Droga Kościoła

Warto zawalczyć o każdego człowieka, by mógł doświadczyć kochającego Boga. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wygląda na to, że mógłby być drogą Kościoła.

Reklama

Ilu ludzi – tyle historii. Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że każdy ma swoją historię życia, z jej wzlotami i klęskami. A jeśli napiszę, że każdy ma swoją historię zbawienia?

Bogdan jest alkoholikiem. Stracił firmę, żonę, kontakt z dziećmi. Nie pije od 12 lat. Powoli uczy się żyć trzeźwym, odpowiedzialnym życiem. Z żoną potrafi już rozmawiać przy herbacie. Docenia każdy dzień, kiedy może sam sobie spojrzeć w twarz w lustrze. A zmiana zaczęła się od tego, że ktoś potraktował go jak człowieka, kiedy był na dnie. Uwierzył, że jeszcze dorośnie do imienia „człowiek”, które dostał od Boga.

Monika skończyła w zeszłym roku liceum. Zdała maturę, chociaż sama nie wie jakim cudem. Nie może pogodzić się z samobójstwem przyjaciela. Jesienią wyruszyła w Polskę „stopem”. Któregoś razu podrzucał ją chłopak, który jest wolontariuszem w hospicjum. Rozmawiali o śmierci. Pojechała z nim do hospicjum, chciała zobaczyć jak tam jest - z ciekawości. Została. Towarzyszyła w ostatnich chwilach dwuletniemu chłopcu, porzuconemu przez rodziców. Ten mały obudził w niej na nowo miłość.

Joanna jest mamą dwójki dzieci. Siedzi właśnie w kuchni i zastanawia się, czy jeśli w tym miesiącu kupi dzieciom buty, to wystarczy jeszcze na ortodontę. Dobrze, że nie musi martwić się o kredyt, bo mieszkanie mają po babci. Bywa, że proza życia przysłania, to co nadaje życiu kolory. Ale wystarczy, że usiądą razem do rosołu (mąż najbardziej lubi z kluseczkami). Wystarczy, że mąż i dzieci zaczną zabawę w wyobrażanie sobie, co komu dana kluska przypomina. I już jest pięknie.

Piotrek jest studentem zarządzania. Studiuje dziennie, w weekendy dorabia jako kelner w restauracji. Bywa ciężko, ale głowę ma pełną planów i zapału. Marzy o własnej firmie i dobrej żonie, własnej rodzinie. Dwa tygodnie temu poznał Ankę. Dla niej chce być dobrym… co tam dobrym, chce być najlepszym mężczyzną, jakiego może z siebie wykrzesać.

„Każda osoba jest historią świętą” – tak zatytułował swoją książkę Jean Vanier. Pozwoliłam sobie pożyczyć to zdanie, bo sama nie potrafię prościej i celniej wyrazić tej prawdy. Każda osoba, bez wyjątku ma świętą historię – bo uświęconą obecnością Boga w jego życiu. Bóg nie zbawia jakiegoś abstrakcyjnego człowieka, w jakiś bliżej nie określonych dziejach zbawienia. Bóg jest konkretny. I konkretna jest historia zbawienia, która realizuje się w „dziejach duszy” tego człowieka, który przynajmniej ma wolę czynienia dobra. A tym bardziej jeśli siebie podda Chrystusowi i Ewangelii, i chce przemieniać świat, czynić go sobie poddanym. Wtedy świat także będzie poddawał Bogu. Człowiek będzie go zbawiał przez swoją historię życia.

W ten sposób odkrywamy „człowieka, jako drogę Kościoła” (por. Jan Paweł II, Redemptor Hominis, 14). Kościół wyrusza więc na poszukiwanie każdej osoby. I to nie idealnej, ale takiej jaką jest teraz. Oczywiście nie raz można w Kościele zauważyć pewien lęk, by nie pozwalać ludziom na zbyt wiele. Zbyt wiele pytań, pomysłów, inicjatyw, bo mogą coś zepsuć. Nie można zaprzeczać, że ludzkie wybory prowadzą często do dramatycznych sytuacji. Ale nie należy wobec nich dramatyzować. Duch działający w Kościele nieustannie odnawia w nim życie, dzięki tym, którzy poddają się Jego działaniu.

Ale Kościół tej drogi musi się jeszcze uczyć… Zdarzyło się, że jakiś czas mieszkałam w Pradze. Jak wiadomo, Czesi nie należą do najbardziej katolickich społeczności. Pewnego razu trafiłam tam na mszę do karmelitów, do Praskiego Jezulatka. Bardzo spodobał mi się śpiew na mszy młodzieżowej, poszłam więc drugi raz do tego samego kościoła. Wchodzę, a tam jeden z ojców wychyla się z konfesjonału i macha ręką, że mam podejść. Więc w lekkiej panice sprawdzam, czy nie stanęłam w jakimś zakazanym miejscu, sprawdzam dekolt, czy przypadkiem nie za duży, jeszcze patrzę, czy nikt nie stoi obok mnie, ale nie: wszystko w porządku. Podchodzę więc do karmelity z oczami wielkimi ze zdziwienia i zaniepokojenia. I co się okazało? Okazało się, że ojciec zauważył, że już drugi raz jestem na mszy. Chciał zapytać o imię i o to czy mi się tutaj podoba. Okazało się, czeski zakonnik zna nawet kilka słów po polsku.

Nie ma się co oszukiwać, w Polsce brakuje nam jest takiego podmiotowego podejścia do człowieka w Kościele, brakuje takiej uwagi i otwartości na to, żeby po prostu poznać człowieka i mu towarzyszyć. Nawet w małych grupach, gdzie ktoś nowy jest zauważalny, nie do końca jeszcze rozumiemy, że warto zawalczyć o każdego człowieka, by mógł doświadczyć kochającego Boga. Zawalczyć przez pełne szacunku i cierpliwości towarzyszenie w dojrzewaniu, a nie przez oskarżenia i potępienia. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka ten czy inny osobnik nie wygląda na to, że mógłby być drogą Kościoła. A każdy jest Bogdan, Monika, Joanna, Piotrek, ty i ja.


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Awa
    05.03.2014 18:56
    Albo ja jestem nieogarnięta ale tak w tym roku schowaliście ten Wielki Post, że trudno go znaleźć.
  • Andrzej_Macura
    05.03.2014 19:51
    Na starcie chcieliśmy po prostu jeszcze zapraszać. Wszystko jest na wierzchu. Potem będzie wszystko poukładane na jednej stronie...
  • Andrzej_Macura
    05.03.2014 21:15
    Ale skoro domagasz się tak bardzo spisu treści, to już jest :)

    http://liturgia.wiara.pl/doc/1901482.Swiety-ojciec

    Teraz wszystkie banerki już linkują do niego. W internecie możliwość twórczych rozwiązań tworzonych z godziny na godzinę jest imponująca ;)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10°C Czwartek
    dzień
    11°C Czwartek
    wieczór
    7°C Piątek
    noc
    6°C Piątek
    rano
    wiecej »

    Reklama