Kulisy wielkiej manipulacji

Lektura tej książki to przeżycie traumatyczne. Część opisanych w niej wydarzeń przypomina raczej koszmar wzięty rodem z jakiegoś horroru czy sensacyjnej powieści z elementami fantasy.

Reklama

Lawrence Wright, autor „Drogi do wyzwolenia”, jest powieściopisarzem, scenarzystą i dramaturgiem, ale przede wszystkim dziennikarzem. I właśnie jako dziennikarz zajmujący się literaturą faktu odnosi największe sukcesy. Za swoją książkę o wydarzeniach z 11 września 2001 roku, a właściwe o ludziach związanych z zamachami na WTC, otrzymał Nagrodę Pulitzera w tej właśnie kategorii. „Droga do wyzwolenia” to bezlitosna, demaskatorska opowieść o twórcy scjentologii, L. Ronie Hubbardzie, i jego następcy Davidzie Miscavige, a także o historii scjentologów i totalnej manipulacji, jakiej poddawani są członkowie tej grupy religijnej. Scjentolodzy bez wahania wytaczają procesy osobom czy mediom przedstawiającym ich działania w świetle negatywnym, domagając się odszkodowań sięgających milionów dolarów. Posługują się również środkami pozaprawnymi, nękając i strasząc swoich oponentów.

Często przynosi to zamierzony efekt i zniechęca pokrzywdzonych do wystąpienia przeciw organizacji. Lawrence otrzymał takich gróźb wiele, ale charakterystyczne, że w przypadku „Drogi do wyzwolenia” scjentolodzy, którzy dysponują armią dobrze opłacanych prawników, nie zdecydowali się wystąpić na drogę prawną. Nic dziwnego, bo książka jest znakomicie udokumentowana. Autor korzystał z materiałów archiwalnych, akt sądowych i policyjnych, przeprowadził ponad dwieście wywiadów z obecnymi i byłymi członkami grupy. Wśród członków organizacji przeważają zwykli ludzie zachęceni przez aktywistów do wzięcia udziału w terapii zwanej „audytowaniem”, która ma rozwiązać gnębiące ich problemy. Większość zatrzymuje się na tym etapie, a niewielka część wspina się na kolejne szczeble „duchowego wtajemniczenia”. Najbardziej zaangażowani dochodzą do trzeciego szczebla wtajemniczenia, tzw. Sea Organization, którym jest scjentologiczne duchowieństwo. Na znak bezgranicznego oddania szerzeniu idei Hubbarda podpisują oni kontrakty na miliard lat służby.

Scjentolodzy i Hollywood

Scjentologom bardzo zależy na przeniknięciu do elitarnych i wpływowych środowisk, dzięki którym mogą rozszerzyć bazę swoich członków. Stąd wielką uwagę przywiązują do kaptowania ludzi rozrywki i filmu. Nie przypadkiem też w Hollywood znajduje się znaczna część ich nieruchomości, liczących na całym świecie ponad milion metrów kwadratowych powierzchni. W amerykańskiej stolicy filmu należy do nich 26 posiadłości o wartości prawie 400 mln dolarów.

O wadze, jaką założyciel organizacji przywiązywał do pozyskiwania ludzi filmu, świadczy też fakt, że jego osobistym asystentem został Richard DeMille, syn Cecila B. DeMille’a, jednego z najbardziej wpływowych producentów i reżyserów hollywoodzkich, twórcy monumentalnych widowisk biblijnych, jak np. „Dziesięcioro przykazań”. Scjentolodzy interesowali się nie tylko gwiazdami, ale także młodymi ambitnymi aktorami, obiecując im szybką karierę dzięki zastosowaniu odpowiednich praktyk. Rozsiewano pogłoski, że na szczytach przemysłu rozrywkowego funkcjonuje sieć scjentologów gotowych im pomóc. Szczególną rolę w organizacji odgrywają dwie gwiazdy: John Travolta i Tom Cruise. Travolta zainteresował się scjentologią w czasie zdjęć do pierwszego, kręconego w Meksyku filmu. Młody aktor niezbyt sobie radził na planie. Pod wpływem grającej w filmie młodej aktorki Joan Prather, która zastosowała wobec niego kilka technik scjentologicznych, Travolta „wyszedł poza swoje ciało”. „Jakby moje ciało żyło swoim odrębnym życiem, a ja znalazłem się na zewnątrz i mogłem sobie wokół niego krążyć” – wspominał później. Wkrótce wziął udział w prowadzonym w jednym z Celebrity Centre kursie na „wyszkolonego scjentologa Hubbarda”. Jednak najbardziej aktywnym i rozpoznawalnym propagatorem scjentologii jest Tom Cruise.

Aktor pochodzi z katolickiej rodziny, chciał nawet zostać księdzem i przez rok uczęszczał do seminarium duchownego. Ambicje aktorskie i życie w Hollywood sprawiły, że wybrał scjentologów jako jedyną grupę religijną, która potrafi godzić żądzę kariery i potrzebę rozwijania swojej duchowości. Do środowiska scjentologów wprowadziła go w 1986 r. pierwsza żona, aktorka i producentka Mimi Rogers. Organizacja potrafi zadbać o swoich prominentnych członków. Rozwiązuje nawet ich osobiste problemy. I tak kiedy Cruise chciał się pozbyć swojej pierwszej małżonki scjentolożki, a ta nie zamierzała się z nim rozwieść, organizacja bardzo mu w tym pomogła.

Grupa robi też wszystko, by zaspokoić wygórowane ego „swoich” gwiazd. David Miscavige, obecny lider organizacji, zaprosił Cruisa i Nicole Kidman, jego kolejną żonę, do Gold Base, czyli głównej kwatery scjentologów w Riverside County w Kalifornii. Tam przygotowano im specjalny domek z różanym ogrodem. Kiedy para chciała sobie pobiegać po łące, Miscavige kazał obsiać kwiatami kawałek pustyni. Troszczył się nawet o finansowe inwestycje aktora, polecając mu znanych maklerów, braci Fischbachów, również aktywnych scjentologów. Gdy inwestycje zaczęły przynosić straty, bracia pokryli je z własnych środków. „Cruise był dla organizacji niezrównanym łącznikiem z celebrycką kulturą Hollywood, Miscavige stawał więc na głowie, żeby mu dogodzić” – podsumowuje Lawrence Wright. Pozyskanie Toma Cruise’a przez organizację było jedną z jej najlepszych inwestycji.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    9°C Piątek
    wieczór
    6°C Sobota
    noc
    4°C Sobota
    rano
    8°C Sobota
    dzień
    wiecej »

    Reklama