Ciągle daleka droga

Cztery zadania rodziny wedle świętego Jana Pawła II, o w których wspominał abp. Hoser. Ktoś potrafi wymienić? Zajrzałem do Familiaris consortio.

Reklama

Mocne słowa padły w wywiadzie, jakiego abp Henryk Hoser udzielił Katolickiej Agencji Informacyjnej. Kościół zdradził Jana Pawła II, bo praktyka duszpasterska dotycząca małżeństwa i rodziny nie tylko nie poszła za głosem papieża, ale nawet nie zapoznała się z jego nauczaniem – stwierdził między innymi arcybiskup warszawsko-praski. Ale właśnie: między innymi. Mam wrażenie, jakby część z tych, którzy w internecie zaczęli dyskusję na temat tego wywiadu nie do końca go przeczytała. Zbyt proste są w ich wypowiedziach te odniesienia do ostatniego synodu biskupów. A krytyka abp. Hosera nie dotyczy przecież synodu. To oskarżenie dużo mocniejsze. Oskarżony jest cały system, który – zwłaszcza na Zachodzie, mniej w Polsce – ignorował nauczanie Jana Pawła II, a teraz, w drugiej dekadzie XXI wieku budzi się z ręką w nocniku: rodzina w wielkim kryzysie, więc załatajmy jakoś te powstałe dziury, bo sensownie naprawić już się nie da.

Nie pierwszy to oczywiście przypadek ignorowania przez Kościół nauczania Kościoła. Wyraźnie widać to np. w podejściu do sakramentu pokuty. Kolejni papieże  w oficjalnych dokumentach przypominają jak być powinno, że spowiedź indywidualna jest konieczna. A duszpasterze w niektórych krajach Zachodu? Duszpasterze wiedzą swoje. W sumie nic dziwnego. Przecież nawet Ewangelia bywa lekceważona, a starania papieża Franciszka o „duszpasterskie nawrócenie” w jej duchu bywają oskarżane o lekceważenie katolickiej tradycji (przez małe t, bo nie chodzi o Tradycję; do rangi symbolu tej krytyki wyrasta powoli zarzucanie papieżowi, że mówi „dzień dobry”). Wszyscy mamy pewnie mniejszą czy większa tendencję do wynoszenia swojego widzimisię ponad to, czego uczy Kościół. Więcej dystansu każdemu by się przydało.

Ale skoro już abp. Hoser mówił o czterech zadaniach rodziny, to może warto je przypomnieć? Chodzi o:

  • tworzenie wspólnoty osób
  • służbę życiu (nie tylko poczęcie, ale i wychowanie)
  • udział w życiu społeczeństwa oraz
  • uczestnictwo w życiu i posłannictwie Kościoła.

Też nie pamiętałem że to z Familiaris consortio. Bo w sumie, jak się zastanowić, to obszary tych zadań rodziny są dość oczywiste. Tylko trzeba spojrzeć szerzej niż tylko z punktu widzenia dążenia do szczęścia.

W tym momencie powinienem komentarz skończyć, ale.... Właśnie. Dążenie do szczęścia i budowanie wspólnoty osób. Często się zdarza, że ludzie kochają nie konkretna osobę, ale swoje o niej wyobrażenie. Dokładniej, wyobrażenie na temat tego, jakim się stanie dzięki „umiejętnemu” wychowaniu. Do dziś ze śmiechem wspominam taki drobiazg z czasów mojej kariery katechetycznej....

Wiecie co wywoływało na lekcji religii w klasach, gdzie były same dziewczyny, największy sprzeciw szanownego grona? Absolutnie nie takie tematy jak antykoncepcja czy przerywanie ciąży. Gromy zbierałem, gdy prosiłem dziewczyny o drobiazg: by swoich facetów nie ubierały wedle własnego gustu. Bo oczywiście faceci gustu nie mają i dopiero kobiety sprawiają, że zaczynają jako tako wyglądać. A że każdy mężczyzna czuje się takim czymś okropnie stłamszony? No przecież nie ma problemu.

No nie ma, zaczyna się potem, gdy dojdą jeszcze inne sprawy, w których nie ma problemu, bo przecież „wspólnie” ustaliliśmy.  Aż w końcu facet woli knajpę od rodziny. Albo znajduje taką kobietę, która jest nim zachwycona niezależnie od tego, jaką koszulę czy jakie buty założył.

Tak, Kościół musi nauczyć chrześcijan kochać osoby, nie swoje o nich wyobrażenia; nie swoje wyobrażenia, jakimi powinni się stać. I to nie tylko w rodzinach. W innych wspólnotach, także zakonnych, też. Mimo że tak długo idziemy za Chrystusem, przed nami ciągle daleka droga.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Wojtek Rych
    03.02.2015 15:10
    >Tak, Kościół musi nauczyć chrześcijan kochać osoby,....<

    Proszę wybaczyć, ale; nie da się nauczyć kochać!
    Miłość to Dar od Boga, to dar dla dusz czyli samej głębi naszego jestestwa; co to serca tylko rozróżniają.

    Nie da się nauczyć miłości. Miłość albo się czuje w sercu albo jej nigdy nie pozna; jak ją się zagubi albo odrzuci.

    Mam takie wrażenie, że szczególnie polski katolicyzm poprawnością religijną chce wymusić a wręcz przymusić do miłości członków rodzin co to zakładane są bez miłości; co to właśnie założone z poprawności religijnej miłości nie czują, więc i nie znają wcale. Poznały co najwyżej.... zmysłowość.

    W takich rodzinach można nauczyć tylko litości a litość to pucha z nienawiści wyrastająca.
    A przecież Bóg to Duch Miłości, nie odrzucajmy Go!
    Nie sprowadzajmy Miłości tylko do: bajek, literatury, poezji czy filmów ....
    Miłość jest czymś obcym, odległym, nieobecnym; tylko wtedy jak nie wierzymy albo zwątpimy bo ją zagubiliśmy.

    Nie popadajmy też "w panikę" jak ktoś po latach prawdziwą Miłość odnajduje. Jak ktoś wreszcie prawdziwie może powiedzieć, bo się przekonał że: Miłość to jedna dusza w dwóch ciałach.

    Nie wytykajmy "paluchem", nie potępiajmy. Nie żyjmy powierzchownie...
    Jeden Sędzia Jest...
  • po 60.
    05.02.2015 23:35
    Mdrcy świata, monarchowie....aleście sobie popisali...Grunt zescie się dogadali , jesteście zadowoleni i miłujecie się :)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Niedziela
    wieczór
    4°C Poniedziałek
    noc
    4°C Poniedziałek
    rano
    3°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »

    Reklama