Miasto na dłoni

To cud, że Sarajewo dzisiaj żyje. Papież Franciszek odwiedza miasto, które jeszcze 20 lat temu konało na oczach świata. Stolicę państwa, które dla Zachodu pozostaje wyrzutem sumienia. A dla samych mieszkańców – niezrozumiałym do końca splotem paradoksów. I nigdy nie stygnącym kotłem.


Reklama

Bałem się tego miasta. Przez stolicę Bośni i Hercegowiny przejeżdżałem już czterokrotnie, nigdy jednak nie miałem odwagi zatrzymać się tutaj na dłużej. Przejść ulicami, na których niedawno leżeli ludzie trafieni kulą snajpera lub granatem. Zjeść obiadu, napić się wina w miejscu usianym cmentarzami. Spojrzeć w oczy kobietom, które padły ofiarą zaplanowanych masowych gwałtów. Mijać po drodze dwudziestolatków, przekonanych, że są dziećmi bohaterskich obrońców stolicy, podczas gdy ojcami połowy z nich są serbscy czetnicy. Wejść na wzgórze, z którego sam Radovan Karadżić, przywódca bośniackich Serbów, nadzorował ostrzał ludzi, mając ich jak na dłoni dzięki położeniu Sarajewa w dolinie… Wydawało się, że nie wypada „zwiedzać” tak poranionego miasta, jeśli nie przeżyło się tego wszystkiego z jego mieszkańcami.


Sąsiedzi


Teraz, prawie 20 lat od ustania działań wojennych, w przeddzień wizyty papieża Franciszka, trzeba było przemóc w sobie tę „wirtualną” traumę wojenną. I dotknąć miasta, które nie byłoby sobą, gdyby nie wróciło do życia. Jeśli nawet w czasie oblężenia zorganizowano konkurs na Miss Sarajewa, to tym bardziej dziś ostatnie słowo nie należy do widocznych ciągle ran. „Mir vama” (Pokój wam) – woła Franciszek z dziesiątków plakatów i billboardów rozwieszonych po całym mieście. Po bilety na Mszę z papieżem rzucili się tutaj zarówno bośniaccy Chorwaci (katolicy), jak i bośniaccy Serbowie (prawosławni) oraz stanowiący większość Boszniacy (Muzułmanie). – Jedna trzecia uczestników Mszy na stadionie olimpijskim to będą Muzułmanie, ja sam załatwiłem wejściówki dla 
6 takich rodzin, w sumie dla 30 osób – mówi Vlatko Hrbaček, bośniacki Chorwat, mieszkaniec ścisłego centrum Sarajewa. Na papieskiej Mszy obok siebie stają dziś ludzie, którzy żyli tu razem „od zawsze”. – Sąsiedztwo było kiedyś w Bośni rzeczą świętą. Najbliższy sąsiad, niezależnie od tego, czy Serb, czy Boszniak, czy Chorwat, był ważniejszy nawet od brata czy siostry żyjących daleko – tłumaczy Božana Ivelić-Katava z Rady Międzyreligijnej w Sarajewie. – Tak, to prawda, tylko nagle ktoś nam powiedział, że sąsiad jest odwiecznym wrogiem i należy się go pozbyć – rzuca Esma, Muzułmanka pracująca w jednym z sarajewskich hoteli. – Nagle niektórzy serbscy sąsiedzi zaczęli znikać na cały tydzień. Dostali „pracę” u boku czetników, rozstawionych na otaczających Sarajewo górach. I strzelali do swoich sąsiadów jak do kaczek. A potem, jak gdyby nigdy nic, wracali do siebie na weekend – dodaje dziewczyna. Božana rozwija wątek: – Wyobraź sobie, że ktoś ważny dla twojego narodu przychodzi do ciebie pewnego dnia i mówi, że ten sąsiad jest twoim wrogiem i jeśli ty go nie zabijesz, to on zabije cię jutro. I dzisiaj są tego efekty: ludzie nie mają zaufania do siebie, patrzą podejrzliwie i pytają: czy ja powinienem mu ufać? A co, jeśli on zabije mnie jutro? Albo jego dzieci zabiją moje dzieci? – dodaje.
Papież odwiedza kraj, w którym politycy, mimo doświadczenia niedawnej tragedii, wmawiają obywatelom, że ten podział wywołany wojną jest trwały. – Na Bałkanach mamy wojnę średnio co 50 lat, więc wszystko jest możliwe – mówi pogodzony z losem Vlatko Vrankić, mieszkaniec bloku przy słynnej „alei snajperów”. Tutejsi liderzy religijni wspólnie potępiają akty agresji dokonywane na obiekty kultu, a elity mocno pracują nad tym, by nieufność między ludźmi pogłębiała się coraz bardziej. Gdzie tu logika? – Gdy przekraczasz granicę Bośni i Hercegowiny, zapomnij o wszelkiej logice, która obowiązuje na świecie – radzi Vlatko Hrbaček. 


Zabawki snajperów


Wjazd do miasta, które przeżyło prawie 4-letnie oblężenie, na które tylko w ciągu pierwszego roku wojny spadło blisko milion pocisków, wywołuje pewnego rodzaju poczucie winy, że świat przyglądał się temu bezczynnie tak długo. Był marzec 1992 roku. W rozpadającej się Jugosławii po Słowenii i Chorwacji niepodległość ogłosiła również Bośnia i Hercegowina. To było nie do przyjęcia dla Serbów, zarówno tych z Serbii, jak i z terenu Bośni. Tyle że to nie była już tylko próba powstrzymania rozpadu federacji, która przez dziesięciolecia utrzymywała w jednym organizmie kilka różnych narodów. Serbscy przywódcy byli opętani ideologią „czystej etnicznie” Wielkiej Serbii. 
Vlatko Hrbaček ożenił się pół roku przed wojną. Żona z siostrą i matką uciekły do Polski ostatnim samolotem, który mógł opuścić lotnisko w Sarajewie. Vlatko wolał przeczekać na miejscu, przekonany, że wojna skończy się w ciągu dwóch miesięcy i żona będzie mogła wrócić do domu. – Kiedy zobaczyłem, że potrwa dłużej, zdecydowałem się wyjechać. Widziałem ludzi rozrywanych granatem, padających od kul snajperskich, patrzyłem na trupy leżące na ziemi. Uznałem, że mam tylko jedno życie i postanowiłem dołączyć do żony – dodaje. W Sarajewie zostali rodzice. Ojciec zginął jakiś czas potem. Próbował przeciągnąć telewizor z mieszkania syna do swojego, żeby nie kusił złodziei. Snajper nie miał problemu z namierzeniem i trafieniem starszego człowieka. Podobnie ginęły dziesiątki tych, którzy stali się wręcz zabawkami w rękach rozlokowanych na wzgórzach i w wysokich budynkach snajperów. – Przez 7 miesięcy mieszkaliśmy w atomowym schronie, w sumie około 200 osób – pan Vrankić prowadzi nas do pomieszczenia pod jednym z bloków przy ul. Zmaja de Bosne, znanej bardziej jako „aleja snajperów”. Pięciotonowe drzwi miały zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Na długą, szeroką ulicę wychodzili tylko ci, którzy mieli naiwną nadzieję zdążyć uciec przed kulami snajperów. Jak ryzykowne było to przedsięwzięcie, zobaczyliśmy na dachu 18-piętrowego wieżowca: nawet mysz nie miała prawa przebiec niezauważona przez snajpera. Podobne wrażenie można odnieść na Zmajevac Vidikovac, punkcie widokowym, z którego Sarajewo i niemal każdy budynek widoczne są jak na dłoni, wystawione na łaskę i niełaskę snajperów. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Niedziela
    wieczór
    4°C Poniedziałek
    noc
    4°C Poniedziałek
    rano
    3°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »

    Reklama