Granice kompromisu

Brak uczestnictwa świeckich chrześcijan w polityce to poważne zaniedbanie - czytam dzisiaj wypowiedź argentyńskiego biskupa. Pozostaje jednak pytanie o zasady, którymi ci chrześcijanie powinni się kierować w sytuacjach, gdy stają przed konfliktem prawa stanowionego i prawa, które wyznacza wiara i sumienie.

Reklama

Do relacji Kościoła i polityki powrócono w sobotę w ramach pierwszego spotkania Areopagu na Freta. W przebiegu dyskusji wiele powiedziano o znaczeniu chrześcijaństwa w polityce jako czynnika wnoszącego wartości. Abp Hoser mówił wręcz, że obecnie największym problemem polityki jest niemożność zdefiniowania dobra wspólnego, które ma przecież być celem działań politycznych. Tu właśnie jest miejsce dla chrześcijan, więcej: tu koniecznie potrzeba chrześcijan. Brak uczestnictwa świeckich chrześcijan w polityce to poważne zaniedbanie – czytam dzisiaj wypowiedź argentyńskiego biskupa. Pozostaje jednak pytanie o zasady, którymi ci chrześcijanie powinni się kierować w sytuacjach, gdy stają przed konfliktem prawa stanowionego i prawa, które wyznacza wiara i sumienie. „Polityk działa w sferze profanum, musi jednak przestrzegać prawa” – mówiła prof. Mirosława Grabowska. Jeśli działanie zgodne z prawem kłóci się z jego sumieniem, odchodzi z polityki. To ważne stwierdzenie, bo przyzwolenie na łamanie prawa przez przedstawicieli państwa ze względu na prymat sumienia jest dopuszczeniem dramatycznego nieporządku i potencjalnych nadużyć. W imię czego można by wówczas wymagać przestrzegania prawa od kogoś, kto zasłaniając się sumieniem będzie czynił ewidentne zło? Nie wolno stwarzać sytuacji tak dwuznacznych, że powiem: godzę się być w rządzie ale pewnych praw nie będę przestrzegał, bo byłaby to anarchia – mówił jakiś czas temu ks. prof. Andrzej Szostek. Hanna Gronkiewicz-Waltz powoływała się natomiast na następujące słowa kard. Ratzingera (tekst „Biblijne aspekty tematu: wiara a polityka” » w tłumaczeniu Joanny Kruczyńskiej opublikowano w piątym numerze Communio): „Wołanie o to, co wielkie, ma pozór czegoś moralnego; ograniczanie się do tego, co możliwe, wydaje się natomiast odwróceniem się od namiętnego dążenia do rzeczy wielkich moralnie, pragmatyzmem ludzi małodusznych.” I dalej: „Moralne jest nie awanturnicze moralizowanie, które chce samo czynić to, co należy do Boga, ale rzetelność, uczciwość, która przyjmuje miarę człowieka i zgodnie z nią czyni jego dzieło. W sprawach politycznych nie bezkompromisowość, lecz kompromis jest prawdziwą moralnością.” Słowa warte rozważenia, bo ich punkt wyjścia jest bardzo poważny: królestwo Boże nie jest i nie będzie produktem polityki. Polityka, która próbuje coś takiego głosić jest nie tylko oparta na mitach, ale jest polityką zniewolenia. To przemyślenia nie tylko kardynała, ale także człowieka, który był świadkiem totalitaryzmów. Nie wolno ich zlekceważyć. A jednak przecież są sytuacje, w których chrześcijanin powinien odmówić uczestnictwa w – z założenia niemoralnych – strukturach władzy. Są takie sytuacje, gdy zasłanianie się kompromisem jest niemoralne. I o tym też nie wolno zapomnieć. Moment, w którym trzeba powiedzieć „dość” każdy człowiek działający w polityce musi wyważyć we własnym sumieniu.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3
    1°C Wtorek
    wieczór
    -1°C Środa
    noc
    -2°C Środa
    rano
    -1°C Środa
    dzień
    wiecej »

    Reklama