O Ukrainie bez Moskwy

O aktywności Stolicy Apostolskiej wobec Ukrainy i obszaru postsowieckiego z prof. Myrosławem Marynowyczem rozmawia Andrzej Grajewski

Reklama

Andrzej Grajewski: W głośnym tekście, opublikowanym przez agencję RISU, stawia Pan diagnozę, że „dla wielu przedstawicieli dyplomacji watykańskiej stosunki z Patriarchatem Moskiewskim są ważniejsze niż relacje z grekokatolikami w tej części świata”. Czy to nie jest zbyt surowa opinia?

Prof. Myrosław Marynowycz: Wydaje mi się, że nie. Wyraźnie widzę w ostatnich działaniach dyplomacji watykańskiej nawrót do osławionej ostpolitik, którą w latach 60. i 70. realizował kard. Agostino Casaroli i w której najważniejszym punktem odniesienia była Moskwa.

Zmienił to Jan Paweł II.

Myśleliśmy, że zmienił. Wygląda jednak na to, że nie była to zmiana trwała. Kiedy Jan Paweł II odszedł, wiele z tamtej filozofii wróciło. Stąd wzięły się emocje w tekście, o którym rozmawiamy. Myślałem, że takie działanie się skończyło, a okazuje się, że nie całkiem.

Być może bierze się to z przekonania, że dialog ekumeniczny jest tak ważny, że nie należy drażnić Patriarchatu Moskiewskiego, aby ten dialog mógł być kontynuowany…

Warto jednak zadać sobie pytanie, czy taki dialog jest rzeczywiście prowadzony. Moim zdaniem nie. Uczestniczyłem w wielu konferencjach ekumenicznych i spotkaniach. Zawsze wyglądało to podobnie. Przedstawiciel Patriarchatu Moskiewskiego stanowczym tonem wygłaszał tezy, pomstował na Kościół greckokatolicki, przedstawiany jako główna przeszkoda w dialogu, ale także na innych, a następnie wychodził, nie pozwalając na jakąkolwiek ripostę czy odpowiedź. Moim zdaniem takie zachowanie nie jest przypadkowe. Jeśli przestudiować społeczną doktrynę Patriarchatu Moskiewskiego, znajdzie się pogląd, że Rosyjski Kościół Prawosławny prowadzi dialog z innymi po to, aby na forum ekumenicznym przedstawić stanowisko rosyjskiego prawosławia. W tym rozumieniu ekumenizm nie jest formą dialogu, ale miejscem dla przedstawiania własnych opinii. Niestety, dyplomacja watykańska zachowuje się wobec Patriarchatu Moskiewskiego w taki sposób, jakby miał on monopol na reprezentowanie całego światowego prawosławia. Trudno więc się dziwić, że jeśli ktoś ma monopol, to z niego korzysta właśnie w taki sposób, jak to opisałem. Gdy Moskwa słyszy, że dialog powinien być prowadzony za wszelką cenę, jej żądania rosną.

A jest alternatywa?

Powinniśmy rozmawiać z tymi prawosławnymi Kościołami, które do tego dialogu są gotowe, na przykład z silnym i wpływowym Kościołem rumuńskim, który posiada bardzo ciekawą koncepcję dialogu ekumenicznego. W końcu jest także Patriarchat Konstantynopolitański, który ma honorowe pierwszeństwo w świecie prawosławnym. Jestem przekonany, że gdyby był prowadzony aktywny dialog z tymi partnerami, bez oglądania się na stanowisko Moskwy, Patriarchat Moskiewski sam przyszedłby do stołu rozmów.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    11°C Piątek
    wieczór
    8°C Sobota
    noc
    7°C Sobota
    rano
    11°C Sobota
    dzień
    wiecej »

    Reklama