Wojna podeszła blisko

Walki we Wschodniej Ukrainie nie ustają. Codziennie giną żołnierze i cywile. W wojennym chaosie trwają katolickie parafie w dwóch zapalnych punktach tej wojny – w Doniecku i Mariupolu.

Reklama

Atak rakietowy na Mariupol, w którym zginęło 31 osób, a ponad 100 zostało rannych, był kolejnym świadectwem, że wojna wchodzi w nową, jeszcze bardziej barbarzyńską fazę. Uderzono precyzyjnie, aby ofiar cywilnych było jak najwięcej – w bazar, gdzie rano było wielu kupujących. Bardzo blisko tego miejsca znajduje się parafia katolicka pw. Matki Boskiej Częstochowskiej, prowadzona przez ojców paulinów. Właściwie to peryferie miasta. Kaplica jest w niewielkim domku, położonym wśród podobnych zabudowań z ogródkami. Obok stoi duże osiedle, a dalej są już puste pola, przecięte drogą biegnącą w stronę Nowoazowska oraz granicy z Rosją.

Rano spadły „Grady”

Ojciec Leonard Aduszkiewicz mówi o potwornym huku, jaki usłyszał w sobotę rano, gdy kolejne rakiety „Grad” zaczęły uderzać w stojące zaledwie kilkaset metrów od jego kościoła osiedle mieszkaniowe. – Wojna podeszła do nas blisko – mówi, choć od sierpnia 2014 roku zdołał się już do niej przyzwyczaić. Linia okopów przebiega w niewielkiej odległości od zabudowań parafii. Na szczęście podczas ostatniego ataku nikt z parafian nie zginął, choć na tym osiedlu mieszkają także katolicy. Ofiary natomiast były w sąsiedniej prawosławnej parafii należącej do Patriarchatu Kijowskiego. Ojciec Leonard mówi, że sytuacja w mieście jest bardzo napięta.

Część ludzi, także katolików, wyjechała z miasta, dlatego frekwencja na nabożeństwach jest nieco mniejsza. Jednocześnie tym bardziej żarliwa jest modlitwa przed wizerunkiem Marki Bożej Częstochowskiej, umieszczonym w kaplicy. W parafii pracuje także drugi paulin o. Paweł Tomaszewski. Szokiem dla niego było, że wojna nagle stała się pojęciem tak realnym, podobnie jak śmiertelne niebezpieczeństwo, stały grzmot artylerii, a ostatnio także ostrzał rakietowy. W tej chwili Msze św. odprawiane są tylko w kaplicy, choć w centrum miasta jest budowane pierwsze w Donbasie sanktuarium maryjne. Zimą jednak prace tam ustały. Mariupol został częściowo odcięty od reszty kraju, gdyż separatyści wysadzili wiadukty kolejowe. Dojechać można tylko drogą od strony Bierdiańska. Pojawiają się obawy, czy miasto nie będzie szturmowane przez siły separatystów, których lider Aleksander Zacharczenko zapowiadał niedawno wyzwolenie całego Donbasu.

Ziemia się trzęsła

Parafia pw. św. Józefa Robotnika w Doniecku położona jest nieopodal drogi dojazdowej na miejscowe lotnisko, gdzie od wielu miesięcy toczyły się zaciekłe walki. Normalnie jej pokonanie zajmuje mniej niż pół godziny. Teraz tam dojechać nie można, gdyż jeszcze w mieście zaczynają się punkty kontrolne, opanowane przez separatystów. Walki o lotnisko trwały blisko pół roku. Zostało zdobyte niedawno, po potężnej nawale ognia. – Kanonada była tak potężna, że ziemia wokół kościoła trzęsła się, jakby za chwilę miało nastąpić trzęsienie ziemi – mówi proboszcz ks. Mikołaj Pilecki, chrystusowiec. Z Doniecka wyjechał w sierpniu, a wrócił w listopadzie ubiegłego roku. Jego parafia w tym czasie bardzo się zmniejszyła. Niegdyś na Mszę św. niedzielną przychodziło 350 osób, dzisiaj jest ich nie więcej jak 100.

Zmieniło się także miasto, w którym od dawna obowiązuje godzina policyjna. Po godz. 20 transport przestaje funkcjonować, a na ulicach widać jedynie patrole wojsk Donieckiej Republiki Ludowej (DNR). Właściwie odgłos strzałów nie milknie ani w dzień, ani w nocy. Ludzie są w coraz większej depresji, gdyż ciągle są nowe ofiary, a końca horroru nie widać. Pogłębiają się problemy aprowizacyjne, choć w sklepach nie brakuje żywności. Gdy jedni głodują, sieć sklepów należąca do magnata Rinata Achmetowa ma nadal dobre zaopatrzenie. Na początku, kiedy liderzy DNR odwoływali się do proletariackiej retoryki i dokonywali symbolicznego zajęcia rezydencji Achmetowa, wydawało się, że zmierzch jego potęgi jest bliski. Teraz jednak stanął znów na nogi, znowu funkcjonują należące do niego kopalnie. Tylko znany w całej Europie klub piłkarski Szachtar Donieck nie występuje już w Doniecku, ale przeniósł się do Lwowa, gdzie gra na stadionie Arena Lwów, wybudowanym na Euro 2012. Natomiast jego piękny, macierzysty stadion został zniszczony. Nawet jak będzie odbudowany, nieprędko wybiegną na jego murawę piłkarze. Żaden z ukraińskich klubów nie pojedzie przecież do Donieckiej Republiki Ludowej.

Skąd wziąć pieniądze?

Żywności w Doniecku jest pod dostatkiem, ale ludziom brakuje pieniędzy, ocenia ks. Mikołaj. Radzą sobie ci, którzy mają pracę, a część zakładów przemysłowych znów działa. W najgorszej sytuacji są emeryci i renciści. Bankomaty nie działają od jesieni, ale jakoś sobie radzili, wyjeżdżając do miejscowości kontrolowanych przez armię ukraińską. Tam mogli pobrać pieniądze. Teraz jednak komunikacja stała się znacznie bardziej trudna ze względu na toczące się walki i ustawiczny ostrzał dróg, jak również z powodu ograniczeń narzucanych przez administrację ukraińską. Aby przejechać przez posterunki ukraińskie, trzeba mieć specjalną przepustkę, którą wydają ukraińskie urzędy. Do Doniecka można dojechać dwiema drogami i na każdą z nich przepustki wydawane są w innym mieście.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    3°C Piątek
    rano
    2°C Piątek
    dzień
    2°C Piątek
    wieczór
    0°C Sobota
    noc
    wiecej »

    Reklama