| $ | USD | 3,1703 | |
| € | EUR | 4,2048 | |
| Fr | CHF | 3,4752 | |
| £ | GBP | 5,0216 |
dodane 2007-06-25 10:32
ks. Artur Stopka
Pewnie zostanę okrzyknięty średniowiecznym fundamentalistą, ale wydaje mi się, że dawny sposób traktowania porzucenia kapłaństwa był lepszy.
Wygląda na to, że mamy w Kościele katolickim w Polsce nowy medialny problem. Są nim księża, którzy odeszli ze stanu kapłańskiego. Nie żartuję. Chociaż samo zjawisko odchodzenia z kapłaństwa nie jest dla nas żadną nowością, okazuje się, że poważnym problemem może być to, co dalej robią i jak są traktowani. Zwłaszcza, jeśli przed odejściem ich nazwiska funkcjonowały w społecznym obiegu w charakterze autorytetów. Miesięcznik Więź poświęcił problemowi odchodzenia (i - jako uzupełnienie - zostawania) księży dużą część czerwcowego numeru. Nic w tym złego. Odchodzący księża nie przestają być członkami Kościoła, nikt im nie odbiera sakramentu chrztu i jego skutków. Trzeba o nich i z nimi rozmawiać. Jednak w tekstach zamieszczonych w Więzi jest coś uderzającego – brak poczucia winy u tych, którzy odeszli, który nie spotyka się z żadną reakcją. Ogólny wniosek z lektury opublikowanych w miesięczniku tekstów jest właściwie jeden – to Kościół jest winien ich odejściu. Brakowało mi tylko modnego dziś wezwania do przeprosin. Ale obserwując narastającą tendencję pobłażliwości wobec porzucania kapłaństwa spodziewam się takich wezwań już wkrótce. W mediach pojawiło się jeszcze jedno zjawisko związane z byłymi księżmi, zwłaszcza tymi o znanych nazwiskach. W ostatnich tygodniach coraz częściej występują oni w charakterze ekspertów od oceniania i reformowania Kościoła. Wypowiadają się na temat wliczania oceny z religii do średniej, komentują wypowiedzi hierarchów na temat zagrożeń dla demokracji w naszym państwie, analizują stan wiary... Pewnie zostanę okrzyknięty średniowiecznym fundamentalistą, ale wydaje mi się, że dawny sposób traktowania porzucenia kapłaństwa w kategoriach grzechu, wstydu, osobistej winy, był lepszy niż obecna ostentacja i akceptacja. Tak się składa, że właśnie w tych dniach jeden z moich znajomych księży odchodzi z kapłaństwa. Nie robi z tego widowiska. Stara się uczynić ten krok po cichu, tak, aby maksymalnie zminimalizować zgorszenie. Bo on ma świadomość, że choć – przynajmniej z ludzkiego punktu widzenia – odchodząc wybiera mniejsze zło, (nie chce prowadzić podwójnego życia, udawać przed ludźmi itd., zostawiać kobietę samą z dzieckiem), to jednak jest to zło. Jest dla niego oczywiste, że ci, których zawiódł, nie mają obowiązku wykazywać zrozumienia i wygłaszać pochwał dla jego decyzji. No tak, ale on nie jest księdzem z pierwszych stron gazet. Jest zwyczajnym księdzem, który uległ słabości. I nie oczekuje, że jego grzech będzie traktowany jak zasługa. Nie spodziewa się medalu za porzucenie kapłaństwa.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 11 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
2. Być może na wiele odejść , ma wpływ postawa wielu katolików , wybiórczo (co wygodne) traktujących przykazania i naukę Kościoła ? W ogóle odchodzenie od systemu wartości , coraz większy kult pieniądza etc. ? A więc: od nas (wiernych) też sporo zależy, jesteśmy niejako współodpowiedzialni za porzucenia celibatu?
Modlę się za niego, bo to mi pozostało. A za wszystkich pozostałych Wspaniałych Księży i Zakonników, których znam i jestem z Nich dumny - modlę się o wytrwałość. I o odpowiedzialność wynikającą z podjętej decyzji.
Księże Arturze, TAK TRZYMAĆ.
pozdrawiam
Karol
wszystkie komentarze >