Moje dziecko - ksiądz

– U nas było „na bogato”, bo to pierwsze powołanie po wojnie – mówi ks. Grzegorz Góra.

Reklama

Ponieważ w parafiach tak rzadko zdarzają się prymicje, dlatego ten dzień ma szczególny wymiar. – U nas było „na bogato”, bo to pierwsze powołanie po wojnie – mówi ks. Grzegorz Góra. – Stąd orkiestra strażacka, dlatego bryczka i wystrojona cała wieś. Ale w tym wszystkim chodziło nie tylko o osobę ks. Łukasza, ale także akcję powołaniową. Żeby chłopcy i młodzi zapragnęli kiedyś mieć podobną uroczystość – uśmiecha się. Wdzięczność.

 

Przebił ofertę

Poza tym parafianie są dumni, że w ich wspólnocie ukształtował się człowiek, który spodobał się Bogu. Więc, choć główny ciężar przygotowania uroczystości spoczywa na rodzinie prezbitera i parafii, to także lokalne instytucje biorą udział w organizacji tego dnia: szkoła, samorząd, strażacy, grupy parafialne – wszyscy oni chcą zaznaczyć swój wkład w niecodzienne wydarzenie.

– To jest trzeci z kolei dzień, który, będąc matką, przyjmuję jako szczególny dar. Pierwszy to dzień naszego ślubu, drugi to dzień, gdy urodziłam Krzysia, i trzeci, gdy jako ks. Krzysztof rozpoczynał Mszę św. w naszym kościele parafialnym – wyznaje Jadwiga Rodzińska z Rogoźnicy. Ich sytuacja jest o tyle niezwyczajna, że Krzysztof przygotowywał się do święceń dwa lata dłużej. Prosił bowiem o czas do namysłu przed postawieniem kolejnych kroków ku kapłaństwu. – Zawsze mu powtarzałam: bądź albo dobrym mężem i ojcem, albo księdzem – wspomina. – I zostawiałam mu decyzję. Jednak nie byłam bierna, oddawałam jego namysł opiece Królowej Różańca – mówi w dniu prymicji. Zresztą taką samą radę jak dla siebie, ma i dla swego syna: – Trzymaj się Boga więzami różańca. Maryja jest ze swą miłością zawsze przy tobie – radzi, a potem mówi o swym poruszeniu, gdy na posadzce kościoła leżało jedenastu mężczyzn. – Jak wielki i mocny jest Bóg, skoro w naszych czasach potrafi przebić ofertę tego świata i zdobyć młode serca – zauważa.

Dni chwały. Bożej

Pierwszym mocnym momentem prymicyjnego dnia jest błogosławieństwo syna przez rodziców na jego kapłańską drogę życia. Odbywa się ono w domu rodzinnym, skąd w procesji prymicjant idzie do kościoła. Tutaj przewodniczy Mszy św. – Cały drżałem, gdy wypowiadałem słowa konsekracji – przyznaje ks. Łukasz Bankowski. Podobnie jego koledzy. Obawa przed pomyłką, zafałszowaniem podczas śpiewów mszalnych to jednak nic w porównaniu z emocjami towarzyszącymi podziękowaniom. Wtedy bowiem trzeba w kilku zdaniach wypowiedzieć historię troski, przeżyć, miłości, wiary wielu lat życia z najbliższymi, przyjaciółmi, dobrodziejami. – Nie było łatwo, naprawdę – zapewnia ks. Artur Tomczak. Na koniec Mszy św. i przez pierwszy miesiąc posługi neoprezbiterzy udzielają specjalnego, prymicyjnego błogosławieństwa. Ostatnim punktem dnia jest przyjęcie, na którym łatwo można się przekonać, jak wielu ludzi realnie wpływa na osobowość kapłana: środowisko rodzinne, przyjaciele ze szkoły, bracia z seminarium, księża i parafianie wspólnot, w których mieli praktyki duszpasterskie. Wszyscy oni oddają tego dnia chwałę Bogu za życie nowego księdza, ale i oddają go tym, dla których Bóg go sobie wybrał.

Teresa Bańkowska, Sady Górne
 
– Łukasz jest moim ósmym dzieckiem, najmłodszym. Kiedy po raz pierwszy jako chłopiec stanął przy ołtarzu, zaczęłam się modlić, by Pan go powołał do kapłaństwa. Potem cieszyłam się, że jest wierny służbie w kościele. Zdobywał umiejętności, rozwijał się, dojrzewał do seminarium. Dzisiaj ja sama, ale i cała nasza duża rodzina oddaliśmy Łukasza Bogu.
 
Małgorzata Makiel, Wałbrzych
 
– Serce dzisiaj wyrywa mi się z piersi, gdy patrzę na syna księdza. Wymodliłam mu powołanie u MB Nieustającej Pomocy, jej też oddałam mojego Adasia i jego przyszłość. Kiedy patrzyłam na niego sprawującego Eucharystię, wiedziałam, jako matka, tak po ludzku, co czuje. Wiem dobrze, że Maryja go wspiera i prowadzi go Duch Święty. Pozostała mi już teraz tylko modlitwa, bo to delikatny chłopak.
 
Krystyna Tomczak, Witoszów Dolny
 
– To, co teraz czuję, jest nieporównywalne z czymkolwiek, co przeżyłam do tej pory. Gdy syn szedł do seminarium, zastanawiałam się, czy sobie poradzi, dzisiaj wiem, że jak najbardziej, ale jeszcze jedno: nie sądziłam, że przez sześć lat można tak bardzo się zmienić, wydorośleć, utemperować swój charakter. Nie zmarnował tych lat. Martwię się o samotność kapłańskiego życia… postanowiłam więc, że będę dbała o dobry kontakt z Arturem.
 
Beata Fiołek, Wiry
 
– Najmocniejsze doświadczenie mojego życia: jestem matką kapłana. Wiem, że idzie na służbę Bogu, ale pośród ludzi. Od dzisiaj modlę się o to, by spotykał w swoim życiu życzliwych ludzi. Dzisiaj, kiedy dziękował mi, że go urodziłam i wychowałam, myślałam z dumą i radością o sensie macierzyństwa. Ufam, że Dawid podoła kapłańskiej pracy. 
 
Irena Janik, Świdnica
 
– Jeszcze do mnie to wszystko nie dotarło. W ostatnich dniach byłam tak bardzo pochłonięta przygotowaniami do święceń i prymicji, że nie było okazji, żeby to wszystko głębiej przemyśleć. Podczas podziękowań miałam taki przejmujący obraz: małego Karola, który dzisiaj jako mężczyzna wyrusza w niezwykłą drogę. Będę z nim wytrwale, jak tylko trzeba i ile można.
 
 
«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    0°C Niedziela
    rano
    2°C Niedziela
    dzień
    3°C Niedziela
    wieczór
    0°C Poniedziałek
    noc
    wiecej »

    Reklama