Obłęd Edwardsa

To nie Edwards, a prof. Petrucci pierwszy doprowadził do pozaustrojowego zapłodnienia. Ale kiedy Watykan ostro zareagował, włoski naukowiec wycofał się z badań. Brytyjczyk zaś brnął na ślepo: „Musiałem sprawdzić, czy to Bóg, czy naukowcy mogą stwarzać człowieka. I okazało się, że to my!” – mówił. Kim był i jak powstawało pierwsze dziecko z probówki? Czym okupiona jest ideologia in vitro?

Reklama

Robert Edwards, uważany za ojca in vitro, był rozpalony żądzą zapanowania nad ludzkim życiem. W laboratorium chwytał się niemal wszystkiego, próbował mieszać tkanki ludzkie ze zwierzęcymi, zapładniał pacjentki własną spermą, w setkach niszczył życia ludzkie.

Nie prowadził badań nad płodnością ludzką, bo go to nie interesowało. Brytyjski biolog (nie był lekarzem!) chciał dowieść światu, że jest większy od Boga. To był jego cel. Sam się do tego przyznał. W rozmowie z brytyjską prasą dwukrotnie powiedział: „W stworzeniu ludzkiego embrionu w laboratorium chodziło mi o coś więcej niż przeskoczenie ludzkiej niepłodności. Chciałem wiedzieć dokładnie, kto tu jest odpowiedzialny za dawanie życia, czy sam Bóg, czy naukowiec. I dziś nie mam wątpliwości, że to my. Ależ zaskoczyłem totalnie papieża. A teraz tyle samo katolików co i protestantów bez problemów przychodzi do nas po dziecko”.

Od początku jego badania budziły ostry sprzeciw lekarzy, embriologów, biologów, studentów. „Atakowali go nie religijni fanatycy, ale koledzy po fachu. Byłem asystentem Boba, na uczelni wypraszano nas nawet z pokoju, gdzie piło się w czasie przerwy herbatę” – opowiada Martin Johnson w wywiadzie dla brytyjskiego „The Guardian”. Edwards nic sobie z tego nie robił, ślepo brnął do celu. Medical Research Council w 1971 roku nałożył na niego kary i odciął od środków na badania. Dotacji odmówił mu także brytyjski rząd. A kiedy urodziła się Louise, pierwsze dziecko z probówki, na dwa lata zakazano mu badań. Edwardsa to jedynie zapaliło, zdobył środki z prywatnego źródła z Ameryki. Nie miał przypisywanej mu intencji uszczęśliwienia ludzkości. Sterowała nim pycha, by osiągnąć sukces naukowy. Ale kiedy 25 lipca 1978 r. wyszedł przed Oldham Hospital z Louise na ręku, świat powoli zaczął bić mu pokłony.

Od chomika do człowieka

Robert Edwards rodzi się w 1925 r. w Anglii. Rodzice zaszczepiają w nim pęd do nauki. Oboje pracują w Yorkshire, ojciec przy budowie torów kolejowych, matka jako maszynistka. Dwóch synów, w tym Boba, posyłają do Manchester Central High School dla chłopców. Bob musi przerwać edukację i w 1943 r. wstępuje do armii. Służy w oddziałach w Palestynie. Po powrocie idzie najpierw na rolnictwo w Walii, ale zawiedziony brakiem „naukowego rygoru na uczelni” zmienia kierunek na zoologię w Edynburgu. Pasjonuje go genetyka. U prof. Conrada Waddingtona, słynnego wówczas na Wyspach genetyka, zdobywa dyplom na Edinburgh University. Pracuje tu nad eliminacją genetycznych defektów u zwierząt. Tu poznaje swoją przyszłą żonę, Ruth Fowler, wnuczkę laureata Nagrody Nobla z chemii i fizyki Ernesta Rutherforda. Pochodzący z Nowej Zelandii naukowiec jako pierwszy w świecie potwierdził istnienie jądra atomowego. Ruth i Robert biorą ślub w 1954 roku. Wkrótce urodzą się ich córki: Caroline, Jenny, Sarah, Meg i Anna (dziś Edwardsowie oboje nie żyją, ale mają 12 wnucząt). Ruth pomaga Bobowi w pracy nad indukcją owulacji najpierw u myszy i królików, potem u kobiet. Bo Bob już wtedy myśli o stworzeniu ludzkiego embrionu pod mikroskopem. Podaje myszom hormony, by pobudzić je do owulacji. Pewnego dnia idzie do kolegi ginekologa: „Daj mi ludzkie komórki od jakiejś pacjentki” – prosi bez ogródek. „A po co?” – pyta lekarz biologa. Edwards kluczy. Kiedy wydusza z siebie, że chce z ludzkich komórek rozrodczych zabrać tkankę, która pomoże dojrzeć komórkom zwierzęcym, kolega wyrzuca go za drzwi. „Więcej do mnie nie przychodź”. Edwards nie daje za wygraną. Spotyka dr Molly Rose. To ona jest przy porodach jego córek, przyjaźnią się. Lekarka zgadza się by pod pretekstem badań pobrać od pacjentki komórki jajowe dla Edwardsa. Ale pobrane jajeczka są niedojrzałe. Edwards hoduje je i odżywia najpierw przez 12, a w kolejnych próbach 25 godzin. Do zapłodnienia u zwierząt z użyciem ludzkich tkanek na szczęście nie dochodzi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    7°C Piątek
    noc
    5°C Piątek
    rano
    10°C Piątek
    dzień
    11°C Piątek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama