Współtwórca Niepodległej

Błękitna Armia defilowała pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu. Ale o jej dowódcy, gen. Józefie Hallerze mało kto pamięta.

Reklama

W jednej gablocie wojskowe odznaczenia. W drugiej modlitewniki, różaniec i kilkanaście relikwiarzy. Wszystko to pamiątki po gen. Józefie Hallerze. W sanktuarium maryjnym w Licheniu czynna jest wystawa „Zapomniany Generał”. – Bo jest niedoceniony, nie mówi się o nim w szkole, mało pisze – mówi Irena Wawrzyniak, kustosz wystawy w Muzeum Księdza Józefa Jarzębowskiego w Licheniu. – Historia obeszła się z nim niesprawiedliwie, spychając go na margines – wtóruje prof. Janusz Karwat, historyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. – A przecież Haller to jeden z twórców naszej niepodległości.

Z orzełkami na guzikach

11 listopada 1918 roku w wagonie kolejowym w lesie Compiègne niedaleko Paryża marszałek Ferdynand Foch podpisuje rozejm z Niemcami – kończy się I wojna światowa. W defiladzie zwycięzców pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu maszerują żołnierze w błękitnych mundurach, przypominających francuskie.

Ale to nie Francuzi – na naramiennikach i guzikach mają polskie orzełki. Ich dowódca nazywa się Józef Haller. Półtora roku wcześniej założony przez Romana Dmowskiego i innych polityków niepodległościowych Komitet Narodowy Polski przekonał rząd w Paryżu do formowania oddziałów polskich we Francji. Zaciągają się do nich polscy żołnierze walczący w armii francuskiej, byli polscy jeńcy wojenni z armii austro-węgierskiej i niemieckiej oraz Polonusi ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Brazylii. Pierwszym dowódcą Polskiej Armii we Francji jest Francuz. Ale Dmowski chce mieć Polaka. W lipcu 1918 roku w Paryżu melduje się Józef Haller. Spada Dmowskiemu jak z nieba: praktykujący katolik, do tego o mocnych prawicowych poglądach. 4 października zostaje dowódcą Polskiej Armii. Polscy żołnierze walczą z Niemcami w Wogezach i Szampanii. Gdy kończy się Wielka Wojna – Armia Polska we Francji przyjmuje kolejnych rekrutów. W 1919 roku liczy prawie 100 tys. żołnierzy. Od koloru mundurów nazwana zostaje Błękitną Armią.

vel Mazowiecki

– Józef Haller już jako dziecko wiedział, że będzie żołnierzem – Irena Wawrzyniak pokazuje oliwkowy mundur z generalskimi lampasami, który znajduje się na licheńskiej wystawie. Błękitny Generał nosił go w latach 40. XX wieku. W rodzinie Hallerów walczono od pokoleń. Dziadek był w powstaniu listopadowym, ojciec w styczniowym. Przyszły generał od chłopięcych lat pobiera nauki w szkołach wojskowych monarchii austro-węgierskiej. Jego rodzinne Jurczyce, gdzie przyszedł na świat w 1873 roku, były w zaborze austriackim. Po skończeniu wojskowej edukacji ppor. Józef Haller sam szkoli przyszłych oficerów we Lwowie, Krakowie i Stanisławowie. Do austro-węgierskich szkół oficerskich udaje mu się wprowadzić język polski. Austriacy dają mu swoje najwyższe odznaczenie wojskowe i awansują do stopnia kapitana. Ale niespodziewanie rzuca służbę. „Odżyły nadzieje na wojnę ludów, o którą modlił się Adam Mickiewicz.

To między innymi spowodowało, że postanowiłem już w roku 1908 możliwie szybko zwolnić się ze służby czynnej w armii austro-węgierskiej” – zapisze potem w pamiętnikach. W cywilu nie marnuje czasu: działa w ruchu spółdzielczym, organizuje kursy rolnicze, prowadzi szkolenia wojskowe dla młodych chłopaków z Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Oczkiem w głowie jest dla niego skauting. – To Haller przekształcił ruch skautowski w polskie harcerstwo i nadał mu paramilitarny charakter – opowiada prof. Karwat. Znany do dziś krzyż harcerski to też jego pomysł – Haller połączył w nim krzyż maltański (symbol cnót rycerskich) z polskim krzyżem Virtuti Militari. W 1914 roku wybucha wojna. Naprzeciwko siebie stają zaborcy Polski: Niemcy i Austria walczą z Rosją. Za broń chwytają też Polacy z trzech zaborów. Józef Haller zaciąga się do Legionów Polskich – walczy z Rosjanami w Galicji i na pograniczu dzisiejszych Węgier. W kwietniu 1918 roku do munduru przypina generalskie epolety. Miesiąc później jego brygada ponosi klęskę w bitwie z Niemcami pod Kaniowem nad Dnieprem. Haller unika niewoli – przez Moskwę i Murmańsk przedostaje się do Francji. W czasie podróży ma fałszywe papiery. Nazywa się Mazowiecki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    -1°C Poniedziałek
    noc
    -2°C Poniedziałek
    rano
    -1°C Poniedziałek
    dzień
    0°C Poniedziałek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama