Zapomniana bitwa

Bitwa pod Łodzią była jedną z największych batalii pierwszego okresu I wojny światowej. Pomimo że zginęło w niej 200 tys. ludzi, została wymazana nie tylko z naszej pamięci. W jej 100. rocznicę Kościół łódzki wezwał do modlitwy za poległych oraz o pokój na świecie.

Reklama

W fachowych studiach to starcie nie jest nazywane bitwą. Jej opis można znaleźć pod enigmatycznym określeniem „Operacja łódzka”. Miała ogromne znaczenie. Gdyby wynik walk był inny, losy wojny mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. Uczestnik zmagań, późniejszy marszałek Związku Sowieckiego Borys Szaposznikow w swych wspomnieniach napisał, że sztabowcy planujący tamte działania bojowe byliby zdziwieni, gdyby dowiedzieli się, że historycy nazwą je „operacją łódzką”. Żadnej z walczących stron początkowo bowiem o Łódź nie chodziło, ale rozwój wydarzeń spowodował, że znalazła się w ich centrum.

Kierunek Berlin

Wszystko zaczęło się, gdy sztab niemiecki przechwycił niezaszyfrowaną depeszę rosyjskiego Sztabu Naczelnego, nakazującą przygotowanie ofensywy na Zachód. W tym celu Rosjanie zgrupowali swe wojska w szerokim łuku Wisły. Przegrali wprawdzie letnią bitwę w Prusach Wschodnich, ale pobili Austriaków w Galicji. Ich wojska stały już na przedpolach twierdzy Kraków. Planowali teraz uderzenie w centrum, aby rozciąć i zniszczyć siły przeciwnika.

Niemcy postanowili wyprzedzić ten atak, jednocześnie uderzając od strony Torunia oraz z kierunku Wrocławia. Profesor Ryszard Kaczmarek, autor obszernej monografii „Polacy w armii kajzera”, zwraca uwagę, że w niemieckich jednostkach uczestniczących w bitwie łódzkiej służyło wielu Ślązaków, Wielkopolan i Pomorzan, mobilizowanych przed wojną do armii oraz powoływanych do służby w jednostkach obrony krajowej – Landwehry.

Rosyjska armia miała zostać otoczona, zamknięta w kotłach i rozbita. W bitwie, która rozegrała się na stosunkowo niewielkim obszarze wokół miasta, brało udział ponad 700 tys. żołnierzy. Część armii rosyjskiej stanowiły pułki syberyjskie, walczące w charakterystycznych wielkich papachach, znakomicie znoszące silne mrozy, które skuły ziemię pod koniec listopada. W armii rosyjskiej nie brakowało Ukraińców, Białorusinów oraz przedstawicieli innych narodów, żyjących w imperium Romanowów. Walczyło w niej także wielu Polaków, zarówno zawodowych oficerów, służących w armii carskiej, jak i rezerwistów, powoływanych już w czasie wojny z Mazowsza i okolic. Niemców w walkach wspierały jednostki Austro-Węgier, w których obok Austriaków służyli także Polacy, Czesi, Węgrzy, Chorwaci. Ta bitwa była także bratobójczym starciem Polaków walczących w szeregach wrogich armii.

Szybki manewr

Koncentrujące się przed walką w rejonie Łowicza i Kutna wojska rosyjskie na ogół dobrze były przyjmowane przez polską ludność. Na stosunku do walczących armii ciążył dramat Kalisza, który Niemcy bestialsko zniszczyli w sierpniu 1914 roku, represjonując ludność cywilną. Na początku listopada jednostki rosyjskie zaczęły wychodzić na pozycje wyjściowe. Warunki były fatalne, padało, teren był podmokły, w nocy przymrozki. W wojsku rosyjskim szwankowała łączność, nie najlepsza była także koordynacja ruchów pomiędzy poszczególnymi jednostkami. Wielu dowódców średniego szczebla w ogóle nie orientowało się, co dzieje się poza ich odcinkiem frontu. Dlatego polem bitwy często rządził przypadek. Krwawe żniwo zbierała artyleria, którą obie strony posiadały w wielkich ilościach. Ogień z dział na niektórych odcinkach frontu był prowadzony praktycznie bez przerwy. Noce rozświetlone były pożarami wiosek, niszczonych w czasie zaciekłych walk.

Bitwa pod Łodzią nie była typowa dla walk, jakie prowadzono podczas I wojny światowej, kiedy żołnierze zalegali na długie miesiące w okopach, wykrwawiając się w kolejnych próbach sforsowania linii wroga. To była bitwa manewrowa, w której decydowało nie tylko męstwo, ale i wyszkolenie żołnierza, a przede wszystkim walory dowództwa. Tym strona niemiecka zdecydowanie górowała nad przeciwnikiem. Zresztą Szaposznikow, pisząc o pozytywnych skutkach „operacji łódzkiej” dla armii rosyjskiej, wymienia dymisję głównodowodzącego 1. armią Pawła von Rennenkampf, jednego z licznych inflanckich Niemców w korpusie generalskim carskiej Rosji, oraz gen. Siergieja Scheidemanna, nieudolnego dowódcy 2. korpusu armijnego. Jego wojska najpierw zdobyły Łódź, ale w połowie listopada zaczęły chaotyczny odwrót i nieomal zostały odcięte od głównych sił. Rozsądek w tej sytuacji zachował dowodzący frontem północno-zachodnim gen. Nikołaj Ruzski, którego decyzje o odwrocie uratowały jednostki rosyjskie przed całkowitym zniszczeniem. W ocenie Szaposznikowa błąd dowództwa rosyjskiego polegał na tym, że nie udało się mu ześrodkować sił 4 korpusów na jednym, głównym kierunku natarcia, aby osiągnąć przewagę liczebną i ogniową. Znakomicie to zrobili dowódcy niemieccy, którzy okazali się mistrzami wojny manewrowej, błyskawicznie przerzucając wielkie siły na decydujący w danym momencie odcinek frontu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    4°C Środa
    noc
    5°C Środa
    rano
    8°C Środa
    dzień
    8°C Środa
    wieczór
    wiecej »

    Reklama