutne jest też traktowanie przez polskie media podejmowanych przez niektórych księży, a nawet biskupów, inicjatyw na rzecz „cywilizowania” kierowców, wyłącznie w kategoriach ciekawostek nadających się przede wszystkim do wyśmiania.
Dla wierzącego również droga - szosa, autostrada, ulica - prowadzi do świętości – przypomina watykański dokument. Czy nie zbyt wzniosłe słowa, jak na zwykłą jazdę samochodem do pracy, na zakupy lub na weekend? Właśnie w tym rzecz, że nie. Trawestując słowa Michała Anioła można powiedzieć: drobnostek nie należy lekceważyć, bo one są podstawą świętości, a świętość nie jest drobnostką.
«« | « |
1
| » | »»
Przeczytaj komentarze | 5 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Niebawem rozpocznie się sierpień - miesiąc trzeźwości. Czy statystyki wypadków pod wpływem alkoholu, pójdą w dół ? Wątpię !!! Sprzyjają piciu wakacje, wraz z upałem - pełne ogródki piwne. Sztuką dla wielu, byłoby wyrzec się alkoholu w ciągu całego miesiąca - dla niektórych 4 tygodnie, to wieczność !
Samo ograniczenie picia do symbolicznej "lampki", to także spory wysiłek !
Jakieś 3 tygodnie temu, byłem świadkiem, jak z naprzeciwka slalomem ( tak(!) slalomem - nie pomyliłem się!) jechał młody facet. Może nie był pod wpływem alkoholu, ale narkotyku ? Przydałoby się w kraju, obowiązkowo i żmudnie, przyszłych kierowców poddawać psychotestom, określającym m.in. stopień poczytalności, wyobraźni i odpowiedzialności.
Muszę przyznać, ze moja "wolna" jazda 50 km/h w mieście i zgodna ze znakami ograniczenia prędkości poza miastem wywołuje uśmiech pobłażania lub żarty. Szybka jazda jest często powodem do dumy, chwalenia się przed innymi kierowcami: jechałem tyle a tyle....Moze dobry samochód, brawurowa jazda dowartościowuje kierowców. Czują się jakby mieli nareszcie nad czymś kontrolę (co za złudzenie!). W każdym razie kary nic nie pomagają...
Państwu, które winno nas chronić przed szaleńcami, chyba też się Coś zatrzasnęło. Pieniądze z grzywien i mandatów idą na rozkurz w budżecie, miast na nowy sprzęt do ścigania i zapłatę za nadgodziny dla drogówki.
Nie będzie lepiej. Cała nadzieja w Bogu.
Że okaże miłosierdzie i nie zechce nas, zwykłych drogowych szaraków którzy gdzieś muszą dojechać, wyniszczyć.
wszystkie komentarze >