Sen w dwóch aktach

– Najważniejsze pytanie, jakie zadaje zmarłemu ojcu Saszka – „Tato, czy ty mnie kochałeś?” – pozostaje bez odpowiedzi. Ale czy na pewno?

Reklama

  Andrzej Karolak /GN Borys Szyc w tytułowej roli zadziwia wrażliwością i dojrzałością swego bohatera
W tym spektaklu nic nie jest „na pewno”. Gdy wychodziłam po „Saszce”, ostatniej premierze Teatru Współczesnego, dochodziły do mnie słowa: „To taki prawdziwy teatr”. Zdałam sobie sprawę, że myślę podobnie. Tyle że musiałam uporządkować swoje odczucia. Bo co to jest prawdziwy teatr? I dlaczego „Saszka – sen w dwóch aktach” na takie miano zasługuje?

Skromna historia, prości ludzie, rodzina rozdzielona drobnymi konfliktami, zawał ojca, który nie pogodził się z odejściem żony i nie bardzo widział sens dalszego życia.

Wszystko zwyczajne. Niby tak. A jednak jest w tym spektaklu tajemnica, a teatr bez tajemnicy nie jest, jak myślę, prawdziwym teatrem.

Dlaczego co noc odwiedza bohatera zmarły ojciec? Tytułowy bohater, Saszka, świetny w tej roli, ciepły i bezpretensjonalny Borys Szyc (druga tak znakomita po Hamlecie rola) przenosi się po śmierci ojca do domu swojego dzieciństwa, jakby tu szukał odpowiedzi na pytanie, kim jest i czy to jego życie jest komukolwiek potrzebne.

Ojciec wydaje mu w czasie nocnych wizyt polecenia: napraw studnię, dbaj o wodę... Ale Saszka pyta go tylko o jedno: „Tato, czy ty mnie kochałeś?”. Ojciec uchyla się od odpowiedzi, a przecież z rozmów z sąsiadem przed śmiercią dowiadujemy się, że właśnie Saszkę, trochę nieudacznika, kochał najbardziej.

Jest więc ten spektakl zawieszony nie tylko między snem a jawą, ale też między życiem a śmiercią. Ojciec wie, że w końcu po Saszkę przyjdzie, ale na razie Sasik, jak czule w dzieciństwie nazywała go jedna z sióstr, ma jeszcze coś ważnego do zrobienia. Musi walczyć o dom, w którym zamknięte są najlepsze wspomnienia. O dom, który siostry żyjące gdzieś daleko swoim własnym życiem chcą sprzedać.

Reżyser Wojciech Urbański, studiując w Akademii Teatralnej w Petersburgu, zetknął się bliżej z metodą Stanisławskiego i nie ukrywa, że w teatrze interesują go przede wszystkim ludzie. Dlatego zainteresowała go sztuka białoruskiego dramaturga Dmitrija Bogosławskiego.

Więc może to jest prawdziwy teatr? Teatr, który rodzi się z tajemnicy, ale dociera do wnętrza człowieka? Bo czy nie jest tajemnicą każdy człowiek?

Dociekanie, choć nie poznanie nigdy do końca tej tajemnicy, jest najbardziej intrygujące.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    7°C Sobota
    rano
    10°C Sobota
    dzień
    11°C Sobota
    wieczór
    9°C Niedziela
    noc
    wiecej »

    Reklama