Ufać sobie i państwu

O solidarności i indywidualizmie ze Zbigniewem Derdziukiem, prezesem ZUS, rozmawia Piotr Legutko

Reklama

Piotr Legutko: ZUS powstał 80 lat temu, ale dlaczego trwało to aż 18 miesięcy?

Zbigniew Derdziuk: Polska po zaborach miała trzy odmienne systemy emerytalne. W 1933 roku wprowadzono powszechne ubezpieczenia, ale zajmowały się tym samodzielne fundusze, z których każdy miał swoją centralę. Po 18 miesiącach, nie zmieniając nic w dobrze pomyślanym systemie, postanowiono jedynie połączyć 4 fundusze w jeden Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Tamten ZUS prowadził sanatoria, inwestował, zarabiał, uczestniczył w budowie Gdyni. Część jego majątku udało się w czasie ewakuacji wywieźć. Po wojnie to, co zostało, znacjonalizowano i wprowadzono model sowiecki. W 1955 roku nawet rozwiązano ZUS. Żeby zbliżyć ubezpieczenia do mas ludowych, powierzono to zadanie… Centralnej Radzie Związków Zawodowych. W 1960 ZUS reaktywowano i przez kolejne dekady – dzięki korzystnej demografii – składki były wyższe niż wydatki!

Co się stało z tą dywidendą demograficzną?

Na Zachodzie oczywiście odkładano i inwestowano te pieniądze dla kolejnych pokoleń. I dziś korzysta się tam z funduszy rezerwowych. A PRL… zbudował za nie ustrój socjalistyczny w Polsce. Gdy nadeszła wolność, w III RP weszliśmy bez rezerw. Mimo to po 1989 ZUS i tak stał się buforem przemian. Obniżano faktyczny wiek przechodzenia na emeryturę, by zaspokoić socjalne oczekiwania ludzi, którzy byli ofiarami transformacji. Temu samemu celowi służyło łagodne stosowanie kryteriów przy przyznawaniu rent. Dziś w Polsce nastała wyraźna moda na indywidualizm, solidaryzm wydaje się w odwrocie. Jednak indywidualizm musi być konfrontowany przez państwo z interesem społecznym. Bo taka jest już natura ludzka, że niewielu myśli o tym, co będzie za 30 lat.

Młodzi ludzie, którzy trafiają do ZUS-u, raczej nie zaglądają na swoje konta, aby sprawdzić, jaka będzie ich hipotetyczna emerytura. Może nie wierzą, że ją dostaną?

Skoro tak, to niech wierzą w siebie i odkładają na przyszłość. Dziś jedną piątą pensji odkładamy na emeryturę. Łatwo obliczyć, że przez 40 lat uzbiera się osiem rocznych pensji, za które będziemy żyli na emeryturze przez co najmniej kilkanaście lat. Niestety, tylko mniej niż 10 proc. młodych ludzi podjęło decyzję, do którego OFE chce pójść, trzecim filarem też interesuje się mało kto. To pokazuje iluzję owego indywidualizmu. On jest w słowach, nie widać go w czynach, w osobistych decyzjach. A potem zwracamy się do wspólnoty, do państwa, z prośbą o świadczenie, które zagwarantuje godne życie. Dlatego teraz już trzeba sobie zadać pytanie, jaki jest mój własny wkład w przyszłość, skoro nie płacę składek, nie oszczędzam na emeryturę.

Przecież tych pieniędzy nie ma! To tylko zapisy księgowe, wszystko opiera się na założeniu, że teraz my ze swoich składek utrzymujemy rodziców, a w przyszłości dzieci będą utrzymywać nas.

To prawda, że umowa społeczna gwarantuje nam tę wypłatę, ale jej wysokość zależy już tylko od naszych zarobków. Wysokość przyszłego świadczenia jest w naszych rękach. System emerytalny wprowadzony 125 lat temu opierał się na solidaryzmie społecznym, w epoce wolności obywatelskich wzbogaciliśmy go o indywidualną odpowiedzialność. Państwo zaś stoi na straży, by ci, którzy nie chcą uczestniczyć w budowaniu wspólnoty, nie nadużywali zaufania innych. Nie chodzi – mówiąc językiem biblijnym – o sieroty, wdowy i przybyszów, ale o tych, którzy mogą dokładać się do wspólnoty, ale tego nie robią.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • sorcier
    06.11.2014 18:17
    Nie zwykłem kląć (a na portalu katolickim tym bardziej nie wypada!), a ponadto obowiązuje mnie tajemnica służbowa, więc (mimo najszczerszych chęci) nie podzielę się swoją opinią na temat tego bandyty i głupca nad głupcami.
  • sorcier
    06.11.2014 18:21
    Szkoda, że nie ma przycisku "nie lubię". I nie jest to uwaga przeciw Panu Redaktorowi Legutce (tak chyba należy odmieniać?).
  • sorcier
    06.11.2014 21:11
    Absolwent Technikum Elektronicznego w Zamościu z 1981. W 1987 ukończył studia w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Odbył studia podyplomowe w zakresie organizacji i zarządzania prowadzone przez Instytut Organizacji i Zarządzania w Przemyśle ORGMASZ i szwedzką Grupę Konsultingową M-Gruppen, brał udział w Advanced Management Program prowadzonym przez IESE Business School. Uczestniczył w licznych szkoleniach z zakresu finansów i zarządzania, m.in. podczas stypendium w USA.

    W wyborach w 1991 bez powodzenia ubiegał się o mandat poselski z ramienia PChD w Warszawie.
    W 1994 był zastępcą dyrektora Biura Zarządu Telewizji Polskiej, a w 1996 dyrektorem Biura Planowania Strategicznego w tym przedsiębiorstwie. Pracował w Sejmie i Senacie, jako m.in. dyrektor Gabinetu Szefa Kancelarii Sejmu. W 1997 był zastępcą dyrektora Biura Promocji i Informacji PKO BP, odpowiadając za kampanie reklamowe tego banku. Pełnił później funkcję dyrektora departamentu w Polskim Banku Inwestycyjnym.

    Od stycznia 1998 do marca 1999 był sekretarzem stanu i zastępcą szefa KPRM w rządzie Jerzego Buzka. 14 listopada 2005 został mianowany sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w okresie rządów Kazimierza Marcinkiewicza, 17 listopada tego samego roku objął nadto stanowisko przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów. Odwołano go z tych funkcji 13 lipca 2006 w ostatnim dniu sprawowania urzędu przez Prezesa Rady Ministrów Kazimierza Marcinkiewicza.

    Po objęciu 20 lipca 2006 przez byłego premiera stanowiska pełniącego obowiązki prezydenta Warszawy został mianowany szefem jego biura w Urzędzie m.st. Warszawy. 31 sierpnia 2006 Rada Warszawy wybrała go na stanowisko sekretarza miasta. Pełnił tę funkcję trzy i pół miesiąca do 14 grudnia 2006. Później objął stanowisko wiceprezesa zarządu Banku Pocztowego S.A.

    16 listopada 2007 został powołany na urząd ministra-członka Rady Ministrów w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Stanowisko to zajmował do 13 stycznia 2009. 1 lutego tego samego roku powrócił do zarządu Banku Pocztowego SA, w którym został pierwszym wiceprezesem. Pełnił też funkcje członka rad nadzorczych różnych spółek akcyjnych, m.in. PKO BP, BGK i innych.

    2 października 2009 został prezesem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.


    A JA SIĘ PYTAM: Kiedy ten człowiek uczciwie pracował?! Jego żona może powiedzieć: MÓJ MĄŻ JEST Z ZAWODU DYREKTOREM/PREZESEM/MINISTREM.
    To jeden z tych ludzi, którzy nigdy nie splamili się uczciwą pracą i odpowiadaniem za cokolwiek, tylko skaczą ze stołka na stołek!
  • baba
    12.12.2014 13:19
    Stek bzdur. ZUS to studnia bez dna, monstrum żerujące na ludziach. Indywidualna działalność gospodarcza? Już preferencyjna składka jest bandycko droga i nikt nie pyta, czy człowiek w miesiącu zarobił choć tyle. Nie zarobi, to weźmie pożyczkę, a ZUS zapłaci. Pełna składka to już ponad 1000 zł i rośnie! Nie ma, że ktoś nie zarobił na chleb, że nie ma z czego płacić. To jest grabież w biały dzień. Miło jest odkładać na emeryturę, ale ludzie nie mają z czego żyć teraz. Od umowy-zlecenia czy umowy o pracę płaci się bardzo wysoki procent tego ZUS-u, ale to jest tylko procent. Przy działalności tego nie ma, trzeba płacić całość i nikt się nie troszczy o biologiczne przeżycie płacącego.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    -3°C Wtorek
    rano
    0°C Wtorek
    dzień
    1°C Wtorek
    wieczór
    0°C Środa
    noc
    wiecej »

    Reklama