Przed synodem

Są powody do niepokoju. Dokument przygotowawczy diagnozuje, że kondycja rodziny jest coraz gorsza. Postulat dopuszczenia do Komunii osób będącym w drugim związku podzielił biskupów. Módlmy się za synod i za rodzinę!

Reklama

W mediach konflikty i emocje sprzedaje się najlepiej. Dlatego w medialnym przekazie sprawa dopuszczenia do Komunii św. osób żyjących w kolejnym związku wyrasta na najważniejszy problem, z którym ma się zmierzyć synod. A nie jest to prawda. „Instrumentum laboris”, czyli dokument przygotowawczy na październikowe obrady biskupów, wylicza kilkadziesiąt różnych problemów związanych z małżeństwem i rodziną, które mają stać się przedmiotem namysłu. Dokument został opracowany w dużej mierze na podstawie odpowiedzi na ankiety, które zostały rozesłane do episkopatów na całym świecie. Kościół chce przyjrzeć się kryzysowi rodziny, zdiagnozować jego przyczyny, opisać skutki i poszukać duszpasterskiego „lekarstwa”. Problem Komunii dla osób po rozwodzie, żyjących w drugim związku, jest jednym z kilkudziesięciu tematów wyliczonych w dokumencie. Niemniej jednak można się obawiać, że ten właśnie problem zdominuje obraz całości synodu.
 

Dyskusja tak, ale nie o zmianie doktryny

To, że najgłośniej mówi się o dopuszczaniu do Komunii osób rozwiedzionych, nie jest tylko zasługą mediów. Ten temat stał się w ciągu ostatnich miesięcy przedmiotem publicznej dyskusji hierarchów. Tak silnej polaryzacji stanowisk biskupów nie było chyba od czasów kontrowersji wokół encykliki „Humanae vitae” z 1968 roku, kiedy to episkopaty Niemiec czy Austrii oraz np. kard. Suenens z Belgii otwartym tekstem wyrażali sprzeciw wobec nauczania papieża. Obecna kontrowersja wywołana została wykładem kard. Waltera Kaspera, wygłoszonym na prośbę papieża podczas spotkania kardynałów (konsystorza) w lutym tego roku. Jedna z pięciu części jego przedłożenia dotyczyła kwestii Komunii dla rozwodników i zawierała konkretne postulaty zmian w dyscyplinie sakramentów. Papież Franciszek w wywiadzie dla „Corierre della Sera” stwierdził, że „kardynał Kasper dokonał głębokiej i pięknej prezentacji”, co mogło zostać odebrane jako zielone światło dla jego kierunku myślenia. Sam kard. Kasper udzielał chętnie wywiadów, powtarzając swoje tezy. Najsilniejszy głos poparcia dostał z Niemiec. Kard. Reinhard Marx stwierdził, że episkopat niemiecki w większości popiera stanowisko kardynał Kaspera i na synodzie zgłosi formalny wniosek w tej sprawie.


Z drugiej strony odezwały się bardzo zdecydowane głosy hierarchów, którzy wskazywali, że to, co proponuje kard. Kasper, nie jest bynajmniej drobną korektą duszpasterską, ale poważną zmianą doktrynalną, naruszającą prawdę o nierozerwalności małżeństwa. W obronie tej nierozerwalności zabrał głos m.in. kard. Carlo Caffarra, upominający się o docenienie nauczania Jana Pawła II, który jak może żaden papież w historii rozumiał problematykę małżeńską, pogłębiał ją i głosił. Podobne głosy podnieśli kard. Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Raymond Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, kard. Timothy Dolan z Nowego Jorku czy kard. George Pell, wieloletni biskup Sydney, ostatnio zaangażowany przez papieża w sprawy gospodarcze Watykanu. Słowa tego ostatniego hierarchy zabrzmiały wyjątkowo mocno. „Nauczanie i duszpasterstwo nie mogą być ze sobą sprzeczne” – podkreślił. Jego zdaniem, kwestia podniesiona przez kard. Kaspera stała się symbolem starcia między tym, co pozostało z chrześcijaństwa w Europie, a agresywnym neopogaństwem. „Każdy wróg chrześcijaństwa chce, by Kościół w tej sprawie skapitulował” – dodał.

To wszystko nie są wypowiedzi w kuluarach, ta dyskusja toczy się publicznie. Zresztą nie tylko między hierarchami. Trwa także wśród katolików świeckich. Sam ojciec święty tuż po burzliwym konsystorzu wyraził swoje zadowolenie z debaty. „Niepokoiłbym się, gdyby podczas konsystorza nie było intensywnej dyskusji, niczemu wtedy by on nie służył. Braterskie i otwarte konfrontacje rozwijają myśl teologiczną i pastoralną. Tego się nie boję, a wręcz szukam”. Niedawno podczas wizyty „ad limina” biskupów hiszpańskich papież zapewnił, że nie zmieni zasad dotyczących dopuszczania do Komunii rozwodników żyjących w kolejnym związku.

Synod będzie przebiegał dwuetapowo. Owoce tegorocznego Zgromadzenia Nadzwyczajnego Synodu Biskupów (5–19 października) zostaną wykorzystane do przygotowania dokumentu roboczego na Zgromadzenie Zwyczajne w październiku roku 2015. Dopiero po nim opublikowany zostanie zaaprobowany przez papieża dokument końcowy.
 

Czy znamy i akceptujemy nauczanie Kościoła?

„Instrumentum laboris” wskazuje proponowaną tematykę do dyskusji. Zagadnienia zostały podzielone na trzy grupy tematyczne. Pierwsza, zatytułowana „Głoszenie Ewangelii rodziny w dzisiejszym świecie”, dotyczy tego, jak Dobra Nowina o małżeństwie jest dziś przedstawiana i przyjmowana przez wiernych. Dokument zwraca uwagę na słabą znajomość nauczania Kościoła nt. małżeństwa i rodziny wśród wiernych oraz na wybiórcze jego traktowanie. Najczęściej odrzucane elementy nauki Kościoła to etyka regulacji poczęć, nieakceptowanie rozwodów i ponownych związków, homoseksualizmu, konkubinatów, stosunków przedmałżeńskich, zapłodnienia in vitro, wezwanie do wierności małżeńskiej itp. Po takim wyliczeniu można zapytać, co w takim razie pozostaje z doktryny katolickiej.

Dokument zwraca uwagę, że nauczanie o małżeństwie jest przyjmowane bez zastrzeżeń przez ludzi autentycznie żyjących wiarą. Opór jest tam, gdzie brakuje osobistego spotkania z Chrystusem. Duszpasterska odpowiedź nie może polegać tylko na szukaniu „atrakcyjnej” prezentacji doktryny, ale na skuteczniejszej ewangelizacji. Formacja do małżeństwa osób, które nie mają doświadczenia żywej wiary, będzie „zawieszona w powietrzu” i nie może się powieść. Dokument wskazuje, że nauczanie Kościoła stoi w sprzeczności z tym, co propagują dziś mass media: hedonizmem, relatywizmem, materializmem, indywidualizmem, sekularyzacją, kruchością relacji międzyludzkich, swobodą obyczajów, prowadzącą do egoizmu, pragnieniem osiągania wszystkiego natychmiast itd. Cały osobny podrozdział poświęcony jest niezrozumieniu i odrzuceniu pojęcia „prawa naturalnego”, które w etyce katolickiej zajmuje istotne miejsce.
 

Kryzysy rodzinne

Drugi rozdział dokumentu nosi tytuł „Program duszpasterski dla rodziny w świetle nowych wyzwań”. Mamy tutaj wyliczenie wszelkich kryzysowych sytuacji, które można dziś zaobserwować. U podstaw kryzysów w rodzinie leżą np. niezdolność do wchodzenia w relacje i problemy z komunikacją międzyludzką. Ponadto mowa jest o rozpadzie rodziny spowodowanym rozwodem, separacją, o samotnym wychowywaniu dzieci, o wolnych związkach, związkach homoseksualnych, poligamii, aborcji. Problemem jest przemoc fizyczna, psychiczna i seksualna w łonie rodziny, zwłaszcza w stosunku do kobiet i dzieci. Poważnym zaniedbaniem jest brak troski o dzieci, a nawet porzucanie ich, co ma związek z zanikiem poczucia odpowiedzialności rodzicielskiej. Innym zagrożeniem są uzależnienia od alkoholu, narkotyków, pornografii, hazardu, gier wideo, internetu i portali społecznościowych. Negatywny wpływ wywierają na rodzinę media promujące antyrodzinne wzory życia. Nieustanne korzystanie z telewizora, komputera i smartfonu zaburza więź między członkami rodziny, zabierając im wspólnie spędzany czas wolny, a nawet prowadząc do „relacji wirtualnych” między nimi. Dokument wylicza także różne zewnętrzne (ekonomiczne, polityczne, prawne i kulturowe) naciski, które osłabiają rodzinę. Wymienia kilka konkretnych trudnych sytuacji, które wymagają adekwatnej odpowiedzi Kościoła. Chodzi o konkubinaty i wolne związki, sytuację osób po separacji, rozwodzie, żyjących w ponownych związkach cywilnych, samotne matki. W tym miejscu pojawia się wspomniana na początku kwestia dopuszczania do Komunii osób rozwiedzionych, żyjących w powtórnych związkach. Dokument wskazuje też na fakt, że o ślub kościelny proszą często osoby ochrzczone, ale niepraktykujące albo niewierzące.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Estera
    04.10.2014 11:30

    "Duszpasterstwo nie może być szukaniem złotego środka między wymaganiami Ewangelii a możliwościami człowieka. Chodzi o pokazywanie ideału i umacnianie wiary w realne działanie Boga w życiu ludzi."

    To jest bardzo ważne, że każdego dnia mamy odwracać się od zła , by iść ku Bogu, który pozostawił swoje przykazania, byśmy doznając "sprzeczności"w naszym życiu,tym samym doznali większego światła Bożego miłosierdzia.

    Szczęść Boże
  • Zibi89
    04.10.2014 11:56
    Mam wrażenie, że ludzie mają jeszcze inny, głębszy problem. Mają problem z rozeznaniem między zakochaniem, pożądaniem, a pragnieniem i miłością. Ludzie, którzy swój związek oparli wyłącznie na pięknu fizycznym albo na poziomie doznań seksualnych nie doświadczają powołania do małżeństwa, gdyż nie pozwolili kierować się Bogu wg Jego woli. Ukazali własną wolę jako przedmiot najwyższego poznania i jedynego dobra, do którego dążą.

    Moje zakochanie, wg woli Pana, nauczyło mnie czystej miłości, adoracji tej drugiej osoby pomimo początkowego etapu mojego uzależnienia od pornografii i nie możności przekształcenia jej, z przyczyn w głównej mierze niezależnych ode mnie, w Miłość i Odpowiedzialność.

    Najważniejsze, iż małżonkowie teraźniejsi lub przyszli nie potrafią często dbać o budowanie trwałych więzi, relacji, szacunku między sobą i między nimi, a dziećmi.

    Hierarchia w rodzinie, wola głowy rodziny jako drogowskaz dla okazywania bezwzględnego posłuszeństwa woli przełożonych z miłości, z radością i prostotą serca oraz przede wszystkim problematyka nienależytego przeżywania okresu narzeczeństwa i wzajemnego uczenia się siebie i poznawania (o ile w ogóle jest przeżywany).

    Małżonkowie nie potrafią w pełni wziąć odpowiedzialności za rodzinę. Przeciwstawienie się nurtom głównym to jedno, a drugie świadomość własnej odpowiedzialności. Nie tylko w sensie materialnym, ale także wychowawczym i moralnym.

    Nawet jeżeli małżonkowie i rodzice nie doświadczyli miłości własnych rodziców to nie oznacza wcale, że są skazani na porażkę we własnym życiu małżeńskim. Wymaga ono obopólnej pracy nad sobą nawzajem. Na wzajemnym wspieraniu się małżonków. Czy jednak można poszukiwać wsparcia np. od osoby nieodpowiedzialnej opierającej swoją wizję życia na walorach fizycznych lub takiej, która nie potrafi lub nie chce zapewnić rodzinie godziwego bytu materialnego?

    Rodzice mogą także względem dzieci przedkładać własne ambicje ponad wolę Bożą i odczuwać z tego powodu niedosyt, a nawet frustrację. Za mało jest w nas wiary, a za dużo tego świata. Wsparcie nie polega na uważaniu, że możliwe jest osiągnięcie stanu bezgrzeszności i stawiania swojej woli ex cathedra (w przypadku św. Franciszka jak wiemy było inaczej), ale na powstawaniu z każdego upadku mocniejszymi niż byliśmy przed. Wychowywanie nie polega na ciągłym karceniu dzieci, lecz cierpliwym i konsekwentnym tłumaczeniu skutków ich postępowania z miłości, stawianie przykładów. Nigdy nie może nam zabraknąć cierpliwości. Zwłaszcza wtedy gdy dziecko wydaje się być nieposłuszne. Możliwe są przecież sytuacje, gdzie nieposłuszeństwo dziecka nas uczy pokory.
  • Hanna
    04.10.2014 12:01
    Ta dyskusja o dopuszczeniu osób trwających w grzechu ciężkim do komunii i ten dokument dowodzą jakiegoś strasznego pomieszania w umysłach hierarchii - kardynałów, biskupów i samego papieża. Bo już samo kontestowanie jasnych, jednoznacznych słów Chrystusa dowodzi, że tam chyba zabrakło po prostu wiary. Zamiast tego jest kombinowanie, jak by tu obejść nauczania Pana. Jak by tu przypodobać się potężnym mediom, żeby nas chwaliły. Znamienne jest, że o ile Benedykt XVI był wściekle atakowany przez media światowe, to obecny papież jest ich ulubieńcem. Bo nigdy nie powiedział niczego, co by im się nie spodobało.
    Jako katolicy doszliśmy już do ściany. Pasterze przy aprobacie wpływowych mediów lewicowych zupełnie jawnie kwestionują doktrynę. Jako wierni nie możemy ich krytykować, ale przecież mamy rozum. Na naszych oczach rozgrywają się wydarzenia, których skutki wykraczają poza ten świat. Tymczasem jesteśmy zbywani uspokajającymi formułkami, a często lekceważeniem.
  • Zibi89
    04.10.2014 14:03
    Dla mnie ktoś kto nie umie wziąć odpowiedzialności za współmałżonka, za dzieci i ich wychowanie, za własne czyny, za byt materialny rodziny i wspierać się wzajemnie, za przeproszeniem, nie ma jaj. Jeżeli tak będzie to rodziny będą się rozpadały. I nie ma to nic wspólnego z żadną ideologią. Wada narodowa pt. rozwiązłość zbiera żniwo wśród nieodpowiedzialnych i eogistów.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3
    -2°C Środa
    rano
    -1°C Środa
    dzień
    0°C Środa
    wieczór
    -1°C Czwartek
    noc
    wiecej »

    Reklama