Alleluja, jest niebo!

Wszystkich świętych to urealnienie teoretycznej wiary w nasze zbawienie. W ten dzień trzeba przyznać: jest niebo. I jest wielu takich, którzy już je osiągnęli.

Reklama

„W majestacie na niebieskim tronie siedzi Jezus”.... A wokół niego mnóstwo aniołów i świętych. To obraz znany z popularnej pieśni, śpiewanej także w uroczystość Wszystkich Świętych. Czasem jednak pojawiają się pytania. Dlaczego ich czcimy? Czy cześć nie należy się tylko Bogu? Po co tylu pośredników? Te pytania niejednego już zaniepokoiły. I skłoniły do myślenia, że różne obchody ku czci świętych w Kościele katolickim, także uroczystość Wszystkich Świętych,  to jakaś ledwie ochrzczona tradycja mająca swoje źródło w pogaństwie. Można tłumaczyć, że cześć oddawana Bogu i ludziom mocno się jednak różnią, można wyjaśniać, że jedno słowo „pośrednik” może dotyczyć różnych rzeczywistości. Ale można też zwyczajnie wtedy zapytać: czy wierzysz, że Jezus naprawdę nas zbawił? Przecież to, co nazywamy kultem świętych to najprostsza konsekwencja centralnej prawdy wiary wszystkich chrześcijan: Chrystus przez swoją śmierć, zmartwychwstanie i wstąpienie do nieba otworzył nam bramy nieba.

Prawdziwość naszego zbawienia

Po co Jezus umarł? Po co zmartwychwstał? Przecież nie dla siebie. Wierzymy, że dzięki temu dokonało się nasze zbawienie. Wykupieni zostaliśmy „z jarzma grzechu i śmierci i wezwani do chwały”. Grzech Adama, który zaowocował śmiercią, stracił swoją śmiertelną moc. Każdy wierzący w Jezusa zyskuje przebaczenie i życie wieczne. Brzmi nieźle. A konkretnie co znaczy?

Kościół wierzy, że ci, którzy umierają zjednoczeni z Chrystusem, zanim nastąpi Sąd Ostateczny i zmartwychwstanie ciał (dla Boga zresztą nie ma czasu), podobnie jak skazany razem z Jezusem i skruszony łotr, zaraz po śmierci (albo po jakimś czasie) cieszą się radością oglądania Boga twarzą w twarz. Umarło ich ciało. Ale żyje ich dusza. Kiedyś Bóg tę duszę na powrót przyoblecze w ciało, ale już dziś ludzie ci żyją blisko Boga. Bo Bóg, znając ich wiarę w Jego Syna, przyjął ich do siebie.

Jak tu nie cieszyć się, że nasi starsi bracia i siostry już teraz radują się oglądaniem Boga twarzą w twarz? Jak nie świętować, że dobry Bóg chce nas wszystkich mieć u siebie? Kult świętych, w tym wszystkich świętych, to tak naprawdę wyraz naszej wiary w to, że całe to gadanie o naszym zbawieniu to nie puste słowa, ale konkret: przed nami szczęśliwa wieczność. Część z nas, także z naszych bliskich, już tam jest. Jest z czego się cieszyć. To raczej tych, którzy zżymają się na nasze świętowanie, trzeba zapytać, czy wierzą, że zbawienie to coś naprawdę realnego.

Wielość możliwości naśladowania

Wszystkich Świętych to też okazja do uradowania się prawdą, że żeby osiągnąć zbawienie, nie trzeba dopasować się do jednego, ściśle określonego schematu. Bo święci byli bardzo różni. Ten święty był taki, tamten był inny. Ten zajmował się tym, tamten czym innym. Jeden wiele się modlił, drugi więcej służył bliźnim, trzeci był świetnym kaznodzieją, a czwarty takim sobie człowiekiem, który w chwili próby zdał egzamin oddając za Jezusa swoje życie. Takie bogactwo, taki wybór różnych postaw. Wszystkich świątobliwych postaw. Patrząc na tę mnogość uświadamiam sobie, że by osiągnąć niebo, nie muszę zmieniać ani swojego charakteru, ani otoczenia, w którym żyję. Chodzi tylko o to, żeby moją zranioną grzechem naturę w tych okolicznościach, w których mi przyszło żyć, podniósł ku Bogu. Spojrzenie na świętych bardzo w tym pomaga.

Taki święty Andrzej Apostoł – pierwszy powołany. A przecież grał potem rolę drugoplanową. Nie zostanę jak on misjonarzem. Ale patrząc na niego mogę odnaleźć się na tym drugim planie. Zawsze solidny, prowadzący innych do Chrystusa. I nie obraził się, kiedy jego rodzony brat, Szymon Piotr wysunął się przed niego.

Albo taki Jan Ewangelista. Powołany, kiedy był jeszcze chłopcem, umarł, gdy już był starcem. Piękny patron wszystkich młodych, którzy w młodości stają przed wyzwaniami, których z racji wieku nie powinni udźwignąć. I tych, którzy na starość, mając już dość wikłania się w drobiazgi, gotowi są dać światu najmądrzejsze syntezy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ja
    01.11.2014 19:09
    ''W ten dzień trzeba przyznać: jest niebo''

    Nic nie trzeba:)
  • katolik
    01.11.2014 20:35
    Piekło tez jest. Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego musieli mi być posłuszni. To, com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. (Dz. 741).
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    8°C Sobota
    noc
    7°C Sobota
    rano
    10°C Sobota
    dzień
    11°C Sobota
    wieczór
    wiecej »

    Reklama