Śmierć buntownika

Śmierć Borysa Niemcowa pod murami Kremla miała wymiar symbolu. Na Kremlu prezydent Jelcyn zrobił go wicepremierem, a później pozbawił stanowiska. Tutaj urzędował prezydent Putin, którego Niemcow początkowo wsparł, aby później walczyć z nim ze wszystkich sił. Jego buntownicza biografia jest zapisem paradoksów i dramatów współczesnej Rosji.

Reklama

Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu w Warszawie prowadziło z Niemcowem rozmowy w sprawie przyjazdu do Polski i publicznego wykładu. Zaproszenie przyjął, ale terminu nie chciał ustalić, gdyż – jak mówił – zajęty jest przygotowaniami do wielkiego marszu „Wiosna”, który miał odbyć się w Moskwie 1 marca. Później, po marszu – mówił – nie wiadomo, co się wydarzy. Wydarzył się zaś wielki marsz żałobny, który przeszedł przez centrum stolicy Rosji, aby upamiętnić polityka, zastrzelonego 27 lutego w nocy na Dużym Moście Moskworeckim, kilkaset metrów od Kremla. Za jego śmierć, bez względu na to, kto wysłał zabójcę, odpowiada obóz władzy, który od wielu miesięcy pod hasłami „Dobijemy V kolumnę” zwalczał wszelką krytykę poczynań ekipy prezydenta Putina.

Dziecko pierestrojki

Niemcow urodził się w 1959 r. w rodzinie inteligenckiej. Ojciec Jefim Dawidowicz był funkcjonariuszem partyjnym. Matka Dina Eidman, żydowskiego pochodzenia, ukończyła studia medyczne i pracowała jako lekarz dziecięcy w Gorkim (od 1990 r. miasto wróciło do starej nazwy Niżny Nowogród). Ona wychowywała Borysa, gdyż ojciec rozwiódł się i nie był zainteresowany rodziną. Borys ukończył prestiżowy Uniwersytet Państwowy w Gorkim i rozpoczął karierę naukową. Być może osiągnąłby sukcesy jako fizyk, gdyby pod koniec lat 80. władze nie zdecydowały się na budowę pod Gorkim wielkiej elektrowni atomowej. Gdyby to działo się kilka lat wcześniej, nikt by nie protestował.

Ale tym razem, po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu i na fali reform Gorbaczowa, było inaczej. Niemcow, m.in. pod wpływem matki, zaangażował się w walkę ekologów przeciw budowie i szybko dał się poznać jako znakomity mówca i świetny organizator. W 1990 r. został deputowanym sowieckiego parlamentu. Stamtąd był już krok do wielkiej polityki, która właśnie w Związku Sowieckim gwałtownie przyspieszała, dając szansę takim jak Niemcow, ludziom spoza układów partyjnych, wnoszącym do polityki nowe spojrzenie, radykalizm oraz umiejętność rozmawiania z wyborcami. W 1991 r. został wyznaczony przez prezydenta Jelcyna gubernatorem obwodu niżnonowogrodzkiego, którym rządził do 1997 roku.

Od 1995 r. już na własny rachunek, gdyż wygrał bezpośrednie wybory o ten urząd. Szybko stał się znany w całym kraju z powodu śmiałych, jak na tamte czasy, reform rynkowych. Odwołując się do starej tradycji miasta, wskrzesił sławne niegdyś jarmarki, które stały się ważnym punktem na mapie handlowej Rosji. Wprowadził także uproszczone procedury rejestrowania firm prywatnych, co w ówczesnej Rosji było ewenementem. Kiedy w obwodzie zabrakło pieniędzy na wypłaty, wprowadził płatne bony, zwane „niemcowiki”, którymi płacono pracownikom lokalnych zakładów. Z punktu widzenia ekonomicznego było to mało opłacalne, ale gubernator stał się postacią medialną, znaną w całym kraju. Szybko zwrócił na niego uwagę także prezydent Borys Jelcyn, który w tym okresie wyraźnie dawał do zrozumienia, że wspiera zapaleńców, którzy chcą zmienić Rosję.

Najmłodszy z ekipy Jelcyna

W sierpniu 1997 roku został pierwszym wicepremierem w rządzie Wiktora Czernomyrdina. Był najmłodszym politykiem w historii Rosji, któremu przyszło pełnić tak wysokie funkcje. Zajmował się sprawami socjalnymi, polityką antymonopolową, budownictwem, a później sektorem energetycznym. Szybko nabrał przekonania, że aby skutecznie rządzić Rosją, trzeba rozprawić się z grupą potężnych oligarchów, którzy na oszukańczej prywatyzacji dorobili się ogromnych fortun, kontrolowali newralgiczne dziedziny gospodarki oraz największe prywatne media.

Paradoksalnie była to opinia zbieżna z oceną, jaką wypracował wówczas drugi ośrodek przy Jelcynie, tzw. państwowców, których reprezentantem miał okazać się nieznany wówczas szerzej b. pułkownik KGB z St. Petersburga Władimir Putin. Różnica polegała na tym, że za Putinem stał potężny sektor siłowy: armia, administracja państwowa oraz rozliczne służby specjalne, za Niemcowem nie stał nikt. Już po kilku miesiącach urzędowania przygotował dla Jelcyna 7-punktowy plan walki z oligarchami, który zakładał, że wszyscy oni zostaną pozbawieni kontaktów z Kremlem oraz nie wezmą udziału w dalszej prywatyzacji, która miała być prowadzona w sposób transparentny i pod kontrolą państwa.

Naraził się największym oligarchom, zarówno Borysowi Bieriezowskiemu, jak i Władimirowi Gusińskiemu, filarom tzw. Rodziny, czyli środowiska związanego politycznie i biznesowo z prezydentem Jelcynem. Kontrolowana przez Bieriezowskiego telewizja rozpoczęła kampanię szkalującą Niemcowa i jego reformy, co miało wpływ na jego dymisję w marcu 1998 roku. Oligarchowie sądzili, że lepszym z ich punktu widzenia sukcesorem po coraz bardziej słabnącym i schorowanym prezydencie Jelcynie będzie niedoświadczony i pozbawiony politycznego wsparcia na Kremlu Władimir Putin. Szybko na własnej skórze przekonali się, jak dramatycznie pomylili się w jego ocenie. Putin, gdy wzmocnił się na Kremlu, odebrał im wpływ na najważniejsze decyzje, później pozbawił majątku, a na końcu doprowadził do ich wygnania z Rosji.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    8°C Sobota
    noc
    7°C Sobota
    rano
    10°C Sobota
    dzień
    11°C Sobota
    wieczór
    wiecej »

    Reklama