Rzeszowska walka o życie

Proces, jaki wytoczył obrońcom życia ze stolicy Podkarpacia szpital Pro-Familia, może mieć dla placówki opłakane skutki.

Reklama

Cała sprawa ciągnie się od końca 2013 r. Wówczas szpital Pro-Familia postanowił, że zacznie wykonywać aborcje. Nie poinformował o tym położnych, które mają prawo odmówić udziału w tym procederze, powołując się na klauzulę sumienia. Przeciwko wykonywaniu tam aborcji i nierespektowaniu klauzuli sumienia zaczęli protestować obrońcy życia skupieni wokół rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO. Organizowali pikiety pod szpitalem, dużymi centrami handlowymi i przed domami lekarzy. Szpital wystąpił na drogę sądową przeciwko Jackowi Kotuli i Przemysławowi Syczowi, reprezentantom obrońców życia. Wytoczył przeciwko nim wszystkie możliwe prawne armaty. Na początku było to postępowanie cywilne, a teraz toczy się postępowanie karne z art. 212 kodeksu karnego. Mówi on o przestępstwie zniesławienia, polegającym na „pomawianiu innej osoby lub grupy osób, instytucji, osób prawnych lub jednostek organizacyjnych nie mających osobowości prawnej, o takie postępowanie, które może poniżyć ją w opinii publicznej, lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”. Od co najmniej kilku lat toczy się dyskusja, w której eksperci wskazują, że ten artykuł w kodeksie karnym jest jednym z reliktów PRL. I często zamiast do obrony swoich praw służy kneblowaniu oponentów.

Jak to się robi

Na ostatniej rozprawie, która odbyła się pod koniec stycznia bieżącego roku, można było się dowiedzieć, że w szpitalu zabijane są nawet 5–6-miesięczne nienarodzone chore dzieci. Wyciąga się je za nóżki z łona matki. Często przy tym ciałka rozrywane są na pół. Wpadają do metalowej miski. A potem wrzucane są do wiadra. Jeśli pojemniki są za małe, upycha się je jak śmieci. Za taką usługę szpital inkasuje 1300 zł. Niespełna rok temu położna Agata Rejman opowiadała GN ze szczegółami o tym, jak to wygląda. Relacjonowała opowieść swoich koleżanek o abortowanym dziecku, które położone na chuście podniosło klatkę piersiową, nabrało oddechu i umarło. Położna ciężko odchorowała to, co mimo wyraźnego sprzeciwu musiała oglądać. Pół roku przebywała na zwolnieniu lekarskim. Dzisiaj pracuje już w innym szpitalu. Jeszcze dochodzi do siebie. Nie chce wracać do tego tematu. – Jej przypadek oraz niemożność liczenia w tej sprawie na lekarzy skutecznie zniechęciły inne położne do działania i stawiania oporu – mówi nam jeden z pracowników szpitala.

Proces karny przeciwko J. Kotuli i P. Syczowi rozpoczął się w kwietniu 2014 roku. Władze szpitala tłumaczyły, że placówka musi wykonywać aborcje, bo obliguje ją do tego kontrakt podpisany przez NFZ. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu senator Kazimierz Jaworski zweryfikował wyjaśnienia szpitala odnośnie do przymusu aborcyjnego. Zapytał regionalny NFZ, czy rzeczywiście wskutek umowy z Funduszem szpital jest zobligowany do przeprowadzania aborcji i nie ma innej możliwości. Z odpowiedzi jasno wynika, że żadnego przymusu nie ma. Od wiosny ubiegłego roku na kilku rozprawach zeznawali lekarze i świadkowie wzywani przez obrońców życia. Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami. Wszystkie pozwy z art. 212 z założenia mają wyłączoną jawność. Strony mogą jednak zrezygnować z tego założenia. Władze szpitala nie zgodziły się na to.

Informowanie to nie pomawianie

Jacek Kotula potwierdza w rozmowie z GN, że nie może mówić o szczegółach sprawy. Podkreśla natomiast, że skoro szpital może zabijać nienarodzone dzieci, to oni jako fundacja mają prawo o tym mówić i przeciwko temu protestować. – Ta wiedza należy się ludziom, którzy mają konkretne przekonania i chcą być wierni takim wartościom jak np. szacunek do życia. Dlatego mają prawo wiedzieć, które instytucje podzielają te cenne dla nich wartości, a które nie – tłumaczy J. Kotula. Kolejna rozprawa w procesie karnym odbędzie się 3 marca. Według naszych informacji, bardzo prawdopodobne jest, że zapadnie wówczas wyrok. Wielkie kontrowersje wzbudzał przede wszystkim fakt aborcji eugenicznych, czyli przeprowadzanych z tzw. wskazań medycznych. Dyrekcja szpitala opublikowała na początku całego zamieszania oświadczenie, w którym tłumaczyła, że „każdy taki przypadek to ciężkie przeżycie zarówno dla matki, jak i dla lekarza, który działa z mocy prawa”. Podkreślała też, że w razie zaistnienia okoliczności, które stanowią przesłanki do takiej aborcji, kobieta nigdy nie pozostaje sama.

Ma do dyspozycji personel medyczny i opiekę psychologiczną. W tym kontekście warto opisać sytuację, która rozegrała się przy okazji całej sprawy. Jeden z lekarzy zarzucał Jacka Kotulę pytaniami: Czy był w hospicjum i widział dzieci, które tak naprawdę nie powinny się jego zdaniem urodzić? Czy próbował pomóc matkom? Obrońca życia stwierdził, że owszem, działacze fundacji starają się pomagać i rozmawiać z matkami w trudnej sytuacji. Zapytał też lekarza, czy mogą przyjść do szpitala Pro-Familia, żeby rozmawiać z kobietami i otoczyć opieką te, które nie wiedzą, co zrobić w takiej sytuacji. W odpowiedzi usłyszał, że w żadnym wypadku, bo w placówce ma status „persona non grata”. Mimo że sprawa ciągnie się już drugi rok, wciąż pozostaje otwarte pytanie, dlaczego szpital, tak troszczący się o renomę placówki i jej dobre imię, podpisał kontrakt na wykonywanie aborcji.

GW broni obrońców życia

Kuriozalny przebieg miało postępowanie cywilne o naruszenie dóbr osobistych szpitala przez działaczy pro-life, które toczyło się przed sprawą karną. W błyskawicznym tempie sąd wydał orzeczenie, że muszą oni zamieścić w trzech lokalnych dziennikach ogłoszenie, w którym przyznają, że organizując pikiety w obronie życia nienarodzonych dzieci, przekazywali opinii publicznej szereg nieprawdziwych informacji. Między innymi takie, że w szpitalu zabija się dzieci. Sąd stwierdził, że nie wolno nazywać aborcji zabijaniem nienarodzonych dzieci. Zabronił też obrońcom życia „organizowania i uczestniczenia w pikietach, w manifestacjach i innych zbiorowych spotkaniach, podczas których podawane są do publicznej wiadomości informacje na temat funkcjonowania Szpitala z wykorzystaniem wizerunku Szpitala i jego personelu tej treści, że zabija się tam dzieci”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    -1°C Poniedziałek
    noc
    -2°C Poniedziałek
    rano
    -1°C Poniedziałek
    dzień
    0°C Poniedziałek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama