Coraz bliżej grobu „Inki”

– Pamiętam tę dziewczynę bardzo dobrze. I ten moment, gdy dowódca plutonu egzekucyjnego podszedł, by ją dobić. Wtedy ona krzyknęła: „Niech żyje Łupaszko!” – opowiada Alojzy Nowicki, świadek śmierci Danuty Siedzikówny „Inki”.

Reklama

Przy narodzinach uszkodzono jej drobne mięśnie twarzy. Miała więc wklęśnięty policzek i usta ściągnięte w lekkim grymasie. Choć była ładną, zgrabną dziewczynką, dzieci w szkole czasem jej dokuczały. Bardzo to przeżywała. Ojciec z matką wybrali się z dzieckiem do wybitnego specjalisty w Warszawie. Profesor powiedział Dance, żeby się nie martwiła. Obiecał, że kiedy zrobi jej operację, będzie jeszcze ładniejsza. „Niestety, tego typu zabiegi wykonuje się jedynie dorosłym. Przyjedziesz do mnie, gdy skończysz 18 lat” – pocieszał dziewczynkę doktor. Danuta Siedzikówna, sanitariuszka, łączniczka, bohaterka antykomunistycznego podziemia, została rozstrzelana 28 sierpnia 1946 roku. Do jej 18. urodzin brakowało sześciu dni. Być może już wkrótce, po 68 latach od wykonania wyroku, zostanie odnalezione miejsce jej pochówku...

Z Podlasia nad morze

Danka urodziła się na Podlasiu w rodzinie polskich patriotów. Ojciec w 1940 r. trafił do sowieckiego łagru. Wydostał się z niego z armią Andersa, ale wycieńczony zmarł w Teheranie i tam został pochowany. Mamę zamordowało gestapo. Mimo tragicznych doświadczeń Danka razem z siostrą w 1943 r. złożyły przysięgę w Armii Krajowej. 15-letnia dziewczyna trafiła do samego majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i jego słynnej 5. Wileńskiej Brygady AK. Wtedy zaczęła używać pseudonimu „Inka”. – Od 1946 r. oddział „Łupaszki” działał na terenie Pomorza. 13 lipca „Inka” została wysłana z misją do Gdańska. Miała uzupełnić apteczkę oddziału nowymi lekami i środkami opatrunkowymi, wymienić stare mapy sztabowe oraz dowiedzieć się, jaki jest stan zdrowia Zdzisława Badochy „Żelaznego”, który podczas jednej z potyczek został ranny i na czas rekonwalescencji przebywał w pomorskiej wsi Czernin – wyjaśnia Marzena Kruk, historyk z IPN. Jeden z kolegów partyzantów zaprowadził Dankę na ul. Wróblewskiego 7 w Gdańsku-Wrzeszczu, do konspiracyjnego mieszkania sióstr Mikołajewskich. O 4 nad ranem 20 lipca do meliny wpadli ubecy i aresztowali sanitariuszkę. – „Inka” wpadła przez współpracującą z UB Reginę Żylińską, łączniczkę „Łupaszki” – mówi M. Kruk.

Powiedzcie mojej babci...

Stoję przed niewielkim, ceglanym, szeregowym domem. To tutaj „Inka” spędziła swoją ostatnią noc przed aresztowaniem. Patrzę na czarno-białe zdjęcie sprzed 68 lat i porównuję dawny budynek z dzisiejszym. Właściwie nic się nie zmieniło. Zniknął jedynie bluszcz pokrywający front domu. Siostry Helena i Jadwiga Mikołajewskie już nie żyją. Jednak ich wspomnienia związane z Danką przetrwały. Zostały spisane przez wnuki obu kobiet. – Nasze babcie były w wileńskiej konspiracji, więc miały o czym z „Inką” pogadać – podkreśla Zofia Tatarek, wnuczka Jadwigi. – Wszystkie trzy uwielbiały śpiewać – uzupełnia Agnieszka Marszk, wnuczka Heleny. – Babcie opowiadały, że na zmianę z Danką intonowały popularne partyzanckie piosenki – dodają. Kiedy ubecy wyprowadzili „Inkę”, siostry Mikołajewskie gorączkowo zaczęły niszczyć zdjęcia i inne materiały konspiracyjne. W ogródku przed domem zakopały broń. Po kilku godzinach funkcjonariusze UB wrócili również po nie. – Trafiły do tego samego więzienia co „Inka”. Zanim zostały wypuszczone, babcia Helena widziała jeszcze raz Danutę. Zapamiętała jej siną od bicia twarz. Wówczas, a było to około tygodnia po aresztowaniu, „Inka”, stanąwszy w zakratowanym oknie, położyła porozumiewawczo palec na ustach, czym zakomunikowała, że niczego nie zdradziła przesłuchującym ją ubekom – opowiadają wnuczki sióstr Mikołajewskich. W pożegnalnym grypsie Danka napisała: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Ta wiadomość, wysłana do Jadwigi i Heleny, nie zachowała się. Została szybko zniszczona, bo tego wymagały zasady konspiracji. – Treść grypsu babcie dobrze zapamiętały i przekazały rodzinie „Inki” – mówią Zofia i Agnieszka. 9 lipca 1948 roku funkcjonariusze UB ponownie zatrzymali siostry Mikołajewskie. Po ponad 450 dniach spędzonych w areszcie Jadwiga została skazana na karę 6 lat więzienia. Helena usłyszała wyrok 2 lat pozbawienia wolności.

W stalinowskich kazamatach

Chcę dowiedzieć się, jak wyglądały ostatnie dni Danki przed egzekucją. Wiem, że cele, w których komuniści trzymali żołnierzy podziemia niepodległościowego, przetrwały do dziś. Wypełniam więc wniosek i adresuję go do naczelnika Aresztu Śledczego w Gdańsku. Po kilku dniach otrzymuję zgodę na wejście do kazamatów. Zanim przestąpię próg więzienia, muszę oddać komórkę i dyktafon, a moja torba zostaje prześwietlona. W końcu z trzaskiem zamykają się za mną okratowane drzwi. Po labiryncie więziennych korytarzy prowadzi mnie jeden z funkcjonariuszy. Kluczymy kilkanaście minut. Bez jego pomocy nie odnalazłbym drogi powrotnej. W końcu docieramy do stalinowskiej katowni. Składają się na nią trzy cele. Wejścia do każdej z nich strzeże para żelaznych drzwi. Pomieszczenia są małe i ponure. Dowiaduję się, że podłogi były zalewane wodą, więc osadzeni musieli spać na siedząco. Znajduję też karcer. Ma niewiele więcej niż metr wysokości i kilkadziesiąt centymetrów szerokości. Zastanawiam się, jak traktowali Dankę przesłuchujący ją funkcjonariusze. – Trzeba pamiętać, że „Inka” była sanitariuszką i łączniczką znienawidzonego przez komunistów „Łupaszki”. Dlatego śledztwo musiało być bardzo ciężkie. Niestety, w dokumentach zachowały się tylko relacje pośrednie. Prawdopodobnie Danuta Siedzikówna była brutalnie bita i poniżana. Rozbierano ją do naga, a następnie do celi wpuszczono żony ubeków, którzy zginęli niedawno w akcjach przeciwko leśnym oddziałom. Być może „Inka” została zgwałcona. Mimo to nie dała się złamać i nie zdradziła swoich przyjaciół z konspiracji. Chociaż bardzo chciała żyć, nie poprosiła Bieruta o ułaskawienie – mówi Waldemar Kowalski, znawca historii aresztu Śledczego w Gdańsku, pracownik Muzeum II Wojny Światowej. Tuż przed śmiercią Dankę wyspowiadał ks. Marian Prusak. „Przyjęła mnie nadzwyczaj spokojnie. Wyraziła życzenie, żeby o wyroku i o śmierci powiadomić jej siostrę. Nie mówiła nic więcej, na nic się nie skarżyła” – wspominał po latach kapłan.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • B.Łabędzki
    09.06.2014 07:12
    Szczęść Boże
    Zdjęcie zamieszczone w artykule faktycznie pokazuje w tle szkołę podstawową w Narewce, ale brama do której wprowadza rower Danusia to wejście na podwórko domu, w którym Panie Siedzikowe (Aniela, Jadwiga, Eugenia, Wiesia, Danka i Irenka) mieszkały po 1940 roku.
  • Ann-en
    07.07.2014 18:51
    A co z ofiarami terroru terrorysty Łupaszki i jemu podobnych tych co po wojnie zamiast pójść do lasu zajęli się odbudową kraju. Co z takim nauczycielem z Kraszewa, którego winą było to, że zamiast pójść do lasu uczył w szkole i za to został zastrzelony. Co z podchorążym którego wyciągnięto z pociągu i zastrzelono ponieważ ochraniał geodetów mierzących działki z ziemi obszarniczej w ramach reformy rolnej.

    Żołdakom wyklętym tylko nasza wzgarda!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    11°C Sobota
    rano
    16°C Sobota
    dzień
    16°C Sobota
    wieczór
    12°C Niedziela
    noc
    wiecej »

    Reklama