Słowo jak broń

Choć na wolności przeżył zaledwie dziewięć lat, dla Ukraińców jest symbolem wolności. To właśnie jego wiersze recytowali demonstranci z kijowskiego Majdanu. 200 lat temu urodził się Taras Szewczenko, ukraiński poeta narodowy.

Reklama

Gdyby chcieć porównać jego znaczenie z jakąś postacią w literaturze polskiej, trzeba by szukać wśród największych. Szewczenko jest dla Ukraińców tym, kim dla nas Mickiewicz i Kochanowski razem wzięci, bo przecież nie tylko utrwalał tożsamość narodową swoich rodaków, ale stworzył też podwaliny ukraińskiego języka literackiego, stając się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń poetów.

Kobziarz romantyczny

Początkowo nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Urodził się w rodzinie pańszczyźnianego chłopa, teoretycznie bez szans na solidną edukację. Wieś Moryńce w powiecie zwinogródzkim guberni kijowskiej, gdzie przyszedł na świat, należała do majątku zrusyfikowanego Niemca, Wasilija Engelhardta. Taras wcześnie stracił rodziców, jednak przed śmiercią ojciec posyłał go do cerkiewnej szkoły w Kiryłówce. W sąsiednim miasteczku Łysianki chłopiec podpatrywał też pracę tamtejszego pisarza ikon. Tak rodziło się jego zainteresowanie malarstwem. Poezji uczył się zaś jako pastuch gromadzki w Kiryłówce – od wędrownych kobziarzy, lirników i bandurzystów. Nic więc dziwnego, że pierwszy tom jego wierszy, uznany później przez krytyków za przełomowe dzieło w literaturze ukraińskiej, nosił właśnie tytuł „Kobziarz”. Tym symbolicznym określeniem poeta nakładał na siebie rolę podobną do tej, jaką pełnili artyści amatorzy wędrujący od wsi do wsi. Śpiewali oni po domach pieśni ludowe o dziejach Kozaczyzny i militarnych sukcesach Zaporożców. Romantyzm widział w kobziarzach natchnionych przywódców, proroków budzących narodową świadomość. Oczywiście Szewczenko przetwarzał i wzbogacał wątki ludowe o refleksję polityczną i filozoficzną, ale zadania artysty postrzegał podobnie: ma on przewodzić narodowi w walce o jego wyzwolenie. Słowo poetyckie było dla autora „Kobziarza” bronią podtrzymującą ducha zbiorowości. Podobnie jak „pieśń gminna” w „Konradzie Wallenrodzie” miało przechowywać tradycję i wskazywać kierunek działań.

Talent wykupiony

Nim jednak Szewczenko na dobre oddał się poezji, dał się poznać jako utalentowany malarz i rysownik. Jego zdolności zwróciły uwagę Engelhardta, który chciał zrobić z niego pańszczyźnianego malarza. Młodzieniec rozpoczął więc naukę u głośnego artysty Jana Rustema. W końcu został zauważony przez Soszenkę – absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, który wraz z grupą znajomych rozpoczął starania o przyjęcie Tarasa na tę uczelnię. Ponieważ chłopi pańszczyźniani pozbawieni byli takiego prawa, postanowiono w 1838 r. wykupić Szewczenkę za pieniądze z licytacji obrazu Karola Briułłowa. Sam malarz pokierował zaś edukacją świeżo upieczonego studenta, który równolegle zgłębiał nauki przyrodnicze i fizykę. W historii ukraińskiego malarstwa Taras Szewczenko zapisał się jako przedstawiciel realizmu. Znamy przede wszystkim portrety jego autorstwa oraz cykl akwafort „Malownicza Ukraina”. Po ukończeniu studiów Szewczenko był już znanym malarzem i poetą.

Na zlecenie Komisji Archeograficznej, badającej przeszłość Ukrainy, podróżował po Wołyniu, Podolu, Kijowszczyźnie i Połtawszczyźnie, sporządzając rysunki historycznych pamiątek. Poznanie tych wszystkich miejsc miało ogromny wpływ na całą jego dalszą twórczość. Podobnie jak przynależność do tajnego Bractwa Cyryla i Metodego, stawiającego sobie za cel przebudowę społeczeństwa na zasadach nauki chrześcijańskiej i zjednoczenie Słowian. Jego członkowie inspirowali się m.in. ideami polskiego działacza niepodległościowego Szymona Konarskiego oraz „Księgami narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” Adama Mickiewicza.

Przyjaciel Polaków

Jak można się domyślać, istnienie Bractwa nie było na rękę rządowi rosyjskiemu, który na jego działalność zareagował prześladowaniami. Sam Szewczenko został aresztowany i zamknięty w twierdzy Pietropawłowskiej w Petersburgu, a następnie w Orsku. Wcielony do karnego korpusu orenburskiego jako szeregowiec, miał bezwzględny zakaz pisania i malowania. W 1848 r. przydzielono go jednak jako rysownika do ekspedycji badającej wybrzeża Morza Aralskiego. Spędził tam półtora roku, po czym wrócił do Orenburga, by dokończyć prace nad albumem z rysunkami i akwarelami. Do pomocy przydzielono mu wówczas Bronisława Zaleskiego – polskiego działacza niepodległościowego, przyjaciela Cypriana Kamila Norwida. Właśnie dzięki Zaleskiemu Szewczenko zaprzyjaźnił się z innymi polskimi rewolucjonistami, którzy stali się towarzyszami niedoli ukraińskiego poety, wspólnie z nim przeżywającymi poniżenie zadane przez carski absolutyzm. Na pewien czas sytuacja artysty uległa poprawie. Zwolniono go z codziennej musztry, mógł zamieszkać poza koszarami, a nawet swobodnie pisać i rysować. Ta sytuacja nie trwała jednak długo. Po rewizji, do której doszło wskutek donosu, Szewczenkę zamknięto na siedem lat w twierdzy Nowopietrowskiej nad Morzem Kaspijskim. Codziennie posyłano go tam na uciążliwą musztrę i do prac fortecznych, kilka razy na dzień przetrząsano mu też kieszenie w poszukiwaniu ołówka i papieru.

Za co kocham Ukrainę?

Mimo prześladowań udawało mu się na zesłaniu tworzyć potajemnie elegie i poematy. „Dla kogo piszę i dlaczego?/ I za co kocham Ukrainę?/ Czy warta ognia jest świętego?” – pytał w tych gorzkich wierszach. Nie użalał się jednak nad sobą, lecz wzywał, by „w stal najmocniejszą siebie zakuć”. Tak przetrwał czas niewoli, który wypełnił większość jego życia. Biografowie Szewczenki wyliczyli, że 24 lata spędził on w poddaństwie, 10 na zesłaniu, 3 i pół pod nadzorem policji, a tylko 9 na wolności. Pozostał za to wolny duchem – do końca wierny ojczyźnie. „Zastyga serce, gdy wspominam,/ Że mnie już poza Ukrainą/ Pogrzebią, nie będę żyć na niej/ I kochać ludzi, Ciebie, Panie” – pisał tuż po uwięzieniu. Dwa lata przed śmiercią udało mu się jednak wyjechać na Ukrainę i odwiedzić swoich braci i siostrę, którzy nadal jeszcze pracowali jako chłopi pańszczyźniani. Spotkania z chłopami wywołały niestety kolejną falę oskarżeń, o to, że poeta podburza lud. Jeszcze raz został aresztowany, a w końcu odesłano go do Petersburga, gdzie zmarł, wycieńczony długimi latami wcześniejszego zesłania. Po dwóch miesiącach jego ciało przewieziono pod Kaniów, na wysokie wzgórze, z którego roztacza się wspaniały widok na Dniepr i ukraińskie pola. Tak jak to sobie wymarzył w wierszu „Testament”: „Kiedy umrę, pochowajcie/ Na stoku mogiły –/ Pośród stepu szerokiego Ukrainy miłej./ Żeby łany pól szerokich,/ Dniepr wśród urwisk mknący/ Widać było, słychać było”... Te właśnie łany i szum rzeki widać i słychać w jego poezji. Bo poza wezwaniem do, nierzadko krwawej, walki o wolność, jest w tych wierszach zapisana przede wszystkim miłość do ojczystej ziemi.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    4°C Środa
    noc
    5°C Środa
    rano
    8°C Środa
    dzień
    8°C Środa
    wieczór
    wiecej »

    Reklama