O faktach się nie dyskutuje
Andrzej Macura
dodane 2007-10-08 12:18
W zgodnej opinii lekarzy ciąża i poród (w tym wypadku przez cesarskie cięcie)
nie mogły przyczynić się do pogorszenia wzroku Pani Tysiąc. Nie istniała więc
podstawa, by zgodnie z polskim prawem można było dokonać aborcji. Tak
stwierdzili lekarze, do których Pani Tysiąc się zgłosiła.
Co robi rozsądny człowiek, gdy przychodzi mu zająć w jakiejś sprawie stanowisko? Ano najpierw stara się poznać fakty. Tak robi matka wkraczając w bijatykę swoich małych synków, nauczyciel mediując w sporze między uczniami, historyk dokonując bilansu panowania władcy czy sąd rozstrzygając pozwy. Niestety, gdy w grę wchodzą jedynie słuszne poglądy, o tej prostej zasadzie się zapomina. Albo – co gorsze – celowo próbuje się fakty przeinaczyć.
Dostało się Gościowi Niedzielnemu i portalowi Wiara.pl od pani Katarzyny Wiśniewskiej z Gazety Wyborczej za poparcie akcji wysyłania protestów do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka po wyroku w sprawie Alicji Tysiąc. W jej artykule padło wiele wielkich słów, które miały pokazać, jak podli jesteśmy. O prymitywizmie, szczuciu, o nieludzkim i niechrześcijańskim języku. Niestety, zabrakło tego, co zawsze powinno leżeć u podstaw: rzetelnego przedstawienia faktów.
Dziennikarka Gazety Wyborczej napisała: „Alicji Tysiąc odmówiono prawa do aborcji, chociaż cierpiała na poważną wadę wzroku, a ciąża groziła nawet jego utratą”. Otóż jest to nieprawda. W zgodnej opinii lekarzy ciąża i poród (w tym wypadku przez cesarskie cięcie) nie mogły przyczynić się do pogorszenia wzroku Pani Tysiąc. Nie istniała więc podstawa, by zgodnie z polskim prawem można było dokonać aborcji. Tak stwierdzili dwaj (albo trzej) lekarze, do których Pani Tysiąc się zgłosiła. O całej historii można przeczytać w najnowszym Gościu Niedzielnym w artykule Agaty Puścikowskiej, ale trzeba sięgnąć głębiej niż tylko do edytorialu. Także profesor Jerzy Szaflik, kierownik kliniki okulistyki Akademii Medycznej w Warszawie, Konsultant Krajowy ds. Okulistyki, autor ekspertyzy medycznej dla Trybunału w Strasburgu nie tak dawno dla „Gościa” powiedział: „Przygotowałem ekspertyzę na podstawie publikacji z ostatnich 5 lat. Poświęciłem na to wiele czasu i stwierdziłem, że nie ma najmniejszych podstaw, żeby ta pacjentka mogła otrzymać zgodę na aborcję, zatem jej życzenie było zupełnie nieuzasadnione. Chcę jednocześnie podkreślić, że nie ma to żadnego związku z moimi osobistymi przekonaniami, z wiarą itd. To jest obiektywna opinia medyczna” (
artykuł Jacka Dziedziny „Pomału do Trybunału”, 22/2007 »). Niestety, Trybunał w ogóle tą stroną sprawy nie chciał się zajmować, a ograniczył się głównie do procedur prawnych.
Swoje oburzenie na Gościa Niedzielnego i portal Wiara.pl pani Katarzyna Wiśniewska buduje więc na fałszywej przesłance, jaką jest przeświadczenie, że w sprawie Alicji Tysiąc złamano prawo do wykonania legalnej aborcji. Otóż nie złamano, bo w zgodnej opinii kilku lekarzy, którzy w sprawie mieli udział, nie było ku temu podstaw. Skandalem jest to, że Trybunał w Strasburgu bez wchodzenia w meritum sprawy orzekł inaczej. Można współczuć Pani Tysiąc, że była w trudnej sytuacji finansowej, że czuła się zagubiona i przerażona, ale nie zmienia to faktów.
W tekście pani Wiśniewskiej nie brakuje oskarżeń i ostrych słów pod adresem Kościoła. Między innymi, że stygmatyzuje nieszczęśliwą kobietę, szczuje dziecko przeciw matce. Aż się nie chce z czymś takim polemizować. No bo autorka tekstu nie widzi, że całą sprawę nagłośniła sama pani Alicja oraz środowiska feministyczne, które ją popierają, kierując sprawę do Trybunału w Strasburgu. Nie potrzeba opinii Prymasa i Gościa Niedzielnego, żeby ludzie o niej wiedzieli. Trzeba być strasznie naiwnym, by myśleć, że tak głośną sprawę da się przed dzieckiem na zawsze ukryć. Wcześniej czy później ją pozna. Co wtedy? Z syndromem ocaleńca podobno da się żyć, chociaż nie jest to łatwe. Ale przykre jest to, że dziennikarka Gazety Wyborczej próbuje winę za całą sytuację zrzucić na kogoś innego.
Czy ludzie Kościoła, Gość Niedzielny, używają właściwych słów opisując sytuację? To każdy musi ocenić sam. Tak samo jak każdy sam może zobaczyć, jakich słów używają nasi antagoniści. Od dawna wiem, że ilość soczystych określeń czy porównań nie przesądza o racji. Więcej, mam wrażenie, że ich ilość jest zawsze odwrotnie proporcjonalna do ilości rzeczowych argumentów. Świetnie przy tym pokazuje poziom tego, który ich używa. Własne słowa bardziej człowieka obrażają, niż dziesiątki epitetów pod jego adresem. Bo to, co człowiek mówi, zwłaszcza jeśli mówi dużo, najlepiej pokazuje, co ma w sercu; czy jest człowiekiem prawym i szlachetnym, czy nadętym bucem; czy ma szerokie horyzonty, czy tylko swój punkt widzenia. Najważniejsze jednak, by trzymać się faktów. Bez nich polemika nie ma sensu.
«« | « |
1
| » | »»
Wykop
Sfora
Przeczytaj komentarze | 13 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
w swoim sobotnim dodatku Wysokie Obcasy,
wydrukowala artykul"Chce mi sie spac"- ciaza drugi miesiac- przeznaczony dla przyszlych mam,oczekujacych upragnionego dziecka.
"Osiem tygodni od "Dnia Zero" embrion ma juz prawie trzy centymetrydlugosci I W PELNI ZASLUGUJE NA TO BY OD TEJ PORY ZWAC GO PLODEM (z lacinskiego "mlody" albo "potomek").
Ma wszystkie czesci ciala jakie znajdujemy u doroslych.
Serce rytmicznie bije juz od ponad miesiaca,zoladek produkuje soki,przygotowujac sie do ciezkiej pracy trawienia zywnosciowych rozmaitosci, zaczynaja tez dzialac nerki.
Ponad 40 grup miesniowych kurczy sie i rozkurcza
pod dyktando dynamicznie ROZWIJAJACEGO SIE MOZGU.
PLOD POTRAFI TEZ REAGOWAC NA DOTYK".
Czyli jezeli kobieta chce zostac matka - mowimy o potomku,
jezeli nie - o zarodku lub grupie komorek.
Swietna logika rozumowania.
Wszystkim osobom domagajacym sie prawa aborcji dla kobiet, ktorym w danym momencie "z dzieckiem
nie jest po drodze "- nakazalabym (obowiazkowa)asyste
przy "zabiegu".
A robi sie go tak.
Najpierw wyrywamy po kawalku malenkie,drgajace cialko,
nastepnie miazdzymy glowke.
Przy tzw.poznej ciazy od 20 do 26 tyg.- po prostu wywolujemy porod wrzucamy malenstwo do wiadra(mozna jeszcze odlozyc na jakas polke) i..czekamy,az umrze.Nastepnie wynosimy i wyrzucamy do chirurgicznych odpadkow.
Uwazam,iz to Gazeta Wyborcza kieruje sie hipokryzja.
A moze tylko o biznes chodzi?
Czasem i z naroślą i z zepsutym zębem można dożyć późnej starości, bez konieczności wyrzezania lub ekstrakcji. Czasem i narośl i chory ząb zagrażają życiu i operacja jest konieczna. To przypadek A1000. Jeden lekarz uznał że konieczne jest wyskrobanie, inni że nie. A1000 z powodów nie medycznych podchwyciła opinię pierwszą, a tzw. FEDERA z równie niemedycznych ją powodów wykorzystała.
Przyjęcie, że poczęte dziecko jest człowiekiem zupełnie inaczej ustawia wszystkie inne kwestie prawne.
Można np. wyobrazić sobie sytuację, że DECYZJĘ O KONIECZNOŚCI aborcji ze względów medycznych, zagrożenia zycia matki, podejmowałby SĄD, na podstawie opinii biegłych, a nie jakieś komisje. Byłaby więc z natury procedury sądowej - ta upragniona dwuinstancyjność.
Procedura sądowa byłaby również pewnym lekarstwem na moralne dylematy lekarzy.
Ale, mamy to co mamy - "ciężko wypracowany kompromis".
Zapis konstytucyjny ujednoznaczniający upadł."
To cytat wypowiedzi z blogu na którym autor rzetelnie zebrał fakty dotyczące tej sprawy.
wszystkie komentarze >