Granica gestów

Rodzi się pytanie, czy taka dysproporcja ma sens i uzasadnienie.

Reklama

Katolicki biskup biegł w Chinach z pochodnią olimpijską. Tą samą, której rajd przez ziemski glob starali się przerwać w Europie i na innych kontynentach obrońcy praw człowieka. Uczestnictwo biskupa w wydarzeniu, które rządzący Chinami traktują przede wszystkim w kategoriach propagandowych, to kolejny gest dobrej woli ze strony Kościoła wobec chińskich władz. Kilka dni temu z Watykanu można było usłyszeć, że zgoda Pekinu na obcojęzyczne msze podczas igrzysk to „pozytywny sygnał”. Nie doczekaliśmy się natomiast oficjalnej wypowiedzi Stolicy Apostolskiej na temat losu dwóch księży tzw. Kościoła „podziemnego”, od maja przetrzymywanych w chińskim areszcie. Tendencja do wykonywania wobec Chin gestów dobrej woli, widoczna w Kościele katolickim od dłuższego czasu, w ostatnich kilku latach wyraźnie się nasiliła. Dla zewnętrznego obserwatora nie spotyka się ona z równie intensywną odpowiedzią ze strony chińskich władz. Rodzi się więc pytanie, czy taka dysproporcja ma sens i uzasadnienie. Czy Kościół, który ostro krytykuje władze państw demokratycznych za wprowadzanie rozwiązań prawnych promujących zabijanie dzieci nienarodzonych, powinien czynić jakiekolwiek gesty pod adresem rządzących Chinami, którzy aborcję uznają za jedną z podstawowych metod regulacji urodzin w ich kraju? Czy w imię zabiegów o poprawę losu swych wyznawców i uzyskanie możliwości lepszego funkcjonowania w jakimś kraju Kościół powinien rezygnować z piętnowania zła czynionego przez jego władze? Nie są to pytania nowe. Kościół w swych dziejach stawał przed nimi wielokrotnie. Także w Polsce trzeba było dokonywać niegdyś takich rozstrzygnięć. Ustępstwa, jakie poczynił w pewnym momencie na rzecz komunistów np. Prymas Wyszyński, dla wielu ludzi Kościoła były całkowicie niezrozumiałe i gorszące. Po latach możemy oceniać, czy warto je było czynić czy nie. I pewnie nie wszyscy dojdą do takich samych wniosków. Z pewnością istnieje zawsze granica, za którą nie ma miejsca na żadne gesty dobrej woli. Jednak z perspektywy Polski nie jest łatwo ocenić, kiedy Kościół katolicki w Chinach powinien powiedzieć „Non possumus”. Pozostaje mieć nadzieję, że tak jak kiedyś twórcy „polityki wschodniej” Watykanu mieli rację, tak mają ją twórcy „polityki chińskiej”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Lars
    03.08.2008 12:19
    Bardzo dobrze, że Chiny organizują olimpiadę – bardzo dobrze, że są różne zdania na temat Chin z którymi teraz szczególnie władze muszą się liczyć. Szansa jaką stworzono Chinom, powinna dać pozytywne owoce – nawet wtedy kiedy będą one dorastały do „właściwego sobie czasu”. By w końcu zaistniała wolność. Droga do normalności jest długa, bolesna i pełna trudności . Zanim się wróci, trzeba podjąć decyzję o powrocie. Mam tu na uwadze syna marnotrawnego. On zanim podjął – a raczej zanim był zmuszony podjąć decyzję powrotu – musiał zdać sobie sprawę z tego, że wszystko zacznie od nowa. Z pewnością nie było to dla niego łatwe – wziąwszy pod uwagę fakt, że decyzja ta była wymuszona, przez kolejno pojawiające się w jego życiu braki. Jak już doszedł do kresu czyli braku podstawowych potrzeb, to się zastanowił i pomyślał.
    Droga powrotu Żydów z Egiptu była równie trudna i niebezpieczna. Co chwilę przez czterdzieści lat czyhały na nich niebezpieczeństwa, zwątpienia i załamania. Ale zanim zdecydowali o powrocie było im tak źle, że nie mieli wyjścia.
    Może olimpiada jest taką okazją i czynnikiem zmuszającym do „słuchania tego co mówią inni” i nasuwającej się refleksji. Może właśnie te wszystkie trudności, jakie towarzyszą przygotowaniom i negatywne światowe opinie o tłamszeniu wolności, zniewalaniu ludzi, uświadomią im, że trzeba coś zmienić po to, by wszystkim było lepiej i po to by zawrócić.
    Bardzo dobrze się stało, że właśnie w Chinach odbędzie się olimpiada, a wszystkie trudności w imię założonego celu, trzeba przezwyciężać. Myślę, że słowa Apostoła Pawła „zło dobrem zwyciężać” są bardzo istotne dla tych, którzy negują sens organizacji uczestnictwa w tej olimpiadzie. Każdy powinien mieć szansę powrotu, choćby dlatego, że na wszystko musi przyjść odpowiedni czas – a ten właściwy czas – zapowiadają znaki. Czas, w którym upada się na samo dno i od niego należy się odbić. Czas, w którym zaczyna się liczyć sens życia jednostki. Czas w którym każdy człowiek będzie uwolniony od wszelkiej niewoli, po to, by z ogromna pasja realizował swoje marzenia – i tworzył wokół siebie nową rzeczywistość.
  • M.R.
    03.08.2008 23:34
    Hm, a można wiedzieć w czym twórcy polityki wschodniej Watykanu mieli rację? O ile mi wiadomo, polityka wschodnia Watykanu była totalnym nieporozumieniem i wiodła od klęski do klęski, ku uciesze sowietów, którzy tą polityką w Watykanie sterowali jak chcieli. Dopiero gdy nastał Papież Wojtyła, żarty sie skończyły i przyszła kryska na komunistów.
  • Jerzy
    04.08.2008 10:41
    Jeżeli sieje się dobro, po jakimś czasie można spodziewać się że wyrośnie dobro. Jakie wyda plony, wie jedynie Bóg. Gleba jest wyjątkowo nieprzyjazna. Miejmy nadzieję że jakieś ziarno padnie na glebę żyzną i wyda obfity plon. Jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny...
    Siejąc zło, można spodziewać się tylko zła.
    Pierwsze Chrześcijaństwo zostało obficie zroszone krwią męczenników. Z nich wyrosło to co mamy dziś. Widocznie w Chinach nie może być inaczej.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    10°C Poniedziałek
    wieczór
    11°C Wtorek
    noc
    11°C Wtorek
    rano
    10°C Wtorek
    dzień
    wiecej »

    Reklama