Gniew katolików

Ponad pół miliona ludzi na ulicach Paryża i około 40-tysięczna manifestacja w Lyonie. Francuzi masowo protestowali przeciw rządowym atakom na rodzinę i przeciw zwolennikom ideologii gender, którzy posunęli się za daleko.

Dzieci nie należą do rodziców, lecz do państwa – styczniowa deklaracja socjalistycznej senator Laurence Rossignol była jedną z wielu aroganckich prowokacji, które głęboko zaniepokoiły wszystkie środowiska przeciwne zmianom w prawie skierowanym na promocję hedonizmu i homoseksualizmu. Od kiedy Francją rządzą socjaliści, przez kraj przechodzi bezprecedensowa fala zmian prawnych, która ma doprowadzić do „budowy nowej tożsamości człowieka” kosztem podstawowych praw dzieci. W ciągu kilku miesięcy przegłosowano ustawę o „homo-małżeństwach”, przyznano takim parom prawo do adopcji, umożliwiono bezwarunkową aborcję i wprowadzono karanie obrońców życia. To nie koniec szerokich planów politycznych: rząd przymierza się do legalizacji sztucznego zapłodnienia lesbijek i „wynajmowania kobiecych brzuchów” dla par męskich, ogłosił pragnienie usankcjonowania eutanazji ciężko chorych i wprowadza ideologię gender do szkół, by zgodnie z nią małe dzieci mogły „wybierać swą seksualność”. Filozof Pierre Manent określił to jako „francuską wojnę domową”. „To wojna Republiki przeciw chrześcijaństwu. To, co rządzący nazywają laicyzmem, zmieniło się w wypowiedzenie wojny ludzkiej tożsamości – i katolicka Francja ją przegrywa. Dziś widzimy dalszy ciąg tego konfliktu. Rząd kieruje się ideologią, która pozbawia demokrację swego fundamentalnego sensu, redukując ją do sumy praw indywidualnych. Ta ideologia porzuca wszelkie związki z rzeczywistością społeczną, nie tylko z biologią. Chodzi o agresywną koncepcję równości i wolności, ideę życia bez związku z dobrem publicznym. Liczą się tylko prawa indywidualne i pożądanie. Niektórzy liberałowie myślą, że są w moralnej awangardzie, podczas gdy idą drogą niebezpiecznego prymitywizmu moralnego. (…) Niestety, uczynili z Francji kraj wściekle antychrześcijański” – stwierdził. Chrześcijanie postanowili się bronić, to było widać w Paryżu.

Krytyka na lewicy

„Hollande zabija rodzinę!” – gigantyczny transparent rozwieszony na czas pochodu na jednym z paryskich budynków lapidarnie oddawał nastroje setek tysięcy ludzi. To, co on nazywa postępem, uznali za społeczny regres. François Hollande został wybrany wyłącznie dzięki „głosowaniu negatywnemu” – ludzie mieli serdecznie dość prezydenta Sarkozy’ego, uwikłanego wraz ze swym ugrupowaniem w liczne afery, jak finansowanie kampanii wyborczych dzięki zagranicznym pieniądzom.

To zresztą nie Hollande miał być kandydatem socjalistów, tylko Dominique Strauss-Kahn, ówczesny szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który odpadł z rywalizacji po gwałcie na amerykańskiej pokojówce (potem ujawniono jeszcze, że organizował we Francji płatne orgie). Hollande, pozbawiony wszelkiej charyzmy typowy aparatczyk partyjny, był znany ze swej niechęci do instytucji małżeństwa, ale wydawał się przynajmniej spokojny. Nigdy nie ożenił się z matką czwórki swych dzieci, ale chciał uchodzić za człowieka „rodzinnie” stabilnego. Przed kampanią prezydencką po cichu ją porzucił, by wybrać inną „przyjaciółkę”, wkrótce wprowadzoną do Pałacu Elizejskiego. Dwa lata później okazało się, że regularnie ją zdradzał. Kiedy prasa ujawniła jego nocne eskapady do kochanki, po dwóch tygodniach po prostu wyrzucił z pałacu dotychczasową partnerkę i kazał usunąć wszelkie odniesienia do byłej już „pierwszej damy” na stronach internetowych prezydencji. Takie traktowanie kobiet nie wzbudziło żadnych protestów organizacji feministycznych, ale dało do myślenia wielu ludziom. Żadna rodzina „odgórnie” się nie liczy. Ciekawe, że jest to krytykowane również na lewicy. Jeśli Hollande ma najniższe notowania sondażowe wśród wszystkich prezydentów w historii powojennej Francji i Europy, to dlatego, że odwrócił się od niego również elektorat lewicowy. W czasie kampanii prezydenckiej mówił o prawach pracowniczych i krytykował „międzynarodową finansjerę”, ale podczas głośnej kampanii na rzecz „małżeństwa dla wszystkich” (tylko nie dla niego), która wprowadziła tak głębokie podziały, po cichu wprowadził prawa ułatwiające zwalnianie pracowników, a w Londynie zapewniał wielkich graczy giełdowych i banki, że nie ma zamiaru ograniczać ich wpływów na gospodarkę. Stąd coraz więcej wyborców lewicowych uważa francuską Partię Socjalistyczną za pseudolewicę, oddaną wielkokapitalistycznej ideologii neoliberalnej, i jej prawną ofensywę przeciw rodzinie uważa za przejaw tej samej tendencji ideologicznej. Systematyczna prawna degradacja małżeństwa i upowszechnianie bardzo łatwych do zerwania „związków partnerskich” (rodzaj „małżeństw śmieciowych”), pochwała materialistycznego, konsumpcyjnego podejścia do życia i skrajnego indywidualizmu mają służyć dalszej atomizacji społeczeństwa, pozbawieniu ludzi podstawowego oparcia, jakie może dawać rodzina w sytuacji pogarszającej się pozycji pracowników.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    19°C Środa
    noc
    14°C Środa
    rano
    23°C Środa
    dzień
    25°C Środa
    wieczór
    wiecej »